sobota, 31 października 2015

HALLOWEEN!!!!

Z góry chce bardzo przeprosić za to że nie ma rozdziału tyle czasu. Ale sami wiecie... NAUKA  ;-;
Yrgh... Masakra jakaś. Mam nadzieję ze zrozumiecie i się nie odwrócicie ode mnie z tego powodu i jak będe coś dodawać będziecie czytać.
A teraz zapraszam do czytania
MINIATURKI HALLOWEENOWEEEEJ :D

Był 31 października, a za oknem księżyc w pełni oświetlał mury Hogwartu. 17-letnia Hermiona Granger, uczennica 7 roku w Hogwarcie szykowała się na organizowany po raz pierwszy w tej szkole bal halloweenowy. Dyrektor Mcgonagall że na bal mogą przyjść wszyscy uczniowie od 5 klas wzwyż plus ci którzy w ciagu ostatnich 3 lat odeszli ze szkoły. Oczywiście nie każdy mógł przyjść bo się już niektórzy poumawiali… Bo kto zapowiada bal 3 dni przed nim?! Wracając do Hermiony. Siedziała wraz ze swoją przyjaciółką Ginny Weasley w swoim pokoju i szykowała dla siebie przebranie. Postanowiła przebrać się za czarną kotkę. Oczywiście sama by się na to nie zgodziła gdyby nie  jej ruda przyjaciółka. Poszła do łazienki szybko się przebrać, a gdy wyszła Ginny potrafiła tylko powiedzieć ciche „Wow”
-Wiem. Może nie wyglądam super ale nic innego teraz nie wymyślisz-powiedziała Hermiona a Ruda od razu zaczęła niwelowac jej słowa.
-WYGLĄDASZ ZJAWISKOWO! Chłopcy oszaleją na twój widok. Mówię ci! –krzyczała podekscytowana Ginny
-Lepiej się przebierz. Za 20 minut zaczynamy.
Przyjaciółka szybko poleciała do łazienki, by zmienić się w „czarną wdowę”. Hermiona tyle jej naopowiadała na temat świata mugoli i tych wszystkich bajkach że postanowiła to wykorzystać. Jak wyszła z łazienki Hermiony już nie było, a na łóżku leżała kartka.
„Wybacz ja już poszłam. Mam nadzieję że się nie obrazisz.
Hermi :* „
-Cała Hermiona –mruknęła ruda pod nosem i zeszła do Wielkiej Sali gdzie miał się odbyć owy bal.

Szatynka w przebraniu kota stanęła w drzwiach Wielkiej Sali. Bal się zaczął niedawno, ale goście już tańczyli i popijali napoje. Jak schodziła po schodach widziała jak głównie ta męska część wzdycha na jej widok. Uśmiechnęła się pod nosem i pewnym krokiem podeszła do stolika z napojami.  Wzięła do ręki butelke piwa kremowego i zaczęła powoli sączyć. Nagle usłyszała głos jakiegoś chłopaka.
-Hej piękna. Jestem Kyrian. –chłopak przebrany za wampira, trochę wyższy od niej, wydawał się miły wiec Hermiona wdała się z nim w dyskusje.
-Hej. Przykro mi nie zdradzę ci mojego imienia-szepnęła i się zaśmiała pod nosem.
-O jaka szkoda. Z którego roku jesteś? A może.. może już skończyłaś szkołę? –spytał przybliżając się o krok do niej
-Strasznie ciekawski jesteś-wybuchła śmiechem-Żartowałam. Jestem Hermiona i jestem na 7 roku. A ty który rok?
-Ja… Ymm. Skończyłem tą szkołę. –powiedział zmieszany.
Szatynka chciała coś dodać, ale poczuła ciepły oddech na szyi. Odwróciła się szybko i ujrzała brązowe tęczówki wpatrzone w jej twarz.
-Zatańczymy? –spytał mężczyzna w masce, ale ona po głosie poznała kto to jest.
Odwróciła się jeszcze szybko do Kyriana
-Wrócę niebawem. –i poszła tańczyć z brązowookim.
Położył ręke na jej talii, a ona dopiero teraz spojrzała za kogo się przebrał jej partner.
-Skąd pomysł na przebranie za Batmana? –spytała
On nachylił się do niej i szepnął
-Pewna, śliczna dziewczyna duzo opowiadała mi o nim. Postanowiłem nim zostać chociaż na tą jedną noc.-odwrócił ja do siebie tyłem tak że była oparta o niego plecami.
-Zafascynował cię Batman? –zapytała kołysząc się do muzyki
-No nie tylko on. Widzisz tego Spider-Mana? –pokazał w kierunku mężczyzny który skakał po stole
-Trudno nie zauważyć-zaśmiała się-To co z nim?
-Zabrał mi strój. Mogłem być nim ale Batman tez jest fajny. Nie uważasz? –odwrócił ja z powrotem do siebie.
-Ładnie pachniesz-powiedział a ona się zarumieniła czego oczywiście nie było widac pod maską.
-Dziękuję… Ty też jak na Batmana-po czym wybuchła śmiechem
-Bardzo śmieszne. Wiem kim jesteś-powiedział na tyle cicho że ona ledwo to usłyszała
-Oo… Ja też wiem kim ty jesteś.-zaczęła jeździć palcem po jego klacie
Przybliżył się do niej jeszcze bardziej i musnął szybko jej usta.
-Chodźmy na błonia-po czym złapał ją za rękę i zaczęli biec w stronę wyjścia.
Po chwili dotarli na błonia, gdzie Batman zdjął swoją maskę.
-Fred. Ja wiem że to ty-zaśmiała się
Spojrzała na niego a on delikatnie zsunął jej maskę.
-Kocham Cię-szepnął i pocałował ją czule.

Jeśli myślicie że to koniec to się mylicie. Przeczytajcie dalej i próbujcie się nie przestraszyć (i tak się nie będziecie bali ale mniejsza ~ od aut.)

 Zakochani po paru minutach wrócili do Sali gdzie już w maskach tańczyli. Do momentu aż Fred musiał wyjść na chwile z Sali. Hermiona podeszła do stolika z piwem kremowym i po chwili znowu podszedł do niej Kyrian. Spojrzała w jego oczy… Czerwone.
„Nie to niemożliwe. Musiało mi się wydawać”  Zobaczyła jak pstryka palcami a światła w Hogwarcie zaczynają gasnąć
-Co tu się dzieje?! –usłyszała przerażony głos, a po chwili wrzask jednej z uczennic.
Ludzie chcąc uciec z Sali zaczęli tłoczyć się do wyjścia.. które było zamknięte. Szatynka zaczęła się nerwowo rozglądać, gdy nagle poczuła szarpniecie za nadgarstek. Ktoś ją złapał i wybiegli z Wielkiej Sali rozwalając drzwi. Hogwartczycy zdziwieniu zaczęli uciekać rozbiegajac się po całym zamku. W międzyczasie Hermiona była ciągnięta przez szkolne korytarze. Mogła użyć różdżki… Ale taki szczególik  że leży ona gdzieś w zamku i być może zostanie zaraz staranowana przez innych. Nagle poczuła zimną posadzkę na plecach. Teraz uświadomiła sobie że przez cały czas miała zamknięte oczy i teraz jak je otworzyła zdziwiła się. Nad nią stał… a raczej leżał na niej Kyrian. Spojrzała ze strachem w jego oczy … znowu czerwone.
-Wreszcie Cię dopadłem-szepnął i pokazał szereg białych zębów przy czym dwa były jakoś wyjątkowo długie
-Zostaw mnie! –zaczęła krzyczeć ale nikt jej nie słyszał
Byli na korytarzy na który nikt od dawna nie wchodzi, więc szanse na to że ktoś ją uratuje są nikłe. Zaczęła się wyrywać, lecz Kyrian trzymał ją mocno przyszpilając ją do posadzki. Poczuła ukłucie w szyję… To on wbił swe ostre niczym brzytwy kły w jej tętnice.  Próbowała go odepchnąć lecz on nadal sączył krew z jej szyi. Nagle poczuła ulgę. Była już ledwo przytomna, ale zobaczyła jakiegoś nietoperza który odciąga Kyriana z jej ciała i podbiega do niej.
-Kocie. Nic ci nie jest?
-Fred… -szepnęła po czym straciła przytomność
Rudzielec wziął szatynkę na ręce i pobiegł z nią do skrzydła zostawiając George’a wraz z owym wampirem.
-I co? Warto było? Wiedz że jak się kiedykolwiek do niej zbliżysz ponownie Fred cię zgładzi-warknął mu do ucha rudzielec.
Po chwili przybiegł Filch i widząc Wampira przeraził się lecz sam wezwał pomoc.
W tym samym czasie Fred biegł z Hermioną do pani Pomfrey. Wpadł do skrzydła niczym byskawica i położył ją na pierwszym wolnym łóżku.
-Niech ją pani ratuje. Błagam-krzyczał zrozpaczony
-CO SIĘ STAŁO. Czy… Czy to wampir ją tak załatwił? W naszej szkole wampir? –zapytała zdezorientowana pielęgniarka
-Niech ją pani ratuje.-powtórzył rudzielec a pani Pomfrey wyprosiła go z Sali by mogła na spokojnie zająć się pacjentką
On jednak nie dawał za wygraną, wiec musiała wygonić absolwenta już Hogwartu ze skrzydła.  Chodził wiec on zdenerwowany po korytarzu i był przerażony. Co jeśli z nia coś będzie nie tak? Widział tam tyle osób, z mały dziurkami w szyi, a jedna z nich jest Hermiona. Jego Hermiona. Usiadł zrozpaczony  pod drzwiami i czekał… 10 … 15….20 minut. Aż w końcu wyszła Pani Pomfrey. Fred nie słuchając jej wpadł do pokoju i od razu podbiegł do łóżka szatynki. Ona lekko uchyliła oczy.
-Kim… kim ty jesteś?
-Nie żartuj sobie skarbie. Nie pamiętasz mnie? –zapytał z lekkim uśmieszkiem na ustach jaki często u niego bywał, ale kiedy widział jej wzrok posmutniał.
Pokręciła przecząco głową.
-Przepraszam.  Ja naprawdę nic nie pamiętam. –szepnęła
-Niemożliwe. –wyszeptał.
Pocałował ją delikatnie i wyszedł z pokoju.
-Odzyskam ją-szepnął i pobiegł na błonia gdzie miał na niego czekać George.
-I jak Hermiona? –spytał „Spider-man”
-Nie pamięta… -szepnął i pobiegł w stronę Hogsmeade by po chwili teleportować się do swojego sklepu.
Rzucił się na łóżko aż zaskrzypiało i zaczął myśleć… Jak przywrócić Hermione pamięć. NO TAK! Przecież jakiś czas temu podarował jej naszyjnik… W sensie wysłał jej pocztą jako tajemniczy adorator, ale pokazywała mu że wie że to on jej wysłał. Czemu by nie spróbować rozkochać jej w sobie od początku? Zbiegł szybko na dół nadal w stroju Batmana i przeszukał ulotki… JEST! Znalazł tą gdzie zamawiał naszyjnik. Tyle że naszyjnik…? Nie. Przejrzał je i zauważył to czego szukał. Idealna bransoletka z wygrawerowanym napisem „Me & You Forever” . Niby takie proste ale on wiedział że zrobi to na niej wrażenie. Zamówił szybko owa błyskotkę i poszedł z nadzieją na lepsze jutro spać. Wstał mega wcześnie ja na kogoś kto poszedł spać o 3 w nocy bo o 7 rano. Bliźniak jeszcze spał węc zszedł na dół i zrobił sobie kawę. Usłyszał dzwonek do drzwi, a tam stał kurier.
-Ludzie. Wczoraj było halloween a wy po 4 godzinach przywozicie przesyłkę-zaśmiał się Fred
-Taka robota-powiedział z niesmakiem gościu w czapeczce –Widzę że pan nadal Haloween obchodzi-i wskazał na jego strój.
No tak. Zapomniał wczoraj przebrac się i nadal paraduje w stroju Batmana. Zresztą George też śpi jak Spider-Man.
-Taa.. Zapomniałem się przebrać. No to dziękuję bardzo. Aaa jeszcze zapłata-rzucił kurierowi garść galeonów wcześniej już odliczonych z napiwkiem i wrócił do pokoju.
Jeszcze tego dnia postanowił podbic Hermionie serce po raz drugi, wiec zjadł szybko śniadanie i przebrany już wyruszył w drogę do Hogwartu. Znalazł się pod murami zamku to usłyszał śmiech ukochanej.
-Ginny. Ja naprawdę muszę skontaktować się z Fredem.
-Hermiono. On cię udusi.
-Za co? –spytałem wychodząc im naprzeciw
-Bo ja.. Ja chciałam ci to powiedzieć jak wybiegałeś ze skrzydła. –podeszła do niego i pocałowała go
-Ja wszystko pamiętam-szepnęła
I teraz każdy pomyślałby że Fred będzie zły… Nie. On nie należy do takich typów faceta. Usmiechnął się delikatnie po czym na złość Hermionie dał bransoletkę Ginny.
-Ooo… Jaka piękna. –powiedziała ruda a gdy spojrzała na napis spojrzała na brata spode łba- No owszem ejstem Twoja siostrą. Ale chyba nie liczysz na to że będę się Do Ciebie przyznawała ZAWSZE?
-Miała być dla takiej wyjątkowej dziewczyny… ale no. Musiałem ci ją dać –uśmiechnął się czarująco w stronę Hermiony i zaczął uciekać.
Nagle potknął się i upadł a szatynka która biegła za nim poleciała na niego. On wykorzystując to przewrócił ja na plecy i pocałował.
-Nie rób więcej takich żartów. Przestraszyłem się że będę musiał się starać od początku. –szepnął
-Od tego jest Halloween. Od straszenia-odpowiedziała i zaczęła się śmiać.

