sobota, 19 listopada 2016

ROZDZIAŁ 13

Witam was po bardzo długiej nieobecności. Wybaczcie że nie dawała znaku życia, ale niestety ostatnio działo się w moim zyciu za dużo. Jednak teraz obiecuje że postaram się dodawać częściej rozdziały. Mam nadzieję że nie macie mi tego za złe
A teraz zapraszam Was do kolejnego rozdziału. Wiem że krótki ale to wstęp do kolejnych rozdziałów które będą dłuższe.


To nie był pierwszy raz, kiedy Lucjusz Malfoy wracał do domu późną nocą. Po ostatnich tygodniach potrzebował relaksu, a Narcyza...cóż na miała już swoje lata i nie spełniała już jego fantazji. Czy domyślała się o jego nocnych? Nie zaprzątał sobie tym głowy. Gdy przekraczał próg domu to zegar w salonie wybijał godzinę trzecią nad ranem. Lucjusz rozpiął płaszcz i położył go na stojącym w przedsionku niewielkim stoliku. Nie zmieniając butów skierował się w strone sypialni. Nie doszedł nawet do schodów, gdy usłyszał drżący głos:
-Panie...
Lucjusz niechętnie odwrócił się obrzucił spojrzeniem stojaca przy wyjściu z jadalni skrzatke.
-Co znowu?-warknął blondyn
Służka odruchowo cofnęła się
-W gabinecie czeka na pana jakiś mężczyzna-wyjąkała jeszcze bardziej spuszczając wzrok
-Powiedz mu, że nie mam teraz czasu na wizyty.
-Mówi że to sprawa niecierpiąca zwłoki Panie
Lucjusz przewrócił oczami i postawił stopę na pierwszym ostatnim
-Odejdź-rzucił przez ramię
-Ale Panie. To podobno związane jest z Harrym Potterem
Malfoy gwałtownie odwrócił się i szybki krokiem podążył do swojego gabinetu. Otworzył drzwi i ujrzał stojącego przy kominku brązowowłosego mężczyzne.
-Vilgefortz- powiedział gospodarz na co przybysz odwrócił się i obdarzył go krytym uśmiechem
-Witaj przyjacielu. Jak dobrze Cię widzieć.
-Mów po co przyszedłeś. Mam nadzieję ze to coś ważnego bo nie mam wiele czasu-Lucjusz usiadł na swoim fotelu starając się nadac głosu groźny ton.
-To po co marnowałeś go w burdelu-odparł Vilgefortz również siadając- Ale przejdźmy do rzeczy. Przedwczoraj do świetego Munga zostali przyniesieni dość interesujący pacjenci. Chyba wiesz o kogo chodzi...
-Aż za dobrze-odburknął blondyn.
-Nie zostaną oni zbyt długo lecz jedna z rannych niejaka Hermiona Granger ma dość interesujące obrażenia...
-Może umrze-warknął Lucjusz- Gadaj do rzeczy.
-Otóż ma dość ciężki przypadek zaniku pamięci. Nie pamięta ona absolutnie niczego, nawet najbliższych przyjaciół- powiedział Vilgefortz, a z każdym słowem uśmiech na jego twarzy poszerzał się.
- Po co mi to mówisz?- spytał chłodnym tonem Malfoy. Przybysz pochylił się do niego nad blatem stolika i przyciszonym tonem mówił do niego przez kilka dobrych minut. Gdy skończył, wyraz twarzy Lucjusza był całkowicie inny niż na początku jego wypowiedzi.
- To bardzo dobry plan- stwierdził.
- Wiem- potwierdził Vilgefortz, wstając- Wybacz, ale muszę cię już opuścić. Przemyśl to i daj mi znać, kiedy zaczniemy.
Gość aportował się z rezydencji cichym pyknięciem. Po jego odejściu gospodarz jeszcze chwilę wpatrywał się niewidzącym wzrokiem w tańczące płomienie w kominku, po czym przeniósł wzrok na portret swoich rodziców.
- Matko, ojcze- odezwał się- Szkoda, że nie dożyliście tego dnia. Dnia, w którym ród Malfoyów w końcu usiądzie na tronie

1 komentarz:

  1. co znaczy "postawił stopę na pierwszym ostatnim"? XDD
    "Narcyza...cóż na miała już swoje lata i nie spełniała już jego fantazji." zboczeńcu tyy XDD
    ogólnie mówiąć dobree pomarńczowee no ale za krótkie XD

    OdpowiedzUsuń