W poprzednim rozdziale
-No... Fred prawdopodobnie żyje-powiedziała cicho szatynka i weszli do Muszelki zostawiając zszokowanego Bill'a na podwórku.
-JAK TO ŻYJE! GDZIE ON JEST? GDZIE MÓJ BRAT-Wbiegł zszokowany za nimi William.
-Został porwany nie wiemy jeszcze rpzez kogo, gdzie, ani w jakim celu ale jesteśmy prawie na 100% pewni że żyje-powiedziała Ginny
-Ale... On dostał Avadą!
-Nie. To było inne zaklęcie, które doprowadziło nas na zły tok myślenia. -rzucił George i położył się na kanapie.
-Ej ej ej! Kto ci pozwolić? -zapytała Fleur wchodząc do salonu
-Witaj Fleur. Dobrze wyrobiłąś sobie już angielski-zauwazyła Hermiona
-Witajcie. Dziękuję. Co Was sprawdza do Muszelka? -spytała
-Nie mieliśmy się gdzie zatrzymac-zaczęła Ginny lecz przerwał jej głos chrapania z kanapy.
-Nie budźmy go on zawsze lubił dużo spac-zaśmiał się Bill
-No to na czym ja skończyłam... A. Nie miliśmy się gdzie zatrzymac bo wyruszamy w trójkę w podróż by odnaleźć Freda. -dokończyła Ginny
-Ale.... Jak on nie żyje? -spytała blondynka
-Wtedy przynajmniej znajdziemy jego ciało-szepnęła szatynka a z jej oczy poleciała pojedyncza łza
Rudowłosa szybko ją do siebie przytuliła, bo wiedziała że myśl o Fredzie sprawia szatynce ból.
-To... Możemy zostac u Ciebie chociaż do jutra? -zapytała Ginevra
-Jasne. Zostańcie ile chcecie. Przy okazji... -spojrzał na Bliźniaka- Jego to naprawde ciężko obudzić, a samego byście go raczej nie zostawili-zaśmiał się William
-Mam obiad. Głodni jesteście? -zapytała żona Billa
-Bardzo-westchnełą Hermiona i poszła do jadalni.
Ruda z Mioną szybko zjadły obiad i wyszły przed muszelkę.
-A co jeśli oni mają rację? Jeśli on nie żyje i znajdziemy tyko jego ciało? -zapytała Ginny
-Nie myśl tak. Jak tak się stanie... Bedziemy musieli się z tym pogodzić. Nie będziemy mieli innego wyjścia.
-Dziewczynyy? -jęknął George -Która godzina?
-Spałeś niecałe pół godziny.
-Spałem? Dlatego tak jakoś jasno mi było jak wstałem-muknął -Nieważne. Jest cos do jedzenia? Głodny jestem.
-A skad my mamy wiedzieć? Idx do kuchni i zobacz-powiedziała Ruda a bliźniak tylko wzruszył ramionami i wszdł z powrotem do Muszelki
-Wiesz że nie możemy cały czas tutaj siedzieć?
-Wiem-odpowiedziała ruda przyjaciółce -Masz plan?
-Porozmawiamy z George'm. Teleportujemy się najwyżej do Magicznych Dowcipów i stamtąd on pójdzie do tamtej knajpy. Wiesz... On będzie bardziej wiarygodny bo go nie znają. Pójdzie on niby w sprawie interesów a tak naprawde zacznie wypytywac o Freda. -powiedziała szatynka a Ruda szybko pochwaliła ten pomysł -Ale czy on się zgodzi?
-Kfo i na czo? -zapytał z pełna buzią George idąc w ich stronę z kanapką
-Ee.. Co? -zaśmiała się szatynka na widok plującego na wszystkie strony bliźniaka
Przełknął gryza i już mówił normalnie.
-Kto i na co ma się zgodzić?
-No ty. Bo Hermiona wpadła na pomysł by teleportowac się do Magicznych Dowcipów. Potem ty byś poszedł do tamtej knajpy i wyciągnął informacje na temat Freda pod pretekstem kupna jakichś nowych porduktów do swojego sklepu-powiedziała Ginny
-I ja mam się na to zgodzić?
-Tak.
-Nie wiem. Ryzykowne to jest bardzo. Ale zrobię to chociażby po to by dowiedziec się gdzie porwali Freda-powiedział w końcu George
-No i wszystko jasne. To kiedy się teleportujemy? -zapytała szatynka
-Jutro. Bo dzisiaj pewnie nadal w tym barze jest. A własnie. Jak się nazywa ta knajpa? -spytał
-Na gacie Merlina! Nie powiedział. Mówił że to jakaś nowa na Pokątnej. Trzeba się ludzi popytać. -powiedziała Hermiona lekko zła że nie zapytała o jedną z wazniejszych rzeczy.