„Parę lat później”
To ich 5 wspólne Halloween. Od roku są małżeństwem  a ich 4-miesieczna córka Rose leży w kołysce i słodko spi. Fred przytulił do siebie Hermionę.
-Wszystkiego najlepszego z okazji Halloween kochanie-szepnął i pocałował czule żonę. 

piątek, 2 października 2015

ROZDZIAŁ 10

Trochę z innej perspektywy...


Od paru od tygodni podejrzewałem że to nastąpi... że zakocham się w Hermionie Granger. No i stało się. Byłem w niej szaleńczo zakochany i gdy tylko miałem odwagę jej to wyznać rozdzieliła nas wojna. Może nie dosłownie ale każdy martwił się głównie by przeżyć. No i oczywiście mi się udało... Ale nie tak jak to planowałem. Bo chciałem wygrać i po tym wszystkim odnaleźć Hermionę i wyznac jej to co czuje... Ale jak to w życiu bywa wylądowałem na glebie... W skrócie dostałem zaklęciem padłem na posadzkę i nad sobą słyszałem cichy szmer. Nie wiem co to było i chyba nie chce wiedzieć... Przebudziłem się w jakiejś starej zatęchłej piwnicy. Lekko się poruszyłem i od razu wpadł nie kto inny... Jak Lucjusz Malfoy w własnej osobie.
-Ooo.. Obudził się śpiący królewicz-zaśmiał się szyderczo
- ODWAL SIĘ! -Splunął mi w twarz
-Jak ty się do mnie odzywasz-warknął
-Jak nalezy do Ciebie. Moi przyjaciele na pewno mnie znajdą-odpowiedziałem niewzruszony tymże kapka śliny mojego wroga spływała mi po twarzy.
-Nie znajdą. Już ja tego dopilnuj. A teraz sobie tutaj siedź... I nawet nie próbuj uciekać.
Czy on jest jakiś głupi? On myślał że ja nie będe próbował się wydostać z tego piekła? Był w duużym błędzie.
Jak tylko Malfoy wyszedł z piwnicy podszedłem do pierwszej lepszej klapy w podłodze... Tak tez się dziwię skąd się tam wzięły. Otworzyłem i powoli zszedłem na dół. Stałem w ciemnym korytarzu bez różdżki, więc nic nie widziałem. Stąpałem powoli po ziemi.. Tak chyba to była ziemia. Idąc tak przed siebie straciłem rachubę czasu. Szedłem może 5 albo 20 minut. Nie wiem. najwazniejsze że dotarłem tam gdzie planowałem. Do końca tunelu. Wyszedłem na chłodne powietrze i dopiero teraz zoabczyłem w jakim jestem stanie... Mój stan w mugolskim swiecie zaliczałby się do krytycznych. Sam się dziwię że jeszcze stoję na nogach o własnych siłach. Ale nie to mnie teraz interesowało. Chciałem dostac się do najbliższego domu by tylko się uwolnić. Ruszyłem przed siebie i ujrzałem dym. Zacząłem się w szybszym tempie kierowac w stronę "zjawiska" Jak tam doszedłem okazało się że to była bardzo miła mugolska rodzina. Przyjęli mnie bardzo ciepło i przyjemnie dzięki czemu trochę lpeiej mi było. Opowiedziałem im wszystko... oprócz bitwy magii i tak dalej. Mężczyzna na oko 60-letni opatrzył moje liczne rany,a  znał się na tym bo sam pracował w szpitalu. Zostałem u nich na noc a kolejnego dnia chcieli mnie odwieźć do domu. Taaaa... Domu. Ciekawe jak ja im powiem że mojego domu nie będą mogli zobaczyć.  Pozwolili mi u siebie przenocować. Nie wiedziałem jakie tego będa konsekwencje. Owszem udało mi się zasnąc ale nie na długo. Obudziłem się słysząc krzyki z dołu. Zerknąłem przez barierkę schodów...
-Gdzie ukrywanie tego rudzielca!? -wrzasnął Rookwood?
-My nikogo nie ukrywamy-zaczęli mówić z przerażeniem mugolacy
-Jak nie! Nie wolno nas oszukiwać! -wrzasnął Malfoy.
Szybko pobiegłem na góre i wyskoczyłem przez okno. Nie powiem bolało, jak się laduje w pokrzywach to czemu tu się dziwić?
-Avada Kedavra! -usłyszałem i tak nagle smutno mi się zrobiło na sercu.
 Przeze mnie ta rodzina teraz nie żyje.
-Tam jest! -usłyszałem krzyk za sobą
Nawet nie zdążyłem się ruszć bo Śmierciożercy już byli przy mnie.
-Puśćcie mnie!
-Masz byc przynętą na Harry'ego Potter'a.
-On wam się nie da złapać-plunąłem tym razem ja mu w twarz po czym poczułem ból na wyskoości klatki piersiowej,
Rzucili na mnie Cruciatusa... Ale ja nie mogłem się poddać. Nie mogłe zawieźć George'a Harry'ego Rona Ginny rodziców reszty rodzeństwa no i oczywiście Hermiony. Zbyt bardzo ją kocham by jakiś sukinsyn mnie torturował.  Zawlekli mnie z powrotem do Malfoy Manor i przypięli do krzesła. Nawet nie wiem kiedy przestałem kontaktować.
Pamiętam tylko że jak lekko otworzyłem oczy ujrzałem Hermionę... Leżała ona na podłodze.  Nie wiem jak ale wyrwałem się z tych łacuchów... Najwyraźniej nie były przyczepione zaklęciem i padłem na podłogę. Potrząsłem lekko Szatynką z moiuch oczu popłynęły łzy...
Tak Fred Weasley, następca Huncwotów w Hogwarcie i wiecznie uśmiechnięty chłopak płakał. Chciałem aby ona się obudziła... Żyła to wiem. Ale czemu do jasnej cholery nie chce się obudzić??
-Obudź się skarbie-szepnąłem i przytuliłem do niej.



PRZEPRASZAM
Nigdy nie myślałam że wrzesień może być aż tak ciężki ;-;
MASAKRA JAKAŚ...
Druga klasa a my nadrabiamy 1 dlatego tak wyszło :/
Postaram się częściej dodawać ale nwm.... Zależy od szkoły ;-;

PS: Ja jako ja nie moge się powstrzytmac i musze się pochawlić że mam zdjęcie z najzaebistszym zespołem R5 <3 <3 <3  <3 <3



Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz przepraszam :*


sobota, 5 września 2015

ROZDZIAŁ 9

-Witaj fretko-mruknął Harry do Draco, wyjmując różdżkę, a jego przyjaciele uczynili to samo.
W głowie szatynki kotłowała się tylko jedna myśl "Uratowac Freda. Uratowac Go". Nagle w ich stronę powędrowało zaklęcie zapewne rzucone przez Lucjusza. Na szczęście zdązyli odskoczyć i nikogo nie trafiło.
-Przyszliście uratować swojego przyjaciela? -zaśmiał się Draco i rzucił w stronę Ginny zaklęcię obezwładniające. Ruda bez trudu obroniła się przed nim a Harry za pomocą zaklęcia "Expelliarmus" wybił różdżkę Draconowi z ręki.
-Nie do mojej dziewczyny! -wrzasnął
Usłyszeli jak Lucjusz mówi nieznane im dotąd zaklęcie i błękitna błyskawica wystrzeliła w stronę George'a. Bliźniak szybko się uchylił przed nią, ale Ron który stał za nim nie zdążył i oberwał. Po chwili padł jak długi na ziemie. Hermiona pisnęła, ale jak zobaczyła że oddycha odwróciła sie i dalej walczyła. Zauważyła Narcyze która idzie w ich stronę. Rzuciła w jej stronę zaklęcie lecz tamta szybko sie teleportowała, a ono trafiło w drzwi.  Chciała podbiec do owych drzwi, lecz przeszkodził jej w tym Draco.
-Wybierasz się gdzieś szlamo? -powiedział przez zaciśniete zęby po czym złapał Hermionę i przycisnął jej różdżkę do gardła.
-Ojcze. Złapałem tą szlamę. Co z nią zrobić?
-Odwal się od niej! -wrzasnął George i rzucił zaklęcie w stonę chwilowo odwróconego Malfoya.
Ale jak na dobrego czarodzieja przystało Malfoy nie dał się tał łatwo zrobić w konia (czy jak to się tam mówi xD) i odbił zaklęcie. Trafiło w obraz wiszący obok George'a.
Kiedy Lucjusz chciał trafić bliźniaka jakimś zaklęciem Ginny pobiegła na pomoc przyjaciółce.
-Ginevra. Ładnie dzisiaj wyglądasz -zasmiał się Malfoy- Nie no żart. Zawsze tak samo wstrętna ruda..jędza. Tak dobre określenie.
Hermiona zdenerwowana że ktoś obraża jej przyjaciółkę kopnęła Malfoya w kostkę i szybko wyrwała się by stanąć naprzeciwko niego z różdżką wycelowaną prosto w jego twarz.
-WSTAŃ! -krzyknęła
Malfoy lekko przestraszony stanął na nogi.
-Gdzie... Jest... Fred? -spytała powoli
-A co Ron ci się znudził?
-Crucio-powiedziała Ginny
Draco zaczął zwijac się z bólu.
-Sorry nie chciałam. Ale już nie moge go słuchać.
Dziewczyny odwróciły zaklęcie.
-Harry! -Usłyszały za sobą krzyk George'a
Odwróciły się. Potter padł na ziemię a rózdżka lezała gdzieś dalej. Z jego nosa leciała cieniutka strużka krwi. Ginny szybko podbiega do niego i naprawiła mu okulary które przy okazji stłukły po czym pomogła George'owi pomagać pokonać ojca Draco. Hermiona chciała znaleźć Freda lecz znowu stanął jej na drodze szarooki.  Szatynka która miała przygotowaną już różdżke w reku rzuciła w niego Drętwotą a ten padł niczym trup. Podbiegła do drzwi które wcześniej naruszyła niechacy zaklęciem i przez nie przeszła. Od razu uderzyła ją ciemność tego pomieszczenia.
-Lumos. -szepnęła, a  z jej różdżki zaczęło wydobywac się małe światełko.  -Lumos Maxima.
Światło powiększyło się,a ona gotowa do walki rozejrzała się czy nikt nie czyha na nią w korytarzu. Nikogo nie było, więc ruszyła dalej. Doszła do kolejnych drzwi. Otworzyła je, ale tego pożałowała. Klimat tego pokoju przyprawiał o dreszcze. Ciemne ściany obdarte z tapet. Powoli ruszyła przed siebie a podłoga skrzypiała pod jej nogami. Na środku pokoju zauważłya wielki puchar przypominający Czarę Ognia. Bił od niej delikatny blask, który nie oświetlał całego pokoju. Usłyszała jak ktoś jęknął. Ścisnęła mocniej różdżkę i ominęła czaropodobne coś. Zauważyła ruch przy ścianie. Podeszła ostrożnie lecz szybko rzuciła się biegiem kiedy okazało się że to Fred przywiązany łańcuchami do ściany.  Dotknęła jego rozciętego policzka.
-Zostaw mnie! -krzyknął
Spojrzał na nią, a w jego oczach zauwazyła nadzieje
-Hermiona-szepnął.
Usmiechnęła się delikatnie i gdy tylko chciała go uwolnić poczuła ból z tyłu głowy i ujrzała ciemność.

