poniedziałek, 10 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 4


"W poprzednim rozdziale"
-Skąd masz woreczek Freda. I nie mów, że to nie jego bo tu jest wyraźnie napisane "Własność Freda Weasleya"!!! -krzyknęła szatynka.

-Jaa... Naprawdę znalazłem go.- jakał się Mundungus
-NIE KŁAM! FRED BY NIE ZGUBIŁ TEGO WORECZKA... ZA DUŻO BYŁ WART!! -krzyknął Goerge
-Ale...ja nie kłamię-brnął dalej w swoja wersję Fletcher.
-TAA? ALE TO JA NAJLEPIEJ ZNAŁEM FREDA WIEC WIEM ŻE BY NIE ZOSTAWIŁ TEGO WORECZKA GDZIEKOLWIEK A GDYBY TAK BYŁO POWIEDZIAŁ BY MI O TYM OD RAZU! -wrzasnął
-No dobra dobra.Kupiłem go. Od takiego znajomego.
-NAZWISKO!?-wydarł się George

-Ejj. Trzeba spokojnie-powiedziała Miona chociaż było widać, że też nie jest zadowolona-Noo to podasz nazwisko swojego znajomego? -spytała
-No wiesz ślicznotko. Wszystko kosztuje-odpowiedział
Bliźniak wnerwiony złapał za różdżkę i podstawił mu do gardła.
-Powiedz albo pożałujesz-wysyczał wściekły
-No dobra no. Po starej znajomości moge powiedzieć. Tylko odłóż tą różdżkę-powiedział lekko przerażony
George niepewnie opuścił ją czekając na to co ma do powiedzenia Fletcher.
-No to w tej gospodzie "U Starego Sama" kręci się taki gościu w kapturze. Noo nie znam jego imienia, ale wydaje sie miły. To on miał ten woreczek i odkupiłem go od niego. -powiedział
-A jak się z nim skontaktować? -zapytała Ginny
-A bo ja wiem. Nie znam gościa. A teraz pa-rzucił szybko i można było usłyszeć ciche pyknięcie co oznaczało teleportację.
-Czyli wiem kto porwał Freda!! -krzyknęła szczęśliwa ruda
-Ej młoda. Nie ekscytuj się tak. Dopiero go namierzyliśmy. Nie wiemy co z nim zrobili, ani gdzie on jest.
-Wiesz że wystarczy tylko pójść do tej gospody i poznać tego gościa? -zapytała
-Myślisz? Bo wiesz. Wydaje mi się, że tam przychodzą praktycznie sami faceci w kapturach wiec trudno będzie nam go odnaleźć. Przy okazji nie możemy tam iść sami bo to jest na Pokątnej, a to dla nas trochę niebezpieczne bo jeszcze niektórzy śmierciożercy kręcą się w okolicy.-zauważył rudy-A najważniejsze jest to, że jeśli nawet znajdziemy tego gościa będziemy potrzebowali Mundungusa a wiecie... On jest tak chętny do pomocy jak Ron do sprzątania na strychu-zaśmiał się pod nosem.
Hermiona słuchając wypowiedzi George'a wpadła na pewien pomysł.
-Ale my przecież nie potrzebujemy Mundungusa-powiedziała a oni spojrzeli na nią zdziwieni.

Pani Weasley rozwieszała pranie na strychu, gdy Fletcher zdejmował na dole swój płaszcz. Miał go właśnie zakładać, gdy usłyszał kroki za swoimi plecami. Odwrócił się i od razu padł na podłogę.
-Noo nieźle ruda-pochwalił bliźniak
-Pff. Drętwota. Proste zaklęcia to łatwo idą-zasmiała się i wyrwała Mundungusowi parę włosów.
Pobiegli w trójkę do pokoju gdzie kiedyś Syriusz przetrzymywał Hardodzioba. Otworzyli drzwi za pomocą zaklęcia i weszli. Hermiona podbiegła do jednej z wystajacych desek i wyjęła mały flakonik eliksiru Wielosokowego. Otworzyłą go a ruda wsypała tam włosy, a napój zaczął bulgotać i zmienił kolor na zgniły zielony.
-Ergh. No cóż. Musze to wypić dla dobra Freda-westchnęła z obrzydzeniem Hermiona.
-Ja i Ginny będziemy cię obserwować. Zajdziemy jakieś szaty z kapturami i wejdziemy tam chwilę po Tobie.-zdecydował George -Na wszelki wypadek gdyby coś poszło nie tak. No to co idziemy.
Wyszli z Nory i teleportowali się na Pokątną. Weszli w jedna z uliczek gdzie się przebrali, a w przypadku Hermiony wypili eliksir. Po chwili wyszli z uliczki i rudzyli w kierunku "Starego Sama".