-George? Właściwie? Czemu ty jesz kanapkę skoro był obiad? -spytała siostra kiedy akurat rudzielec wgryzał się w swoje jedzenie
-opiat? Nie pofiezeli mi! Hak mohli! -zaczął krzyczę i pluć kanapka na wszystkie strony i pobiegł do Muszelki
-My tez chodźmy. Zbliża się 17 i nie wiadomo co może się kryć w krzakach... -powiedziałą dramatycznym głosem ruda po czym wybuchła smiechem
-Nie do smiechu nam. Musimy znaleźc Freda a nie zajmowac się jakimiś głupimi śmiechami.
-Oj Miona. Nie dramatyzuj. Musimy przeciez troche odreagować.
-Ja nie potrafię -powiedziała smutno i weszła do Muszelki zostawiając Ginny samą.
Ruda spojrzała w ciemniejące już niebo, głośno wzdychnęła i poszła za przyjaciółką.
-GEORGE! ZOSTAW ICH! -krzyknęła gdy tylkko zobaczyła jak ten rzuca się na małżeństwo z kanapką-Musimy być opanowani i myślec dalej nad planem a nie!
Georrge spojrzał zdziwiony na siostre po czym uspokoił się
-Za ile kolacja? -zapytał
-O 21 -powiedziała Fleur i poszła do sypialni
-Dziewczyny. Weźcie go na spacer. Już go mam dość -zaśmiał się Bill i poszedł do kuchni,
Dziewczyny wzięły go nad jeziorko nieopodal domu Bill'a o Fleur. Usiedli i rozmawiali o wszystkim. Często wsopminali o Fredzie co troche bolało szatynke...W końcu kochała go, a nikt o tym nie wiedział. O 20 zaczęli zbierac sie do domu gdzie Fleur szykowała kolację. Po zjedzeniu umyli się i pszli spac... Czekał ich w końcu ciężki dzień.
Hermiona obudziła się o 8 rano i rozejrzała sie po pokoju. Ginny i George jeszcze spali wiec szybko pszła do łazienki i ogarneła się. Po 10 inutach wyszła i zobaczyła rudzielców siedzących na łóżku.
-Wstawać! Zaraz śniadanie i sie teleportujemy! -krzyknęła a oni się rozbudzili.
-Już już.
Po 20 minutach zeszli na dół gdzie stół był zastawiony na śniadanie. Zjedli szybko i zabrali wszystkie swoje rzeczy po czym pożegnali się z Williamem i Fleur po czym teleportowali się do sklepu bliźniaków. Wylądowali na górze gdzie mieścił się pokój Freda. Była 10 wiec postanowili iść do "Starego Sama" by wypytac o tego gościa w kapturze.
-George. Wiesz co masz robić?
-Wiem.
Wszedł do środka a dziewczyny obserwowały go przez okno. Podszedł do barmana i zaczął z nim rozmawiac. Po chwili usłyszały jakiś głos za sobą.
-O. Szlama i Ruda! Czego szukacie w knajpie? -wrzasnął Malfoy
-Spieprzaj! -wrzasnęła
-A co mi zrobisz... NIC!! -wybuchł śmiechem
Nagle podszedł jego ojciec.
-Draco. Chodź do domu-spojrzał pogardliwym wzrokiem w stronę dziewczyn
-Do zobaczenia Szlamo. -syknął i poszedł za Lucjuszem
-chciałeś wydać? -usłyszały szepty Lucjusza
-Tato. One by się nie domyślił o... -dźwięk dzwonka drzwi
-No to co? Już wiem. To Gospoda "Pod Bijącą wierzbą" Wiecie chyba co? a końcu ulicy. Miałem do niej iść z Fredem. Ale niestety.
-Dobra cicho. Malfoyowie coś kombinują. Ale to potem. Teraz idziemy do tego w kapturze.
Ruszyli szybko Pokątną i po 5 minutach dotarli pod ową gospodę. Hermiona z Ginny schowała się za rogiem a Geroge wszedł do środka
-Dzień dobry. Chciałem zapytać -nie skończył bo usłyszał krzyk właściciela
-TY BYŁEŚ W WORKU!
Noo i taki se rozdzialik :D
Chyba się spodobał...
Oby :p
Nie wiem kiedy następny :/
Albo jutro a jak nie to dopiero w przyszłym tygodniu.
Noo to do nexta :*
Malfoyowie -,- ... Ciekawy wątek :D !
OdpowiedzUsuńCzekam na następny !
Draco nic się nie zmienił, szkoda ;( Ciekawe co oni kombinują...
OdpowiedzUsuń"Ty byłeś w worku!" XD
OdpowiedzUsuńups?
Blog ogólnie ciekawy- będe czytać :)
Co do błedów to jedyne które zauważyłam(oprócz powtórzeń) to gubienie literek :) pewnie piszesz w pośpiechu i dlatego ;) staraj sie zwracać wieksza uwage na to :)
O mój boże super piszesz achhh <3
OdpowiedzUsuń~ Kate