Noo to taki se rozdziaaaał. Podoba się?? Bo mi nawet :)
Dziękuję mojej przyjaciółce w pomocy w pisaniu i mam nadzieję że się nie obrazi że troche zmieniłam jej plan...
PRZEPRASZAM <3
Noo to co? Do nastepnego... Czyli pewnie w kolejny weekend albo w tygodniu jak się wyrobie :*

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 8

"W poprzednim rozdziale"
George z siostrą i Hermioną stanęli jak wryci. Krzyk Rona oznaczał tylko jedno. Że nie ma ratunku i wpadli.


-Hermiona! George! Ginny! -krzyknął i podbiegł do nich.
-Odejdź stąd-powiedział rudy
-Oj tam. Chodź tu skarbie-mruknął i podszedł do Hermiony na to ta go odepchnęła
-Zerwałam z Tobą.
-Kiedy? Gdy uciekałaś szukać mojego po żal się boże brata? Pff... To pod wpływem emocji pewnie
Ginny stanęła między bracmi bo widziała jak George zaciskał już dłonie gdy słyszał Rona.
-Co on ci zrobił? -zapytała Ginny
-Od dziecka mnie dręczył! Ale kogo to obchodzi. Najlepiej udawać bohaterów i szukać zdrajcy! -wrzasnął
-ON NIE BYŁ TAKI! WIESZ DLACZEGO BYŁ DLA CIEBIE WREDNY!? - George odepchnął siostrę na bok i podszedł do Rona.-Bo go prowokowałeś. Nawet popieram to co ci robił... Chyba każdy by popierał gdyby jego młodszy braciszek co pół minuty wchodził do jego pokoju i zaczął wszystko wysypywać i wylewać... A no i na kogo spadała wina? NA NAS! Że niby my Ciebie wpuszczaliśmy do naszego pokoju i pozwalaliśmy ci to ruszać. A jak się broniliśmy to co? "Oj Ron jest taki mały". Uwierz... Po pewnym czasie to denerwuje! Dziwisz się że Fred raz się na Tobie odegrał? No ja też... POWINIEN WIĘCEJ RAZY ZA TO WSZYSTKO. OD POCZĄTKU NAM WSZYSTKO NISZCZYŁEŚ! -Wrzasnał
-George spokojnie. Przecież rodzice nas nakryją. -szepnęła Ruda
-I tak im powiem. -rzucił pewny siebie Ron-A ty Hermiono... I tak cię nie kochałem. -zaśmiał się szybko i pobiegł do Nory.
-Na miotły. SZYBKO!- krzyknął rudzielec.
Wzieli po jednej i wskoczyli na nie. Jak chcieli się wybijać usłyszeli za sobą Harry'ego.
-Czekajcie! Lecę z Wami.
-Nie możesz!
-Nie zostawię Was! Proszę. Mam dośc gawedzenia Rona. W kółko nawija o... nie wiem sam. Nie słucham go.
-10 sekund na wzięcie miotły.-powiedziała Ginny
-Accio miotła-mruknął Wybraniec a już po sekundzie miał ją w ręku.
-To lecimy. -powiedziała Hermiona i odbili się od ziemi.
-A właściwie... Gdzie lecimy?!  -spytał Harry
-Do dworu Malfoyów-powiedziała ruda uśmiechając się do Potter'a
-Ech znowu Draco-mruknął Harry-Jeżeli ma coś wspólnego z porwaniem Freda zatłukę go
-Oj nie martw się. George z Hermioną będą szybsi-szepnęła mu Ginny
-Hermiona? A  ona nie z Ronem? W domu rozpowiada że się jej oświadczył a ona rpzyjęła jego oświadczyny.
-CO!? -wrzasnęła aż Hermiona z bliźniakiem odwrócili się
-Czyli to nieprawda?

-Skąd! Słyszałas Miona. Wychodzisz za Rona-zaśmiała się Ginny
Szatynkę zatkało. Co jak co ale po Ronie nie spodziewała się takich głupot.
-Kto wam takich głupot naopowiadał? -spytał George
-Ron. Bo niby kto inny?
-Zabije gnojka. -mruknęła Hermiona i popędziła szybciej do dworu Malfoyów.
-Ej! Mionka wiemy że cię tak ciagnie do Freda ale zwolnij-zaśmiała się rudowłosa i razem z Harrym i George'm dogonili ją.
-Jakim prawem on nagadał takich głupot! Nienawidzę go!
-Spokojnie. Teraz uratujmy Freda a potem pomyślimy co zrobić-powiedział pokrzepiająco George
-Dobra. Teraz liczy się tylko Fred i tylko on.-powiedziała z wyczuwalnym smutkiem Hermiona
Nie mieli ochoty rozmawiać dlatego dalasza droga minęła im w ciszy. Nim się obejrzeli byli już pod Malfoy Manor.
-Teraz cisza. -szepnął George i powoli uchylił drzwi
O dziwo były otwarte wiec po cichu przemknęli dalej. Przycisnęli się do ściany gdy usłyszeli głosy Lucjusza.
-Draco. Podejdź i powiedz czy to jest ten przyjaciel tego Potter'a.
Usłyszeli echo kroków.
-Nie ojcze. To jeden z bliźniaków Weasley. Jak możesz nie pamiętać!
-Za dużo tych bachorów. Macie mi znaleźć tego no...
-Ronalda-podpowiedziała Narcyza
-Noo... tak no. Musimy tu zwabić Potter'a-syknął
George lekko wychylił głowę zza ściany i ujrzał swojego brata. Siedział związany na krześle i chyba był nieprzytomny lub spał. Jego klatka piersiowa lekko unosiła się więc musiał zyć.
-Żyje-poruszył wargami tak by Ruda z przyjaciółmi zrozumieli.
-Co robimy? -szepnęła Ginny
-Musimy jakoś go stamtąd wydostać.
-TU WAS MAM! -wrzasnął Ron
-Proszę proszę. Kogo my tu mamy. Toż to Harry Potter-zaśmiał się szyderczo Lucjusz
-Dzięki wielki Ron-burknęła wściekła Hermiona

Noo to taki se rozdzialik. Wiem...krótki i nudny ale no.../
W kolejnym będzie się działo <3
Kolejny dodam jak najszybciej się da :)

PS: Zaczyna się rok szkolny więc postaram się dodawac 1 rozdział tygodniowo. Czasami może mi nie wychodzić a czasami może mi sie udac więcej... Zalezy od czasu. Mam nadzieję że rozumiecie. :)
Pozdrawiam :*

piątek, 28 sierpnia 2015

LBA

Jestem wielce zaskoczona nominacją do LBA :D
Dziękuję bardzo MonaVeerax3 z bloga http://magiczny-swiat-rachel-trust.blogspot.com/ którego swoją drogą bardzo polecam :)
Z wielką chęcią odpowiem na każde zadane pytania :)

1. Jak masz na imię?Gabrysiaa :)

2. Twój ulubiony film?Dużo tego :)
Harry Potter, Trzy metry nad niebem i jeszcze duużo tego :p

3. Czego nauczyło Cię prowadzenie bloga?
Że warto wierzyć w swoje zdolności... a jak sie ich nie ma to warto to robić by się kształcić


4. Jaki jest Twój ukochany dom w Hogwarcie?
Gryffindor
5. Z kim z sagi HP, chciałabyś się zaprzyjaźnić?Bliźniacy Hermiona Luna i Ginny :)

6. Jeśli mogłabyś zmienić jedną rzecz w swoim życiu, co by to było?Pare moich "znajomości" potoczyłoby się inaczej xD

7. Twój lubiony gatunek muzyczny?
Pop&Rock


8. Miałaś kiedyś coś złamane?Nie. (też sie dziwie xD)

9. Ulubiona pora roku?Wszystkie lubiee :D

10. Czy jesteś od czegoś uzależniona?
Czekolada i blogi  o Fremione... A czytanie blogów przy czekoladzie... Hehe

Ja z mojej strony nominuje:
http://przerwanypocalunekdementora.blogspot.com/
2 http://fremionefredhermiona.blogspot.com/
3 http://fremione-zyjemy-po-to-by-kochac.blogspot.com/
4 http://hermionaandfred.blogspot.com/

I seria pytań:
1  Jak masz na imię?
2 Co skusiło cię do pisania opowaidania?
3 Twoja ulubiona postać z Harry'ego i dlaczego?
4 Ulubiony film... oprócz HP
5 Przeczytałaś całą serię?
6 Ulubiony paring?
7 Twoje największe uzależnienie?
8 Ksiażka jaką ostatnio przeczytałaś/-eś?
9 masz zwierzę??
10 Wolisz mieszkac na wsi czy w mieście ?


