czwartek, 6 sierpnia 2015

MINIATURKA #1

Ne ma dzisiaj rozdział... będzie on prawdopodobnie jutro. Ale daję Wam miniaturke, którą wczoraj napisałam.
Miłego czytania. :D

Był mroźny, zimowy dzień. Wysoki na oko trzydziestoletni rudzielec, zmierzał powolnym krokiem do miejsca którego tak bardzo nienawidził. Nie chciał tu przychodzić, ale czuł że to jego obowiązek. Przy okazji tylko tu mógł sobie spokojnie usiąść i pomyśleć… Czuł wtedy obecność swojego brata bliźniaka, który zginął 10 lat temu podczas II Bitwy o Szkołę Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Doszedł do 7 alejki i skręcił w prawo. Po chwili zauważył zasypany śniegiem grób, wiec delikatnie strzepnął białą warstwę puchu i przysiadł na ławeczce. Spojrzał na zdjęcie. Znowu powracają wspomnienia te dobre jak i złe. Nie zapomni nigdy tego dnia… 2 maja 1998 roku, kiedy to jego bliźniak walczył o lepsze jutro . Owszem może i wygrali tą Bitwę, i może chłopak udzielił się w tej Bitwie, , ale nie udało mu się. Wraz ze swoją śmiercią zostawił George’a samego… Jakby ktoś podzielił jabłko na dwie części… Jedną zjadł, a drugą rzucił w kąt. Tak właśnie się czuł rudzielec…odrzucony niechciany. Wiedział że to po części może tez być i jego wina, ale co on mógł zrobić. Stracił swoją drugą połówkę. Wspomnieniami wrócił do tamtego pamiętnego dnia kiedy zginął. Wszędzie było słychać krzyki czarodziejów. Zauważył jak zbliża się Voldemrt z martwym Harry’m. Nagle czarnowłosy jakby ożył i uciekał przed „Czarnym Panem”. George odwrócił się w tym momencie, by znowu zaśmiać się z bliźniakiem i opowiedzieć jakiś głupi kawał lub śmieszną ripostę… Ale jego tam nie było. Jedyna co ujrzał to puste miejsce. Zdziwił się bo jeszcze przed chwilą tam stał. Zauważył kątem oka jak Percy wbiega do zamku. Szybko pobiegł za nim, lecz tego od razu pożałował. Leżało tam wielu poległych i wśród nich zauważył rudą czuprynę… Podszedł powoli. Z tyłu usłyszał jedno z zaklęć niewybaczalnych rzucone w stronę jednego śmierciożercy przez jego starszgo brata Percy’ego. Jednak niewiele go to obchodziło. Nie spuszczał wzroku z rudej czupryny leżącej z 6 metrów przed nim. Podszedł szybszym krokiem… Nie mógł uwierzyć w to co widzi. Jego kochany brat bliźniak leży martwy z uśmiechem na ustach. George opadł na kolana…. Zaczął płakać drzeć się… Ludzie chcieli go odciągnąć od Freda, lecz on się nie dał. Chciał z nim być do samego końca. Złąpał go za koszulkę. -Fred! Nie możesz umrzeć! Kopio ty moja. Z kim ja będę prowadził sklep. Z kim będę robił żarty naszemu rodzeństwu. Z KIM? Nie odchodź prozę Cię. Nie zostawiaj mnie samego. –płakał. Tym płaczem zwołał resztę rodziny… Owszem płakali i cierpieli, ale w prównaniu z uczuciami George’a to było nic. On stracił swoją kopię, drugą połówkę, brata bliźniaka. Łzy spływały po nim niczym wodospad. W tym momencie odechciało mu się wszystkiego. Wszystko co robił to z nim. A teraz nic. Koniec. Gdyby ktoś teraz wszedł do Wielkiej Sali uznałby za wariactwo to że jakiś czarodziej po śmierci Voldemorta krzyczy „Nie” . Ale rudzielca nie obchodziło co myślą inni. Liczyło się że Nie bd już nigdy dwóch uśmiechniętych radosnych z ognikami w oczach bliźniaków Weasley. Teraz będzie tylko jeden smutny, bez wesołych ogników w oczach George i jego brat bliźniak który odszedł. George płakał. Nigdy nie ukrywał swoich łez. 10 lat minęło, a on nadal nie mógł się pogodzić ze śmiercią bliźniaka. Przychodził tu prawie codziennie, zostawiając dla niego znicz. -Miałeś zostać. Czemu wtedy tam pobiegłeś. Dlaczego? Zostawiłeś mnie samego na tym durnym świecie. –łzy nadal skapywały po jego policzkach.- Nie wiesz co ja czułem. Moje serce się rozpadło… Niby głupie bo każdemu się wydaje ze tylko po ukochanej osobie serce może pęc… Ale ni tylko. Po bliźniaku również. Fred debilu. Dopadnę Cię kiedyś za to. –powiedział zapłakany George. Nie wiedział kiedy jego głowa opadła a łzy zaczęły drążyć małe dziurki w śniegu. -George.-usłyszał tak dobrze mu znajomy głos. Spojrzał w góre. Ujrzał uśmiechniętą twarz Freda który miał wyciągniętą w jego stronę dłoń. George bez wahania ją złapał i poszedł wraz z nim. Nie wiedział gdzie. Ale wiedział że teraz będzie szczęśliwy bo będzie z nim. Kolejnego dnia miejscowi ujrzeli rudowłosego na ławce…Niestety nie żył. Nie wiadomo dlaczego, ale ludzie podejrzewali że to z tęsknoty mu serce pękło. I nie mylili się.

3 komentarze:

  1. Prawie się popłakałam ;( Bardzo smutna miniaturka... Czekam na jutrzejszy rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rycze ;( ...
    Czekam na rozdział :3

    OdpowiedzUsuń
  3. Smutne :(
    Trochę błędów, no ale każdy je popełnia ;)

    OdpowiedzUsuń