wtorek, 25 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 7

W poprzednim rozdziale
-TY BYŁEŚ W WORKU

Zdziwiony George spojrzał na zakapturzoną postać.
-Nie. Nie było mnie w żadnym worku.
-Jak nie!? Widziałem na własne oczy! Byłęś tam. I leżałeś za tymi drzwiami bo sam cię tam zanosiłem-krzyknął wymachują rękoma
-Nie. Niemożliwe. A właściwie ja chciałem porozmawiać z panem bo podobno pan niezłe interesy robi
Facet w kapturze przez chwilę się nie odzywał po czym wyszedł na zaplecze. Zdziwiony George spojrzał sie za siebie gdzie Hermiona i Ginny stały pod drzwiami.
-Był identyczny jak ty. Jak bliźniak-usłyszał głos za sobą.
Odwrócił się i znowu ujrzał zakapturzoną postać.
-Chodź za mną. Porozmawiamy na zapleczu i ci wszystko powiem i zapytasz to o co chciałeś.
George niepewnie wyszedł na zaplecze za mężczyzna. Było tam pełno skrzynek, trochę kurzu i no w sumie wszystko co u niego w sklepie. Spojrzał na mężczyznę, a on stał przodem do niego. Po chwili powoli zsunął kaptur i ujrzał twarz na oko 30-letniego mężczyzny. Miał ciemne włosy i delikatny zarost na brodzie.
-Kim pan jest?
-Nie mogę Ci zdradzić mojego nazwiska. Wybacz. A teeraz powiedz mi. Jestem jednym z tych, któzy prowadzą sklep Weasleyów?
-Tak. Skąd pan wie?
-Ta wielka..Głowa nad drzwiami. Podobna-zaśmiał się-A tak serio. Wytłumacz mi jakim cudem ty tu stoisz skoro byłeś w worku?
-Bliźniak. Myśleliśmy że został porwany, a tak naprawdę żyje. Teraz wraz z siostrą i przyjaciółką próbujemy go odnaleźć. I na razie dotarliśmy tutaj...
-Ale skąd wiedzieliście? Nie mówcie że ten frajer Mundungus?
-Dokładnie on. A i pytanie? Dlaczego Pan tak abrdzo nienawidzi Haryy'ego Potter'a?
-Wiesz. Może to ci się wydać dziwne... Ale ja po prostu jestem za sprawiedliwością. Nie wierzę w żadne te historyjki ze Harry Potter zbawił nas od Sam-Wiesz-Kogo.
-Czyli pan w ogóle nie wierzy w to wszystko? To jak pan myśli kto niszczył miasta przez ostatnie 3 lata? Voldemort.
-Nie wymawiaj tego imienia.
-Boi się pan go nadal? Nie ma czego. Została po nim kupka pyłu... chyba. Nieważne. Wiem że nie żyje. Przy okazji pan podobno ejst śmierciożercą
-Noo nie do końca, Nie jestem nim, ale też nie ejstem po strone Potter'a. Po prostu chciałem założyć sklep, gdzie by przychodzili do mnie ci niby "źli" i ci "dobrzy". I dlatego tam gdzie kręcą się ci pierwsi mówię że nalezę do nich, a tam gdzie ci drudzy że do tych. Rozumiesz?
George pokiwał ze zrozumieniem głową.
-I mam prośbę... -powiedział 30-latek- Nie mów nikomu... Wiesz otworzyłem sklep i chce mieć dużo klientów. Rozumiesz chyba o co chodzi bo przechodziłeś przez to z bratem.
-Tak. Ale nie za nic. Odpowie pan mi na dwa pytania.
-Jasne. Pytaj.
-Dlaczego mi pan to właściwie mówi? Przeciez mnie pan anwet nie zna.
-Widzę że zależy ci na odzyskaniu brata. Więc stwierdziłem że może ci to jakoś trochę pomóc.
-I właśnie jak pan rozmawiał z moją przyjaciółką... Wspominał pan o mężczyźnie który zabrał ten worek. Pamięta pan jak wyglądał??
-Nie... Ale widać było długie bardzo jasne włosy. Na pewno mężczyzna. Przed drzwiami czekał na niego niższy chłopak. Też blondyn i chyba nawet był jego synem.
-Malfoyowie-mruknął George -Dziękuję. Jak się mogę odwdzięczyć?
-Nie musisz teraz. Innym razem jak nadarzy się okazja. -zaśmiał się. -Mam nadzieję że pomogłem. No a teraz leć szukać Freda? Tak Freda.
George szybko wyszedł z zaplecza i wpadł na dziewczyny.
-Masz coś? -zapytał równocześnie
-Malfoyowie mają coś z tym wspólnego.
-Jak to? -pytała ruda
-No to Lucjusz zabrał stąd ten worek z ciałem Freda. I teraz prawdopodobnie jest on w dworze Malfoyów.  Więc musimy to sprawdzić.
-Uwaga bo nas wpuszczą-powiedziała z irytacją szatynka.
-O wilku mowa-usłyszała szept Ginny i ujrzała zbliżających się blondynów.
-Znowu się widzimy szlamo-syknął Draco.
-Odwal się od Hermiony! -krzyknął wściekle George
-Podobna reakcja- zaśmiał się niższy blondyn za co dostał od ojca w głowę.
-Idziemy.-warknął Lucjusz
Pociągnął swojego syna za ramię jak najdalej i jak najszybciej od nich. Ginny z bratem i przyjaciółką widzieli jeszcze jak ojciec z synem się kłócą, ale byli byt daleko by to usłyszeć.
-Musimy się tam jakoś dostać. Teleportacja nie zadziała bo to przecież dom Malfoya -powiedziała Miona.
-Nie ma problemu. Od czego są miotły? -powiedziała Ginny
-Ja nie wejdę na żadną miotłę! Wybaczcie -rzuciła przerażona szatynka
-Musisz. Dla Freda -szepnęła Ginny
-Ale... No dobra. Dla Freda. Ale będziecie mnie asekurować?
-Tak jest-powiedział George i teleportowali się niedaleko Nory.
Musieli skądś wytrzasnąć miotły, a że w szopie obok Nory było sporo to stwierdzili że stamtąd pożyczą.
Jak tylko byli na miejscu po cichu zakradli się do owej szopy po swoje "pojazdy" . Pech chciał że tuż za nimi wszedł Ron.
-CO WY TU WYRABIACIE? -krzyknął
George z siostrą i Hermioną stanęli jak wryci. Krzyk Rona oznaczał tylko jedno. Że nie ma ratunku i wpadli.


TAKI SE ROZDZIALIK :)
Mam nadzieję że się podoba.
Za błędy przepraszam Bo piszę w miarę szybko :/
Wiec.. Do następnego :)

6 komentarzy:

  1. Malfoyowie -,- ...
    W końcu rozdział :D !
    Czekam na następny :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz.. Wakacje są i nie mam czasu w kółko pisać :p
      Ale postaram się cześciej dodawać :)

      Usuń
  2. Kocham, kocham, kocham twoje pomysły <3
    Uwielbiam Fremione ;3

    Zapraszam do siebie ^^
    http://magiczny-swiat-rachel-trust.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wciągający blog. Czekam na następne rozdziały. ;)
    Zapraszam do Ciebie http://hermionaandfred.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Pozwolę sobie skomentować ten rozdział jeszcze raz... ^^

    Dostałaś moją nominację do LA!
    Więcej informacji znajduje się nie moim blogu do którego link podałam w pierwszym komentarzu.. ^^

    OdpowiedzUsuń
  5. O nieeeeeee niech Ron spada na bambusa głupek
    ~Kate

    OdpowiedzUsuń