JESZCZE RAZ WIELKIE DZIĘKI ZA NOMINACJE :)
PS: Rozdział w weekend się postaram dać :)

wtorek, 25 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 7

W poprzednim rozdziale
-TY BYŁEŚ W WORKU

Zdziwiony George spojrzał na zakapturzoną postać.
-Nie. Nie było mnie w żadnym worku.
-Jak nie!? Widziałem na własne oczy! Byłęś tam. I leżałeś za tymi drzwiami bo sam cię tam zanosiłem-krzyknął wymachują rękoma
-Nie. Niemożliwe. A właściwie ja chciałem porozmawiać z panem bo podobno pan niezłe interesy robi
Facet w kapturze przez chwilę się nie odzywał po czym wyszedł na zaplecze. Zdziwiony George spojrzał sie za siebie gdzie Hermiona i Ginny stały pod drzwiami.
-Był identyczny jak ty. Jak bliźniak-usłyszał głos za sobą.
Odwrócił się i znowu ujrzał zakapturzoną postać.
-Chodź za mną. Porozmawiamy na zapleczu i ci wszystko powiem i zapytasz to o co chciałeś.
George niepewnie wyszedł na zaplecze za mężczyzna. Było tam pełno skrzynek, trochę kurzu i no w sumie wszystko co u niego w sklepie. Spojrzał na mężczyznę, a on stał przodem do niego. Po chwili powoli zsunął kaptur i ujrzał twarz na oko 30-letniego mężczyzny. Miał ciemne włosy i delikatny zarost na brodzie.
-Kim pan jest?
-Nie mogę Ci zdradzić mojego nazwiska. Wybacz. A teeraz powiedz mi. Jestem jednym z tych, któzy prowadzą sklep Weasleyów?
-Tak. Skąd pan wie?
-Ta wielka..Głowa nad drzwiami. Podobna-zaśmiał się-A tak serio. Wytłumacz mi jakim cudem ty tu stoisz skoro byłeś w worku?
-Bliźniak. Myśleliśmy że został porwany, a tak naprawdę żyje. Teraz wraz z siostrą i przyjaciółką próbujemy go odnaleźć. I na razie dotarliśmy tutaj...
-Ale skąd wiedzieliście? Nie mówcie że ten frajer Mundungus?
-Dokładnie on. A i pytanie? Dlaczego Pan tak abrdzo nienawidzi Haryy'ego Potter'a?
-Wiesz. Może to ci się wydać dziwne... Ale ja po prostu jestem za sprawiedliwością. Nie wierzę w żadne te historyjki ze Harry Potter zbawił nas od Sam-Wiesz-Kogo.
-Czyli pan w ogóle nie wierzy w to wszystko? To jak pan myśli kto niszczył miasta przez ostatnie 3 lata? Voldemort.
-Nie wymawiaj tego imienia.
-Boi się pan go nadal? Nie ma czego. Została po nim kupka pyłu... chyba. Nieważne. Wiem że nie żyje. Przy okazji pan podobno ejst śmierciożercą
-Noo nie do końca, Nie jestem nim, ale też nie ejstem po strone Potter'a. Po prostu chciałem założyć sklep, gdzie by przychodzili do mnie ci niby "źli" i ci "dobrzy". I dlatego tam gdzie kręcą się ci pierwsi mówię że nalezę do nich, a tam gdzie ci drudzy że do tych. Rozumiesz?
George pokiwał ze zrozumieniem głową.
-I mam prośbę... -powiedział 30-latek- Nie mów nikomu... Wiesz otworzyłem sklep i chce mieć dużo klientów. Rozumiesz chyba o co chodzi bo przechodziłeś przez to z bratem.
-Tak. Ale nie za nic. Odpowie pan mi na dwa pytania.
-Jasne. Pytaj.
-Dlaczego mi pan to właściwie mówi? Przeciez mnie pan anwet nie zna.
-Widzę że zależy ci na odzyskaniu brata. Więc stwierdziłem że może ci to jakoś trochę pomóc.
-I właśnie jak pan rozmawiał z moją przyjaciółką... Wspominał pan o mężczyźnie który zabrał ten worek. Pamięta pan jak wyglądał??
-Nie... Ale widać było długie bardzo jasne włosy. Na pewno mężczyzna. Przed drzwiami czekał na niego niższy chłopak. Też blondyn i chyba nawet był jego synem.
-Malfoyowie-mruknął George -Dziękuję. Jak się mogę odwdzięczyć?
-Nie musisz teraz. Innym razem jak nadarzy się okazja. -zaśmiał się. -Mam nadzieję że pomogłem. No a teraz leć szukać Freda? Tak Freda.
George szybko wyszedł z zaplecza i wpadł na dziewczyny.
-Masz coś? -zapytał równocześnie
-Malfoyowie mają coś z tym wspólnego.
-Jak to? -pytała ruda
-No to Lucjusz zabrał stąd ten worek z ciałem Freda. I teraz prawdopodobnie jest on w dworze Malfoyów.  Więc musimy to sprawdzić.
-Uwaga bo nas wpuszczą-powiedziała z irytacją szatynka.
-O wilku mowa-usłyszała szept Ginny i ujrzała zbliżających się blondynów.
-Znowu się widzimy szlamo-syknął Draco.
-Odwal się od Hermiony! -krzyknął wściekle George
-Podobna reakcja- zaśmiał się niższy blondyn za co dostał od ojca w głowę.
-Idziemy.-warknął Lucjusz
Pociągnął swojego syna za ramię jak najdalej i jak najszybciej od nich. Ginny z bratem i przyjaciółką widzieli jeszcze jak ojciec z synem się kłócą, ale byli byt daleko by to usłyszeć.
-Musimy się tam jakoś dostać. Teleportacja nie zadziała bo to przecież dom Malfoya -powiedziała Miona.
-Nie ma problemu. Od czego są miotły? -powiedziała Ginny
-Ja nie wejdę na żadną miotłę! Wybaczcie -rzuciła przerażona szatynka
-Musisz. Dla Freda -szepnęła Ginny
-Ale... No dobra. Dla Freda. Ale będziecie mnie asekurować?
-Tak jest-powiedział George i teleportowali się niedaleko Nory.
Musieli skądś wytrzasnąć miotły, a że w szopie obok Nory było sporo to stwierdzili że stamtąd pożyczą.
Jak tylko byli na miejscu po cichu zakradli się do owej szopy po swoje "pojazdy" . Pech chciał że tuż za nimi wszedł Ron.
-CO WY TU WYRABIACIE? -krzyknął
George z siostrą i Hermioną stanęli jak wryci. Krzyk Rona oznaczał tylko jedno. Że nie ma ratunku i wpadli.


TAKI SE ROZDZIALIK :)
Mam nadzieję że się podoba.
Za błędy przepraszam Bo piszę w miarę szybko :/
Wiec.. Do następnego :)

piątek, 14 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 6

W poprzednim rozdziale
-No... Fred prawdopodobnie żyje-powiedziała cicho szatynka i weszli do Muszelki zostawiając zszokowanego Bill'a na podwórku.

-JAK TO ŻYJE! GDZIE ON JEST? GDZIE MÓJ BRAT-Wbiegł zszokowany za nimi William.
-Został porwany nie wiemy jeszcze rpzez kogo, gdzie, ani w jakim celu ale jesteśmy prawie na 100% pewni że żyje-powiedziała Ginny
-Ale... On dostał Avadą!
-Nie. To było inne zaklęcie, które doprowadziło nas na zły tok myślenia. -rzucił George i położył się na kanapie.
-Ej ej ej! Kto ci pozwolić? -zapytała Fleur wchodząc do salonu
-Witaj Fleur. Dobrze wyrobiłąś sobie już angielski-zauwazyła Hermiona
-Witajcie. Dziękuję. Co Was sprawdza do Muszelka? -spytała
-Nie mieliśmy się gdzie zatrzymac-zaczęła Ginny lecz przerwał jej głos chrapania z kanapy.
-Nie budźmy go on zawsze lubił dużo spac-zaśmiał się Bill
-No to na czym ja skończyłam... A. Nie miliśmy się gdzie zatrzymac bo wyruszamy w trójkę w podróż by odnaleźć Freda. -dokończyła Ginny
-Ale.... Jak on nie żyje? -spytała blondynka
-Wtedy przynajmniej znajdziemy jego ciało-szepnęła szatynka a z jej oczy poleciała pojedyncza łza
Rudowłosa szybko ją do siebie przytuliła, bo wiedziała że myśl o Fredzie sprawia szatynce ból.
-To... Możemy zostac u Ciebie chociaż do jutra? -zapytała Ginevra
-Jasne. Zostańcie ile chcecie. Przy okazji... -spojrzał na Bliźniaka- Jego to naprawde ciężko obudzić, a samego byście go raczej nie zostawili-zaśmiał się William
-Mam obiad. Głodni jesteście? -zapytała żona Billa

-Bardzo-westchnełą Hermiona i poszła do jadalni.
Ruda z Mioną szybko zjadły obiad i wyszły przed muszelkę.
-A co jeśli oni mają rację? Jeśli on nie żyje i znajdziemy tyko jego ciało? -zapytała Ginny
-Nie myśl tak. Jak tak się stanie... Bedziemy musieli się z tym pogodzić. Nie będziemy mieli innego wyjścia.
-Dziewczynyy? -jęknął George -Która godzina?

-Spałeś niecałe pół godziny.
-Spałem? Dlatego tak jakoś jasno mi było jak wstałem-muknął -Nieważne. Jest cos do jedzenia? Głodny jestem.
-A skad my mamy wiedzieć? Idx do kuchni i zobacz-powiedziała Ruda  a bliźniak tylko wzruszył ramionami i wszdł z powrotem do Muszelki
-Wiesz że nie możemy cały czas tutaj siedzieć?
-Wiem-odpowiedziała ruda przyjaciółce -Masz plan?
-Porozmawiamy z George'm. Teleportujemy się najwyżej do Magicznych Dowcipów i stamtąd on pójdzie do tamtej knajpy. Wiesz... On będzie bardziej wiarygodny bo go nie znają. Pójdzie on niby w sprawie interesów a tak naprawde zacznie wypytywac o Freda. -powiedziała szatynka a Ruda szybko pochwaliła ten pomysł -Ale czy on się zgodzi?
-Kfo i na czo? -zapytał z pełna buzią George idąc w ich stronę z kanapką

-Ee.. Co? -zaśmiała się szatynka na widok plującego na wszystkie strony bliźniaka
Przełknął gryza i już mówił normalnie.
-Kto i na co ma się zgodzić?
-No ty. Bo Hermiona wpadła na pomysł by teleportowac się do Magicznych Dowcipów. Potem ty byś poszedł do tamtej knajpy i wyciągnął informacje na temat Freda pod pretekstem kupna jakichś nowych porduktów do swojego sklepu-powiedziała Ginny
-I ja mam się na to zgodzić?
-Tak.
-Nie wiem. Ryzykowne to jest bardzo. Ale zrobię to chociażby po to by dowiedziec się gdzie porwali Freda-powiedział w końcu George
-No i wszystko jasne. To kiedy się teleportujemy? -zapytała szatynka
-Jutro. Bo dzisiaj pewnie nadal w tym barze jest. A własnie. Jak się nazywa ta knajpa? -spytał
-Na gacie Merlina! Nie powiedział. Mówił że to jakaś nowa na Pokątnej. Trzeba się ludzi popytać. -powiedziała Hermiona lekko zła że nie zapytała o jedną z wazniejszych rzeczy.
-George? Właściwie? Czemu ty jesz kanapkę skoro był obiad? -spytała siostra kiedy akurat rudzielec wgryzał się w swoje jedzenie
-opiat? Nie pofiezeli mi! Hak mohli! -zaczął krzyczę i pluć kanapka na wszystkie strony i pobiegł do Muszelki

-My tez chodźmy. Zbliża się 17 i nie wiadomo co może się kryć w krzakach... -powiedziałą dramatycznym głosem ruda po czym wybuchła smiechem
-Nie do smiechu nam. Musimy znaleźc Freda a nie zajmowac się jakimiś głupimi śmiechami.
-Oj Miona. Nie dramatyzuj. Musimy przeciez troche odreagować.
-Ja nie potrafię -powiedziała smutno i weszła do Muszelki zostawiając Ginny samą.
Ruda spojrzała w ciemniejące już niebo, głośno wzdychnęła i poszła za przyjaciółką.
-GEORGE! ZOSTAW ICH! -krzyknęła gdy tylkko zobaczyła jak ten rzuca się na małżeństwo z kanapką-Musimy być opanowani i myślec dalej nad planem a nie!
Georrge spojrzał zdziwiony na siostre po czym uspokoił się
-Za ile kolacja? -zapytał
-O 21 -powiedziała Fleur i poszła do sypialni
-Dziewczyny. Weźcie go na spacer.  Już go mam dość -zaśmiał się Bill i poszedł do kuchni,
Dziewczyny wzięły go nad jeziorko nieopodal domu Bill'a  o Fleur. Usiedli i rozmawiali o wszystkim. Często wsopminali o Fredzie co troche bolało szatynke...W końcu kochała go, a nikt o tym nie wiedział. O 20 zaczęli zbierac sie do domu gdzie Fleur szykowała kolację. Po zjedzeniu umyli się i pszli spac... Czekał ich w końcu ciężki dzień.