Hermiona jako Fletcher weszła do gospody i się niepewnie rozgląda. Wokół niej kręciło się wielu podejrzanych typków w tym większość w kapturach. Zaklęła cicho pod nosem gdy usłyszała dzwonek świadczący o tym że ktoś wchodzi. Odwróciła się i spojrzała w stronę drzwi. Zobaczyła dwie wchodzące postacie z kapturami. Jedna znich machnęła ręką, niby od niechcenia. Wiedziała że to Ginny z bratem. Nagle usłyszała za sobą niski głos należacy do jakiegoś faceta.
-Mudungus! O jak Dobrze cię widzieć!-spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła zakapturzoną postać machającą w jej stronę.
Ruszyła powoli w stronę stolika mając złe przeczucia.
-Witaj-powiedziała niepewnie naśladując głos Fletchera
Usiadła na krześle naprzeciwko zakapturzonej postaci
-No to co Mundungus? Masz coś ciekawego do sprzedania?-zapytał
Hermiona wyciągnęła spod płaszcza srebrny kielich.
-Ciekawie wygląda. Powiedz co to i ile chcesz za to.
-Należał on do Bellatrix. Wiesz której? Ta co zabiła Syriusza Blacka.
-Kto o niej nie słyszał? Zna ją kazdy. W końcu była jedną z nas. -powiedział- No to mów dalej.
Szatynka przełknęłą ślinę. Gadała ze śmierciożercą.
-On jako jedyny pozostał z jej skarbca, który jak pewnie wiesz został zniszczony i zdemolowany przez Harry'ego Potter'a i te jego bandę. No to ile za to dostanę? 5 sykli może być?
-Hmm... Ostatni ze skarbca powiadasz. Może być sporo wart. Stoi -wyciągnął dłoń z pieniędzmi, a szatynka oddała mu kielich.
-Dwa piwa! -krzyknął zakapturzony
-Dobrze od Ciebie schodzą produkty. Skąd je  masz? -zapytała niby od niechcenia
-Wiesz stary. Dobry dostawca. Dziękuję-przerwał na chwilę zwracając się do kelnera z piwami-No to na czym ja? A n tak. No to dobry dostawca to dobry interes. A w mojej gospodzie takich nie mało. -zaśmiał się i pociągnął spory łyk z kufla-I wiesz co w tym interesie jest najlepsze? -zapytał a gdy Hermiona pokiwała przecząco głową odpowiedział-Ze okazja często sama pod nos przychodzi.
Szatynce w głowie zapaliła się czerwona lampka.
-Aaa co to na przykład za okazja?
"Kaptur" pochylił się w jej stronę tak że czuła jego oddech. Myślała że zaraz zwymiotuje.
-Umiesz dochować tajemnicy?
-Tak-szepnęła
Postać wróciła do wcześniejsze pozycji i zaczęła opowiadać.
-Prowadzę niedaleko taką gospodę. Tam przychodzą ludzie z różnymi dobrymi rzeczami i tak tworzą się niezłe interesy.
-Ten woreczek też był z takiej okazji?
-Wiesz. Owszem był. I pamiętam jak to dokładnie było. Bo wiesz. Do mojej gospody od paru tygodni przychodzi taki typek. No i niedawno dosyć zapytał czy jego znajomy będzie mógł zostawić u mnie towar jakiś. Ja jako że się zainteresowałem tym zgodziłem się. I dzień później czekałem tak na tego faceta. Nagle wchodzi jakiś facet z jakimś pudłem i mówi że na zapleczu to trzeba mieć. Więc wprowadziłem go...kurde jak mu było...Rokwood czy jakoś tak-Hermiona rozszerzyła oczy, bo to przecież Augustus Rokwood zabił Freda i podobno został zabity,a okazuje się że żyje-na to zaplecze-kontynuował-Zostawił tam to pudło a ja postawiłem mu piwko na koszt filmy bo widac że to pudło trochę ważyło bo cały mokry był. Noo chwilę zabawił tam, ale po chwili powiedział że jakieś sprawy go tam wzywają więc musiał iść. No i gdy upewniłem się że już go nie ma to wyszedłem na to zaplecze i zajrzałem do tego pudła. W środku był worek. I nie uwierzysz co tam było.  W środku leżał jakiś rudzielec. Przyjrzałem mu się i zobaczyłem że ma przy apsie tą sakiewkę więc mu szybko ją zabrałem i pod ladę schowałem. Zapakowałem z powrotem tego rudego i dalej pracowałem jak niby nigdy nic. Po jakiejś godzince czy dwóch przyszedł z powrotem ten Rokwood zabrał go i... FLETCHER? CO CI? -zaczął krzyczeć
Spojrzała na swoje odbicie w kuflu i zobaczyła że z powrotem zaczyna być Hermioną.
-TO TA OD POTTERA! ŁAPAC JĄ!!
Szatynka nie miała już jak uciec. Wszystkie postacie stały już i miały wycelowane w nią różdżki.

No i macie 4 rozdział :D
Kolejny nie wiem kiedy ale niedługo.
Aa no i w sobote wyjeżdżam i przez jakiś tydzień nie będzie rozdziału ale będę pisała na telefonie więc spokojnie :)
Noo to do napisania ;)


3 komentarze:

  1. Biedna Hrmiona, tyle poświęca ;( A myślałam, że Rokwood nie żyje, a tu proszę! No nic, zobaczymy jak rozwinie się akcja :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałaś napisać "Kolejny jutro" ;) ...
    Czekam na następny... ale to już wiesz :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Sorki ze wczoraj tylko kilka kom dałam dzisiaj wracam i juz do końca się podzielę moimi jakże "profesjonalnyni" komentarzami :')
    Super hahaha genialny pomysł
    ~Kate

    OdpowiedzUsuń