Hermiona obudziła się o 8 rano i rozejrzała sie po pokoju. Ginny i George jeszcze spali wiec szybko pszła do łazienki i ogarneła się. Po 10 inutach wyszła i zobaczyła rudzielców siedzących na łóżku.
-Wstawać! Zaraz śniadanie i sie teleportujemy! -krzyknęła a oni się rozbudzili.
-Już już.
Po 20 minutach zeszli na dół gdzie stół był zastawiony na śniadanie. Zjedli szybko i zabrali wszystkie swoje rzeczy po czym pożegnali się z Williamem i Fleur po czym teleportowali się do sklepu bliźniaków. Wylądowali na górze gdzie mieścił się pokój Freda. Była 10 wiec postanowili iść do "Starego Sama" by wypytac o tego gościa w kapturze.
-George. Wiesz co masz robić?
-Wiem.
Wszedł do środka a dziewczyny obserwowały go przez okno. Podszedł do barmana i  zaczął z nim rozmawiac. Po chwili usłyszały jakiś głos za sobą.
-O. Szlama i Ruda! Czego szukacie w knajpie? -wrzasnął Malfoy
-Spieprzaj! -wrzasnęła
-A co mi zrobisz...  NIC!! -wybuchł śmiechem
Nagle podszedł jego ojciec.
-Draco. Chodź do domu-spojrzał pogardliwym wzrokiem w stronę dziewczyn
-Do zobaczenia Szlamo. -syknął i poszedł  za Lucjuszem
-chciałeś wydać? -usłyszały szepty Lucjusza
-Tato. One by się nie domyślił o... -dźwięk dzwonka drzwi
-No to co? Już wiem. To Gospoda "Pod Bijącą wierzbą" Wiecie chyba co? a końcu ulicy. Miałem do niej iść z Fredem. Ale niestety.
-Dobra cicho. Malfoyowie coś kombinują. Ale to potem. Teraz idziemy do tego w kapturze.
Ruszyli szybko Pokątną i po 5 minutach dotarli pod ową gospodę. Hermiona z Ginny schowała się za rogiem a Geroge wszedł do środka
-Dzień dobry. Chciałem zapytać -nie skończył bo usłyszał krzyk właściciela
-TY BYŁEŚ W WORKU!


Noo i taki se rozdzialik :D
Chyba się spodobał...
Oby :p
Nie wiem kiedy następny :/
Albo jutro a jak nie to dopiero w przyszłym tygodniu.
Noo to do nexta :*

środa, 12 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 5

W poprzednim rozdziale
Szatynka nie miała już jak uciec. Wszystkie postacie stały już i miały wycelowane w nią różdżki.


Hermiona rozejrzała się w poszukiwaniu rudzielców. Nigdzie ich nie było więc sama szybko teleportowała się do Kwatery Głównej. Wbiegła szybko na górę gdzie Ginny z bratem siedzieli z przerażonymi minami i gdy tylko weszła rzucili się na nią.
-Hermiona! Jak dobrze że nic ci nie jest. Nie chcielismy cię zostawić.. ale no... samo tak wyszło...Przepraszam-zaczęła łkać Ruda
Szatynka przytuliła ją mocno
-Nie martw się. Nic sie nie stało. Najważniejsze ze w porę się zorientowałam i dałam radę.
-Ejj dziewczyny. Nie chcę zakłócać tych waszych pogaduszek-zaśmiał się bliźniak- Ale oni nas namierza wiecie o tym?
-Czyli musimy... Uciec? -ledwo przeszło jej to przez gardło
-Przykro mi Hermiono. Ale nie ma innego wyjścia. Chyba że chcesz, aby śmierciożercy znaleźli ten dom i zaczęli zabijac naszą rodzinę...
-Nikt nie będzie cierpiał przeze mnie. Pójde sama a wy zostańcie-zadecydowała szatynka
-NIE ZOSTAWIMY CIĘ!-krzyknęła Ruda-Ty chyba oszalałaś? Jacyś chorzy faceci... i może kobiety cię gonia i myslisz że będziesz sama? Nie! Może i jesteś mądra i tak dalej ale nie dasz rady sama. Od tego ejstem ja i George... zeby ci pomagać-oburzyła się Ginny
-Ale... Nie możecie narażać swojego zycia dla mnie.
-Narażamy je ni tylko dla Ciebie. Jest jeszcze Fred o którego teraz walczymy-zawazył George-Wiec cokolwiek powiesz my i tak z Tobą pójdziemy. Nie ma szans. W końcu to nasz brat dlatego musimy mu pomóc-dodał
-Dobra. Ale robimy po mojemu?
-Ejj! -oburzyli się rudzi
-Żartowałam. Ale trzymamy sie razem i za żadne skarby się nie rozdzielamy.
-No mi to pasuje-skomentował George-A tobie...Ginevro?
-JAK JA CI ZARAZ DAM GINEVRO TO CI TAK ZASADZE KOPA W-nagle do pokoju weszła pani Weasley
Spojrzała na swoją córkę z niedowierzaniem. Ginny dusiła swojego starszego brata.
-Ginny! Zostaw Georgeowi trochę powietrza a nie...Dusisz go!
-NAZWAŁ...MNIE...GINEVRA! -wściekła puściła brata i rzuciła mu nienawistne spojrzenie
-Żartowałem tylko-wysapał George łapiąc łapczywie powietrze
-NIE ŻARTUJ TAK! BO TO SIĘ MOŻE GORZEJ SKOŃCZYĆ! -krzyknąłą
-Już Przepraszam no. -powiedział lekko wystraszony
-A właściwie to obiad zaraz-powiedziała Molly
-Nie. Dziękujemy nie jesteśmy głodni-powiedziała szatynka zmuszając się do najmilszego uśmiechu.
-To zostawię Wam. Odgrzejecie sobie czy jakoś sobie ta poradzicie. -zaśmiała się i wyszła zostawiając ich samych
-Nie zachowujcie się tak podczas poszukiwań bo inaczej zostawię Was tam gdzie będziemy! Zrozumiano! -zapytała Hermiona
-Niech nie mówi do mnie Ginevra-warknęła ruda patrząc spod byka na brata
-Przepraszam. Postaram się tak nie mówić ale słodko wyglądasz kiedy się złościsz ruda-powiedział George i zaczął się śmiać.
Jego śmiech był tak zaraźliwy że po chwili dziewczyny zwijały się ze śmiechu na podłodze. Po paru minutach gdy łaskawie się opanowali i Ginny darowała bliźniakowi ten niegodny czyn zaczęli myślec nad planem ucieczki.
-Dobra ja ide do swojego pokoju sie spakowac a wy pomyslcie. No żeby czas zyskać no -powiedział
-Ech idź my tez zaczniemy się pakować-westchnęłą Szatynka i wstała z podłogi na której iedzieli w trójkę.
George teleportował się do swojego pokoju a Hermiona rzuciła zaklęcie zmiejszająco-powiększające  na plecak swój i Ginny i zaczęły pakowac tam potrzebne rzeczy. 2 minut później usłyszeli ciche pyknecie.
-George! Zaawału można ddostać-wrzasnęłą Hermiona
-No przepraszam szanowne panie. Ale ja juz gotowy. A wy jak zwykle...długo i ślamazarnie-burknał i rozłożył sie na łóżku siostry
-Spieprzaj!
-Oj siostra. Co ty taka nerwowa dzisiaj co?
Ginny spojrzała na niego potem na Hermionę i usiadła na wolnym kawałku łóżka.
-A co jak się nie uda? Co jak się okażę że on nie żyje i to wszytsko było na marne? Mam wciaż nadzieje że żyje ale ona niknie. Chcę go znaleźć żywego a nie martwego...wystarczy że wszyscy mówią że nie żyje. Boję się, -szepnęła
Hermiona szybko ją do siebie przytuliła a George siedział zamyślony.
-A teraz ty? -zaśmiała się szatynka
-Nie. Myśle co będzie jak sie okaże że on naprawde nie żyje. Nie zniosę tego-powiedział smutno
-On żyje. Odnajdziemy go i będziemy szczęśliwi-powiedziała szatynka choć sama nie do końća w to wierzyła.-A teraz. Musimy się teleportować.
-Do Muszelki-zaproponowała ruda.
-No w sumie. Stamtąd możemy wyruszyć dalej.
Wszyscy wstali i złapali się za ręcę. Już mieli się teleportowac gdy Hermiona poczuła ból w nadgarstku. Puściła rudzielców i odwróciła się, a za soba ujrzała Rona.
-Hermiona? Gdzie ty lecisz?
-Po Twojego brata.
-Po co się nim interesujesz?  Masz mnie -powiedział pewny siebie Ron i chciał pocałować szatynkę lecz ta sprytnie go wyminęłą
-Przykro mi Ron. Ale i tak lece szukać Twojego brata.
-W czym on jest lepszy ODE MNIE? Co z nami? On wróci i co? Nic sie nie zmieni.
-On nie jest egoista jak ty i na pewno by chciał odnaleźć swoje rodzeństwo. I jakimi nami? Nie ma nas. Jesteś ty i jestem ja ale nie my! Zrywam z Tobą.-powiedziała i szybko teleportowała się a za nią Ginny z George'm.
Po chwili znajdowali się po domem Bill'a i jego żony Fleur.
-Ruda? George? Miona? Co wy tu robicie? -zdziwił sie Bill
-Możemy tu przenocować -zapytał George
-Jasne. A cos się stało? -spytał
-No... Fred prawdopodobnie żyje-powiedziała cicho szatynka i weszli do Muszelki zostawiając zszokowanego Bill'a na podwórku.


Krótki... Wiem
Ale daje radee :)
Już 9 dni ma ten blog.
Ach :D
Prośba przy okazji
Udostępniajcie linka dalej jak możecie :D
I niech każdy kto to czyta niech da jakiś znak że jest
Z góry dzięki :)
Do następnego.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 4


"W poprzednim rozdziale"
-Skąd masz woreczek Freda. I nie mów, że to nie jego bo tu jest wyraźnie napisane "Własność Freda Weasleya"!!! -krzyknęła szatynka.

-Jaa... Naprawdę znalazłem go.- jakał się Mundungus
-NIE KŁAM! FRED BY NIE ZGUBIŁ TEGO WORECZKA... ZA DUŻO BYŁ WART!! -krzyknął Goerge
-Ale...ja nie kłamię-brnął dalej w swoja wersję Fletcher.
-TAA? ALE TO JA NAJLEPIEJ ZNAŁEM FREDA WIEC WIEM ŻE BY NIE ZOSTAWIŁ TEGO WORECZKA GDZIEKOLWIEK A GDYBY TAK BYŁO POWIEDZIAŁ BY MI O TYM OD RAZU! -wrzasnął
-No dobra dobra.Kupiłem go. Od takiego znajomego.
-NAZWISKO!?-wydarł się George

-Ejj. Trzeba spokojnie-powiedziała Miona chociaż było widać, że też nie jest zadowolona-Noo to podasz nazwisko swojego znajomego? -spytała
-No wiesz ślicznotko. Wszystko kosztuje-odpowiedział
Bliźniak wnerwiony złapał za różdżkę i podstawił mu do gardła.
-Powiedz albo pożałujesz-wysyczał wściekły
-No dobra no. Po starej znajomości moge powiedzieć. Tylko odłóż tą różdżkę-powiedział lekko przerażony
George niepewnie opuścił ją czekając na to co ma do powiedzenia Fletcher.
-No to w tej gospodzie "U Starego Sama" kręci się taki gościu w kapturze. Noo nie znam jego imienia, ale wydaje sie miły. To on miał ten woreczek i odkupiłem go od niego. -powiedział
-A jak się z nim skontaktować? -zapytała Ginny
-A bo ja wiem. Nie znam gościa. A teraz pa-rzucił szybko i można było usłyszeć ciche pyknięcie co oznaczało teleportację.
-Czyli wiem kto porwał Freda!! -krzyknęła szczęśliwa ruda
-Ej młoda. Nie ekscytuj się tak. Dopiero go namierzyliśmy. Nie wiemy co z nim zrobili, ani gdzie on jest.
-Wiesz że wystarczy tylko pójść do tej gospody i poznać tego gościa? -zapytała
-Myślisz? Bo wiesz. Wydaje mi się, że tam przychodzą praktycznie sami faceci w kapturach wiec trudno będzie nam go odnaleźć. Przy okazji nie możemy tam iść sami bo to jest na Pokątnej, a to dla nas trochę niebezpieczne bo jeszcze niektórzy śmierciożercy kręcą się w okolicy.-zauważył rudy-A najważniejsze jest to, że jeśli nawet znajdziemy tego gościa będziemy potrzebowali Mundungusa a wiecie... On jest tak chętny do pomocy jak Ron do sprzątania na strychu-zaśmiał się pod nosem.
Hermiona słuchając wypowiedzi George'a wpadła na pewien pomysł.
-Ale my przecież nie potrzebujemy Mundungusa-powiedziała a oni spojrzeli na nią zdziwieni.

Pani Weasley rozwieszała pranie na strychu, gdy Fletcher zdejmował na dole swój płaszcz. Miał go właśnie zakładać, gdy usłyszał kroki za swoimi plecami. Odwrócił się i od razu padł na podłogę.
-Noo nieźle ruda-pochwalił bliźniak
-Pff. Drętwota. Proste zaklęcia to łatwo idą-zasmiała się i wyrwała Mundungusowi parę włosów.
Pobiegli w trójkę do pokoju gdzie kiedyś Syriusz przetrzymywał Hardodzioba. Otworzyli drzwi za pomocą zaklęcia i weszli. Hermiona podbiegła do jednej z wystajacych desek i wyjęła mały flakonik eliksiru Wielosokowego. Otworzyłą go a ruda wsypała tam włosy, a napój zaczął bulgotać i zmienił kolor na zgniły zielony.
-Ergh. No cóż. Musze to wypić dla dobra Freda-westchnęła z obrzydzeniem Hermiona.
-Ja i Ginny będziemy cię obserwować. Zajdziemy jakieś szaty z kapturami i wejdziemy tam chwilę po Tobie.-zdecydował George -Na wszelki wypadek gdyby coś poszło nie tak. No to co idziemy.
Wyszli z Nory i teleportowali się na Pokątną. Weszli w jedna z uliczek gdzie się przebrali, a w przypadku Hermiony wypili eliksir. Po chwili wyszli z uliczki i rudzyli w kierunku "Starego Sama".

Hermiona jako Fletcher weszła do gospody i się niepewnie rozgląda. Wokół niej kręciło się wielu podejrzanych typków w tym większość w kapturach. Zaklęła cicho pod nosem gdy usłyszała dzwonek świadczący o tym że ktoś wchodzi. Odwróciła się i spojrzała w stronę drzwi. Zobaczyła dwie wchodzące postacie z kapturami. Jedna znich machnęła ręką, niby od niechcenia. Wiedziała że to Ginny z bratem. Nagle usłyszała za sobą niski głos należacy do jakiegoś faceta.
-Mudungus! O jak Dobrze cię widzieć!-spojrzała w tamtą stronę i zobaczyła zakapturzoną postać machającą w jej stronę.
Ruszyła powoli w stronę stolika mając złe przeczucia.
-Witaj-powiedziała niepewnie naśladując głos Fletchera
Usiadła na krześle naprzeciwko zakapturzonej postaci
-No to co Mundungus? Masz coś ciekawego do sprzedania?-zapytał
Hermiona wyciągnęła spod płaszcza srebrny kielich.
-Ciekawie wygląda. Powiedz co to i ile chcesz za to.
-Należał on do Bellatrix. Wiesz której? Ta co zabiła Syriusza Blacka.
-Kto o niej nie słyszał? Zna ją kazdy. W końcu była jedną z nas. -powiedział- No to mów dalej.
Szatynka przełknęłą ślinę. Gadała ze śmierciożercą.
-On jako jedyny pozostał z jej skarbca, który jak pewnie wiesz został zniszczony i zdemolowany przez Harry'ego Potter'a i te jego bandę. No to ile za to dostanę? 5 sykli może być?
-Hmm... Ostatni ze skarbca powiadasz. Może być sporo wart. Stoi -wyciągnął dłoń z pieniędzmi, a szatynka oddała mu kielich.
-Dwa piwa! -krzyknął zakapturzony
-Dobrze od Ciebie schodzą produkty. Skąd je  masz? -zapytała niby od niechcenia
-Wiesz stary. Dobry dostawca. Dziękuję-przerwał na chwilę zwracając się do kelnera z piwami-No to na czym ja? A n tak. No to dobry dostawca to dobry interes. A w mojej gospodzie takich nie mało. -zaśmiał się i pociągnął spory łyk z kufla-I wiesz co w tym interesie jest najlepsze? -zapytał a gdy Hermiona pokiwała przecząco głową odpowiedział-Ze okazja często sama pod nos przychodzi.
Szatynce w głowie zapaliła się czerwona lampka.
-Aaa co to na przykład za okazja?
"Kaptur" pochylił się w jej stronę tak że czuła jego oddech. Myślała że zaraz zwymiotuje.
-Umiesz dochować tajemnicy?
-Tak-szepnęła
Postać wróciła do wcześniejsze pozycji i zaczęła opowiadać.
-Prowadzę niedaleko taką gospodę. Tam przychodzą ludzie z różnymi dobrymi rzeczami i tak tworzą się niezłe interesy.
-Ten woreczek też był z takiej okazji?
-Wiesz. Owszem był. I pamiętam jak to dokładnie było. Bo wiesz. Do mojej gospody od paru tygodni przychodzi taki typek. No i niedawno dosyć zapytał czy jego znajomy będzie mógł zostawić u mnie towar jakiś. Ja jako że się zainteresowałem tym zgodziłem się. I dzień później czekałem tak na tego faceta. Nagle wchodzi jakiś facet z jakimś pudłem i mówi że na zapleczu to trzeba mieć. Więc wprowadziłem go...kurde jak mu było...Rokwood czy jakoś tak-Hermiona rozszerzyła oczy, bo to przecież Augustus Rokwood zabił Freda i podobno został zabity,a okazuje się że żyje-na to zaplecze-kontynuował-Zostawił tam to pudło a ja postawiłem mu piwko na koszt filmy bo widac że to pudło trochę ważyło bo cały mokry był. Noo chwilę zabawił tam, ale po chwili powiedział że jakieś sprawy go tam wzywają więc musiał iść. No i gdy upewniłem się że już go nie ma to wyszedłem na to zaplecze i zajrzałem do tego pudła. W środku był worek. I nie uwierzysz co tam było.  W środku leżał jakiś rudzielec. Przyjrzałem mu się i zobaczyłem że ma przy apsie tą sakiewkę więc mu szybko ją zabrałem i pod ladę schowałem. Zapakowałem z powrotem tego rudego i dalej pracowałem jak niby nigdy nic. Po jakiejś godzince czy dwóch przyszedł z powrotem ten Rokwood zabrał go i... FLETCHER? CO CI? -zaczął krzyczeć
Spojrzała na swoje odbicie w kuflu i zobaczyła że z powrotem zaczyna być Hermioną.
-TO TA OD POTTERA! ŁAPAC JĄ!!
Szatynka nie miała już jak uciec. Wszystkie postacie stały już i miały wycelowane w nią różdżki.

No i macie 4 rozdział :D
Kolejny nie wiem kiedy ale niedługo.
Aa no i w sobote wyjeżdżam i przez jakiś tydzień nie będzie rozdziału ale będę pisała na telefonie więc spokojnie :)
Noo to do napisania ;)


piątek, 7 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 3

W poprzednim rozdziale
W tym momencie w głowie szatynki krążyła tylko jedna myśl: Fred został uprowadzony...

Hermiona patrzyła jeszcze chwilę  na nieruchomą twarz czarownicy z nadzieją, że zaraz się obudzi i powie jej kto porwał Freda. Na marne. Zerwała się szybko i pobiegła w stronę Weasleyów. Nadal kłócili się z panią Pomfrey.
-Freda porwali! -krzyknęła, a wszyscy momentalnie odwrócili się w jej stronę
-Jak to? -spytał pan Weasley
-Noo państwo jak się kłóciliście to ja poszłam tam gdzie leżało ciało Freda. Myślałam ze znajdę jakiś  trop, który naprowadzi nas co się stało z jego ciałem. I wtedy ta stara czarownica. Ona złapała mnie za rękę i mówiła, że ktoś wlał mu eliksir wielosokowy. Porwali go. Rozumiecie! Musimy go znaleźć! -krzyczała zrozpaczona
-Kto go porwał? -spytał George
-Nie wiem. Spytałam ale ta czarownica umarła. -powiedziała
-Wiesz... Nie chcę Cię martwić, ale stare czarownice, może i wiedzą dużo, lecz czasami gadają głupoty.-stwierdziła Molly
-Ja jej wierzę! Znajdę go... Z pomocą czy bez... Znajdę-powiedziała
Spojrzała w stronę George'a i Ginny, którzy mruknęli do niej porozumiewawczo. Wtedy wiedziała, że nie jest sama.

"Dwa dni później"
Szatynka wraz z przyjaciółką siedziały w swoim pokoju w Kwaterze Głównej. Po tym jak Nora została zniszczona, a w Muszelce było za mało miejsce by pomieścić tyle osób zamieszkali przy Grimmauld Place 12-dawnym domu Blacków. Rozmawiały właśnie o tym co zrobić, by bez wiedzy innych wraz z George'm znaleźć ślady odnośnie porwania Freda, gdy do pokoju wpadł wspomniany wyżej bliźniak.
-George! Nie strasz nas! -krzyknęła Ginny-Może naucz się używać drzwi!
-Oj wiewióra. Nie gniewaj się -zaśmiał się bliźniak
-Nie mów do mnie Wiewióra! -wrzasnęła wspomniana doprowadzając do tego, że Hermionie przeszły ciarki po plecach, a George się przeraził.
-Eee.. Przepraszam? -wymamrotał wystraszony
-Ostatni raz ci to daruje... Jeszcze raz a-nie dokończyła bo przerwało jej pukanie do drzwi.
-Ktoś umie pukać w przeciwieństwie do Ciebie-powiedziała roześmiana Szatynka
-Cicho. Myśl jak uratować gorszą kopię mnie-mruknął rudy
Hermiona lekko posmutniała "No tak... Musimy go odnaleźć." -pomyślała. Ruda otworzyła drzwi i wpadł przez nie Mundungus Fletcher.
-Ooo witam młode panie. Witam Panie George. Mogę pana prosić na słówko? -spytał
-Jasne, ale wie...znaczy Ginny i Hermiona to zaufane osoby. One wiedzą wszystko-powiedział George.
-Ale wolę na osobności-napierał Mundungus
-Noo trudno. Albo tutaj albo nie pogadamy-odpowiedział Bliźniak
-Noo dobra-widać że z niechęcią przystał na tą propozycje.
-A więc?- zapytała Hermiona
Fletcher zaczął grzebać po kieszeniach, gdy nagle wyjął mały woreczek.
-Widzicie ten woreczek? -zapytał, a oni jak przytaknęli kontynuował- Znajdują się w nim rzadko spotykane zęby szczuroszczęta. Jedynie za 15 sykli. Innej okazji nie znajdziecie. To wam Gwarantuje-powiedział Mundungus
George spuścił głowę i wzdycha
-Fred skołował takie zanim umarł-samotna łza spłynęła po jego policzku
Wziął od niego owy woreczek i zaczął go oglądać.  Nagle jego twarz spoważniała.
-Skąd masz ten woreczek!? -krzyknął
Dziewczyny spojrzały zdziwione na siebie. Hermiona chciała coś powiedzieć, ale Mundungus był szybszy.
-Jaa... Ja go znalazłem. Niedaleko stąd.
-Niemożliwe!! Kłamiesz! TEN WORECZEK NIE NALEŻY DO CIEBIE-wydarł się
-George! Co Cię opętało!? -spytała Ginny-On tylko chciał dobić transakcji. O co ty się kłócisz?
Rudzielec obrócił parę razy woreczkiem po czym pokazał palcem na napis znajdujący sie pod sznurkiem. Dziewczyny spojrzały i od razu zrozumiały o co mu chodziło.
-Jakiś problem? -zapytał Fletcher
-Skąd masz woreczek Freda. I nie mów że to nie jego bo tu jest wyraźnie napisane "Własność Freda Weasleya"!!! -krzyknęła szatynka


Noo to kolejny rozdział już jest :D
Mam nadzieję że się spodobał :)
Next dodam niedługo
No to do kolejnego

czwartek, 6 sierpnia 2015

MINIATURKA #1

Ne ma dzisiaj rozdział... będzie on prawdopodobnie jutro. Ale daję Wam miniaturke, którą wczoraj napisałam.
Miłego czytania. :D

Był mroźny, zimowy dzień. Wysoki na oko trzydziestoletni rudzielec, zmierzał powolnym krokiem do miejsca którego tak bardzo nienawidził. Nie chciał tu przychodzić, ale czuł że to jego obowiązek. Przy okazji tylko tu mógł sobie spokojnie usiąść i pomyśleć… Czuł wtedy obecność swojego brata bliźniaka, który zginął 10 lat temu podczas II Bitwy o Szkołę Magii i Czarodziejstwa Hogwart. Doszedł do 7 alejki i skręcił w prawo. Po chwili zauważył zasypany śniegiem grób, wiec delikatnie strzepnął białą warstwę puchu i przysiadł na ławeczce. Spojrzał na zdjęcie. Znowu powracają wspomnienia te dobre jak i złe. Nie zapomni nigdy tego dnia… 2 maja 1998 roku, kiedy to jego bliźniak walczył o lepsze jutro . Owszem może i wygrali tą Bitwę, i może chłopak udzielił się w tej Bitwie, , ale nie udało mu się. Wraz ze swoją śmiercią zostawił George’a samego… Jakby ktoś podzielił jabłko na dwie części… Jedną zjadł, a drugą rzucił w kąt. Tak właśnie się czuł rudzielec…odrzucony niechciany. Wiedział że to po części może tez być i jego wina, ale co on mógł zrobić. Stracił swoją drugą połówkę. Wspomnieniami wrócił do tamtego pamiętnego dnia kiedy zginął. Wszędzie było słychać krzyki czarodziejów. Zauważył jak zbliża się Voldemrt z martwym Harry’m. Nagle czarnowłosy jakby ożył i uciekał przed „Czarnym Panem”. George odwrócił się w tym momencie, by znowu zaśmiać się z bliźniakiem i opowiedzieć jakiś głupi kawał lub śmieszną ripostę… Ale jego tam nie było. Jedyna co ujrzał to puste miejsce. Zdziwił się bo jeszcze przed chwilą tam stał. Zauważył kątem oka jak Percy wbiega do zamku. Szybko pobiegł za nim, lecz tego od razu pożałował. Leżało tam wielu poległych i wśród nich zauważył rudą czuprynę… Podszedł powoli. Z tyłu usłyszał jedno z zaklęć niewybaczalnych rzucone w stronę jednego śmierciożercy przez jego starszgo brata Percy’ego. Jednak niewiele go to obchodziło. Nie spuszczał wzroku z rudej czupryny leżącej z 6 metrów przed nim. Podszedł szybszym krokiem… Nie mógł uwierzyć w to co widzi. Jego kochany brat bliźniak leży martwy z uśmiechem na ustach. George opadł na kolana…. Zaczął płakać drzeć się… Ludzie chcieli go odciągnąć od Freda, lecz on się nie dał. Chciał z nim być do samego końca. Złąpał go za koszulkę. -Fred! Nie możesz umrzeć! Kopio ty moja. Z kim ja będę prowadził sklep. Z kim będę robił żarty naszemu rodzeństwu. Z KIM? Nie odchodź prozę Cię. Nie zostawiaj mnie samego. –płakał. Tym płaczem zwołał resztę rodziny… Owszem płakali i cierpieli, ale w prównaniu z uczuciami George’a to było nic. On stracił swoją kopię, drugą połówkę, brata bliźniaka. Łzy spływały po nim niczym wodospad. W tym momencie odechciało mu się wszystkiego. Wszystko co robił to z nim. A teraz nic. Koniec. Gdyby ktoś teraz wszedł do Wielkiej Sali uznałby za wariactwo to że jakiś czarodziej po śmierci Voldemorta krzyczy „Nie” . Ale rudzielca nie obchodziło co myślą inni. Liczyło się że Nie bd już nigdy dwóch uśmiechniętych radosnych z ognikami w oczach bliźniaków Weasley. Teraz będzie tylko jeden smutny, bez wesołych ogników w oczach George i jego brat bliźniak który odszedł. George płakał. Nigdy nie ukrywał swoich łez. 10 lat minęło, a on nadal nie mógł się pogodzić ze śmiercią bliźniaka. Przychodził tu prawie codziennie, zostawiając dla niego znicz. -Miałeś zostać. Czemu wtedy tam pobiegłeś. Dlaczego? Zostawiłeś mnie samego na tym durnym świecie. –łzy nadal skapywały po jego policzkach.- Nie wiesz co ja czułem. Moje serce się rozpadło… Niby głupie bo każdemu się wydaje ze tylko po ukochanej osobie serce może pęc… Ale ni tylko. Po bliźniaku również. Fred debilu. Dopadnę Cię kiedyś za to. –powiedział zapłakany George. Nie wiedział kiedy jego głowa opadła a łzy zaczęły drążyć małe dziurki w śniegu. -George.-usłyszał tak dobrze mu znajomy głos. Spojrzał w góre. Ujrzał uśmiechniętą twarz Freda który miał wyciągniętą w jego stronę dłoń. George bez wahania ją złapał i poszedł wraz z nim. Nie wiedział gdzie. Ale wiedział że teraz będzie szczęśliwy bo będzie z nim. Kolejnego dnia miejscowi ujrzeli rudowłosego na ławce…Niestety nie żył. Nie wiadomo dlaczego, ale ludzie podejrzewali że to z tęsknoty mu serce pękło. I nie mylili się.

środa, 5 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 2

W poprzednim rozdziale
Nagle usłyszeli szmer w krzakach z których wyskoczyła Ginny
-Hermiona! George! Szybko! Ciało Freda! Oni zniknęło-krzyczała przerażona ruda

Szatynka spojrzała na George'a z  przerażeniem w oczach. Widziała że na jego twarzy malują się podobne odczucia.
-JAK TO?! -krzyknęli w tym samym momencie.
-Byliśmy tam-szlochała ruda- I odeszliśmy porozmawiać by obmówić jak przewieźć go do Nory a potem na pogrzeb, bo tam za głośno było. I jak chwilę później wróciliśmy tego ciała tam nie było. Mama dostała szału. Kłóci się z panią Pomfrey, że my go nie zabraliśmy, ale ona wmawia że daleko rodzina czy coś. Ale kiedy mieliśmy im powiedziec że Fred....nie żyje-ostatnie słowa wyszeptała  i wybuchła płaczem.
W końcu Ginny pomimo iż lubiła denerwoawać swoje rodzeństwo to oddałaby za nich życie. Szatynka szybko ją przytuliła i pędem ruszyli w kierunku Wielkiej Sali. Jak wtylko weszli zobaczyli rodzinę Weasleyów rozmawiających z panią Pomfrey. Gdy podeszli bliżej wyraźnie słyszeli każde słowo wypowiedziane, a raczej wykrzyczane przez panią Weasley.
-Jak to nie wie pani gdzie jest ciało mojego syna! -krzyczała zrozpaczona Molly
Tłumaczyłam już pani. Ludzie tutaj przychodzą i  zabierają ciała swoich krewnych by ich pochować. Możliwe że ktoś wziął z państwa rodziny zwłoki Freda.
-Ale kto? My jesteśmy jego najbliższą rodziną. Nikogo nie powiadamialiśmy jeszcze o tym-mówił w miarę spokojnie Artur choć nie za bardzo mu to wychodziło
-Jesteście państwo pewni? -zapytała lekko poddenerwowana pielęgniarka
-TAK! BO NIBY KIEDY MIELIBYŚMY POWIADOMIĆ CAŁĄ RODZINĘ ŻE FRED NIE ZYJE? -darła się już Pani Weasley.
Hermiona jej się nie dziwiła. W końcu nie ma to jak stracić syna, który pomimo iż "Czasami" łamał zasady to i tak był bardzo dobry.
-Niech się pani uspokoi. Na pewno gdzieś leży.
-Przeszukaliśmy praktycznie całą Wielką Salę z nadzieją że gdzies indziej jednak leży. Nigdzie, ale to NIGDZIE nie było śladu po zwłokach mojego brata-powiedziała wściekła ruda.
Szatynka spojrzała z bólem w stronę rodziny Weasleyów i odeszła w stronę miejsca gdzie ostatni raz widziała ciało chłopaka, którego kochała. Rzeczywiście... nie było tam nikogo.  Podeszła bliżej i ukucnęła z nadzieją że znajdzie jakiś choćby najmniejszy ślad który naprowadzi ją na to kto zabrał JEGO ciało. Nagle poczuła mocne ściśnięcie za nadgarstek. Zasyczała lekko z bólu i wyrwała się. Spojrzała w tamtą stronę i ujrzała starszą kobietę z siwymi włosami. Widać że każde wypowiedziane słowo sprawia jej ból. Była umierająca.
-Dziecko-wychrypiała staruszka, która teraz patrzyła na Hermionę z bólem i współczuciem. -Widziałam jak jakiś mężczyzna zabierał tego chłopca. Najpierw wlał mu do ust jakiś pomarańczowy płyn, po którym zaczął się skręcać i zmieniać się. Jestem pewna że dał mu eliksir wielosokowy.
-Kim był ten mężczyzna? Zna go pani? Jak wygladał? -zaczęła wypytywać szybko Hermiona, lecz pomimo wszystko nie udało jej się otrzymać odpowiedzi na te pytania, bo po chwili staruszka zamknęła oczy i odeszła z tego świata.
W tym  momencie w głowie szatynki krążyła tylko jedna myśl: Fred został uprowadzony...

I jest rozdział 2. Nie jest jakoś wybitnie długi ale kolejne będą dłuższe :D
To mogę Wam obiecać :p
Do nexta :*

wtorek, 4 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 1

"w poprzednim rozdziale"
Z jej rozmyślań wyrwał ją głos. Krzyczał jej imię.
-Hermiona! -odwróciła się a w jej stronę biegł George.


Szatynka szybko wstała i otrzepała się z kurzu, choć niewiele to dało. Podeszła do bliźniaka, a gdy była już dość blisko niego zszokowała się. Po twarzy wiecznie uśmiechniętego, wesołego, zabawnego i nigdy niewzruszonego George'a Weasleya spływały łzy.
-George! Co się stało? Czemu ty płaczesz! -spytała lekko przerażona Hermiona
-On... On... Chodź. Musisz sama to zobaczyć-czuła w jego głosie strach i ból.
Złapał ją za rękę i pociągnął w stronę Wielkiej Sali... a przynajmniej w stronę czegoś co było kiedyś Wielką Salą bo teraz przypominało to kupę gruzu. Bliźniak puścił ją i wszedł powoli w głąb. Widać było ze każdy krok sprawia mu ból. Szatynka jednak nadal nie wiedziała co mogło sprowadzić go do takiego stanu. Poszła za nim. Szli, a wokół leżeli polegli w tej Bitwie na przykład Lavender czy Remus z Tonks. Dziewczynie na samą myśl o tym, że już nie będzie Remusa, który wiecznie miał wyjście z trudnych sytuacji, Tonks rozbawiającej swoimi metamorfozami czy nawet Lavender która rok wcześniej ganiała za Ronem, napłynęły łzy do oczu. Jednak to co teraz odczuwała to było nic z tym co zobaczyła dalej. Widząc ciała tamtej trójki poczuła smutek i żal, że już ich nie będzie,a teraz widząc ciało jednego z rudzielców wpadła w rozpacz. Podbiegła do ciała Freda i spojrzała na jego twarz-martwą twarz. Zaczęła szarpać Freda.
-FRED! IDIOTO! NIE ODCHODŹ! NIE ZOSTAWIAJ MNIE GEORGE'A I INNYCH. CZEMU NIE UWAŻAŁEŚ? MIAŁEŚ ŻYĆ! MIAŁAM CI TYLE DO POWIEDZENIA. A TERAZ CIEBIE MA NIE BYĆ. OBUDŹ SIĘ! NIE MOŻESZ ODEJŚĆ! NIE RÓB TEGO! -darła się i płakała próbując obudzić go, ale na marne. Łzy spływały jej potokami na jego bladą, jak zawsze uśmiechniętą twarz-Kocham Cie-szepnęła
Nie obchodziło ją to, że inni patrzą się na nią jak na wariatkę czy osobę która ma nierówno pod sufitem. Nie liczyło się teraz dla niej nic. On umarł, a wraz z nim jej serce rozpadło się na miliony kawałków. Co z tego że nie byli razem? Ważne było to że go kochała, a on nie dożył tego by usłyszeć te dwa słowa wypowiedziane z jej ust prosto od serca- "Kocham Cię". Kolejne łzy spływały po jej mokrych już policzkach, a ona tam leżała. W końcu podniosła głowę  i spojrzała na jego bladą twarz. Odgarnęła mu włosy z czoła i pocałowała szybko jego zimne już usta po czym szybko wstała i uciekła. Nie mogła uwierzyć że on odszedł. Że go nie ma. Podbiegła do drzewa po czym oparła głowę o pień i powoli zsunęła się w dół. Czuła że robi jej się mała rana na plecach przez to, ale żaden ból nie mógł być większy od tego jaki teraz czuła. Płakała dalej. Zaczęły jej się przypominać momenty kiedy to rozbawiali ją do łez.

"Na czwartym roku Hermiona siedziała niedaleko Czary Ognia, która miała wylosować uczniów z trzech szkół do Turnieju Trójmagicznego, czytając ksiażkę. Nagle do sali wśród wielkich braw i wiwatów wpadł Fred z George'm mając jakies małe flakoniki w rękach.
-Eliksir postarzający. Dzięki niemu wrzucimy nasze nazwiska do Czary-krzyknęli szczęśliwi bliźniacy
-Nie uda Wam się! -krzyknęła szatynka by wspomniani v\bliźniacy ją usłyszeli
Nagle z jej dwóch stron usiedli Fred z George'm.
-A niby czemu? -spytał George
-Widzicie tą linię? -chłopcy spojrzeli w tamtą stronę
-No i co? -zapytał drugi bliźniak
-A to że Dumbledore nie jest taki głupi by nabrać się na eliksir postarzający-powiedziała dumnie
-E tam. Raz się żyje-
-Można spróbować
Wstali
-Zdrowie-krzyknęli i wypili jednym haustem napój i wskoczyli przez linię lądując pod Czarą.
Ze wszystkich stron dobiegły ich wiwaty i oklaski. Bliźniacy szczęśliwi wrzucili swoje nazwiska do Czary gdy nagle zaczęły pojawiać się iskry, a oni zostali wypchnięci z obrębu Czary. Po chwili zauważyli, że zaczęła im rosnąć siwa broda i pierwszą rzeczą jaką zrobili to rzucili się na siebie i rzucając oskarżeniami, że to przez tego drugiego nic nie wyszło, Ze wszystkich stron było słcyhać "Fred" lub "George", a Hermiona patrzyła na nich jak na idiotów choć w głębi duszy pękała ze śmiechu. "

Samo to wspomnienie wywołało delikatny uśmiech na jej nadal zapłakanej twarzy.
-Już nigdy się do mnie nie odezwiesz. Nigdy już mnie nie obdarzysz jednym ze swoich zabójczych wzroków. Nie dotkniesz mnie przypadkiem tak, żeby przez moje ciało przechodziły dreszcze. Już nigdy nie usłyszysz tych dwóch cholernych słów, które miałam ci do powiedzenia już dawno, ale się bałam. Miałeś zostać dla mnie, dla George'a dla innych. Wiesz co oni czują? Niewyobrażalny ból po stracie kogoś kogo kochali całym sercem. Wróć, proszę cię wróć Freddie-szepnęła patrząc sie na swoje dłonie.
Może i to było dziwne. Mamrotanie samej do siebie i kołysanie się w przód i w tył. Ale co ona miała zrobić gdy prawdopodobnie miłość jej życia właśnie odeszła.
Szatynka przyciągnęła bliżej obdarte kolana, gdy poczuła na swoim ramieniu czyjąś dłoń, Odwróciła się w stronę-jak się okazało-George'a. Na jego twarzy nie było śladu uśmiechu. Owszem, może i ona cierpiała, ale w porównaniu z tym co czuł George... Przytuliła go lekko.
-On nie mógł odejść. To jest jak zły sen-powiedział po cichu.
Szatynka siedziała cicho. Sama chciała by to było prawdą i okazało się tylko złym snem...a raczej koszmarem.
-Z kim teraz będę żartował? Z kim będę prowadził interes...nasz wspólny interes. Kto będzie mnie pocieszał? Kto będzie moim odbiciem lustrzanym? KTO NIM BĘDZIE!? -krzyknął a z drzewa odleciały prawdopodobnie Wrony
Nie wiedziała do końca co on czuł, ale wiedziała że o wiele gorzej od niej... Nie ma to jak stracić bliźniaka.
-Jak to jest stracić bliźniaka? -zapytała nieśmiało po przez łzy
-To tak-zamyślił się chwilę-Jakby ktoś zabrał połowę Ciebie. Wtedy obie połowy umierają. W tym ze jedna umiera naprawdę, a druga żyje lecz już nie tym samym życiem co kiedyś. -widziała jak cierpi.
-Przykro mi.-szepnęła
-Kochałaś go prawda?
Pokiwała twierdząco głową bo nie mogła już siebie wydobyć głosu. Nagle usłyszeli szmer w krzakach z których wyskoczyła Ginny.
-Hermiona! George! Szybko. Ciało Freda. Ono zniknęło! -krzyknęła przerażona rudowłosa


Udało się... ledwo ale się udało.
Mi się nawet podoba ten rozdział mam nadzieję że wam też :)
Kolejny postaram się dodać niedługo.
;)

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

PROLOG

Hermiona siedziała na brudnej posadzce Hogwartu i rozmyślała. Właśnie skończyła się wojna. Hogwart został zniszczony. Te 7 lat nauki w nim zmieniło ją. Znalazła przyjaciół, nauczyła się walczyć, poznała jego... chłopaka niby takiego jak inni ale jednak innego. Był obiektem westchnień większości dziewczyn w Hogwarcie. Pamięta każdy rok z nim... bądź bez niego.

Pierwsza klasa.
Spotkała go już na dworcu. Nie zwróciła na niego większej uwagi. Owszem miał on nieziemskie poczucie humoru i... to tyle. Oprócz tego wtedy nie miał nic. No może jeszcze jako tako się uczył.

Druga klasa.
Nadal nic. Nadal zwykły przeciętny chłopak. Jak większość...ale czy na pewno?

Trzecia klasa.
Zerkała na niego co raz częściej. Może i dużo się nie zmienił, ale to jej się podobało.

Czwarta klasa.
Patrzyła na niego. Zaczęła o nim rozmyślać. Wtedy był bal... na który on jej nie zaprosił. Owszem poszła z innym nie oszukujmy się niezłym ciachem ale to nie to samo. Chciała pójść z nim...

Piąta klasa.
Jego ostatni rok. Nie chciała by odchodził. Bo kto by chciał. Był lubiany... przepraszam uwielbiany przez wielu uczniów. Pamięta jak nagle uciekł. Zostawił Hogwart... a ona cierpiała.

Szósta klasa.
W wakacje odkryła eliksir miłosny. Od razu pomyślała o nim. Ale to nie miało sensu. Miał już dziewczynę. Postanowiła wtedy zapomnieć o nim. Ale nie mogła. Hogwart... To tu go poznała. Tu spędzała z nim czas.  Wciąż był w jej głowie i nie mogła nic na to poradzić.

Siódma klasa.
Noo może nie do końca. Szukała horkruksów wraz z Harrym i Ronem. Na naukę nie było czasu.  Wracając do tematu. W wakacje odbył się ślub Billa i Fleur. Tańczyła z nim raz. Bez słowa. Chciała mu wtedy wyznać że go kocha. I wtedy musiała uciec z Harrym i Ronem.
Wyprawa zajęła im prawie cały rok. Dużo się zmieniło. Postanowiła wtedy dać szansę Ronowi. Bo w końcu nigdy nie będzie z tym który zaprząta jej myśli od dawna.

Z jej rozmyśleń wyrwał ją głos. Krzyczał jej imię.
-Hermiona!  -odwróciła się a w jej stronę biegł George.



Hej. Jestem Gabi. Lubię pisać ale tego bloga założyłam przez moje dwie przyjaciółki <3
Mam nadzieję że się podoba ;)
Do następnego :*