Trochę z innej perspektywy...
Od paru od tygodni podejrzewałem że to nastąpi... że zakocham się w Hermionie Granger. No i stało się. Byłem w niej szaleńczo zakochany i gdy tylko miałem odwagę jej to wyznać rozdzieliła nas wojna. Może nie dosłownie ale każdy martwił się głównie by przeżyć. No i oczywiście mi się udało... Ale nie tak jak to planowałem. Bo chciałem wygrać i po tym wszystkim odnaleźć Hermionę i wyznac jej to co czuje... Ale jak to w życiu bywa wylądowałem na glebie... W skrócie dostałem zaklęciem padłem na posadzkę i nad sobą słyszałem cichy szmer. Nie wiem co to było i chyba nie chce wiedzieć... Przebudziłem się w jakiejś starej zatęchłej piwnicy. Lekko się poruszyłem i od razu wpadł nie kto inny... Jak Lucjusz Malfoy w własnej osobie.
-Ooo.. Obudził się śpiący królewicz-zaśmiał się szyderczo
- ODWAL SIĘ! -Splunął mi w twarz
-Jak ty się do mnie odzywasz-warknął
-Jak nalezy do Ciebie. Moi przyjaciele na pewno mnie znajdą-odpowiedziałem niewzruszony tymże kapka śliny mojego wroga spływała mi po twarzy.
-Nie znajdą. Już ja tego dopilnuj. A teraz sobie tutaj siedź... I nawet nie próbuj uciekać.
Czy on jest jakiś głupi? On myślał że ja nie będe próbował się wydostać z tego piekła? Był w duużym błędzie.
Jak tylko Malfoy wyszedł z piwnicy podszedłem do pierwszej lepszej klapy w podłodze... Tak tez się dziwię skąd się tam wzięły. Otworzyłem i powoli zszedłem na dół. Stałem w ciemnym korytarzu bez różdżki, więc nic nie widziałem. Stąpałem powoli po ziemi.. Tak chyba to była ziemia. Idąc tak przed siebie straciłem rachubę czasu. Szedłem może 5 albo 20 minut. Nie wiem. najwazniejsze że dotarłem tam gdzie planowałem. Do końca tunelu. Wyszedłem na chłodne powietrze i dopiero teraz zoabczyłem w jakim jestem stanie... Mój stan w mugolskim swiecie zaliczałby się do krytycznych. Sam się dziwię że jeszcze stoję na nogach o własnych siłach. Ale nie to mnie teraz interesowało. Chciałem dostac się do najbliższego domu by tylko się uwolnić. Ruszyłem przed siebie i ujrzałem dym. Zacząłem się w szybszym tempie kierowac w stronę "zjawiska" Jak tam doszedłem okazało się że to była bardzo miła mugolska rodzina. Przyjęli mnie bardzo ciepło i przyjemnie dzięki czemu trochę lpeiej mi było. Opowiedziałem im wszystko... oprócz bitwy magii i tak dalej. Mężczyzna na oko 60-letni opatrzył moje liczne rany,a znał się na tym bo sam pracował w szpitalu. Zostałem u nich na noc a kolejnego dnia chcieli mnie odwieźć do domu. Taaaa... Domu. Ciekawe jak ja im powiem że mojego domu nie będą mogli zobaczyć. Pozwolili mi u siebie przenocować. Nie wiedziałem jakie tego będa konsekwencje. Owszem udało mi się zasnąc ale nie na długo. Obudziłem się słysząc krzyki z dołu. Zerknąłem przez barierkę schodów...
-Gdzie ukrywanie tego rudzielca!? -wrzasnął Rookwood?
-My nikogo nie ukrywamy-zaczęli mówić z przerażeniem mugolacy
-Jak nie! Nie wolno nas oszukiwać! -wrzasnął Malfoy.
Szybko pobiegłem na góre i wyskoczyłem przez okno. Nie powiem bolało, jak się laduje w pokrzywach to czemu tu się dziwić?
-Avada Kedavra! -usłyszałem i tak nagle smutno mi się zrobiło na sercu.
Przeze mnie ta rodzina teraz nie żyje.
-Tam jest! -usłyszałem krzyk za sobą
Nawet nie zdążyłem się ruszć bo Śmierciożercy już byli przy mnie.
-Puśćcie mnie!
-Masz byc przynętą na Harry'ego Potter'a.
-On wam się nie da złapać-plunąłem tym razem ja mu w twarz po czym poczułem ból na wyskoości klatki piersiowej,
Rzucili na mnie Cruciatusa... Ale ja nie mogłem się poddać. Nie mogłe zawieźć George'a Harry'ego Rona Ginny rodziców reszty rodzeństwa no i oczywiście Hermiony. Zbyt bardzo ją kocham by jakiś sukinsyn mnie torturował. Zawlekli mnie z powrotem do Malfoy Manor i przypięli do krzesła. Nawet nie wiem kiedy przestałem kontaktować.
Pamiętam tylko że jak lekko otworzyłem oczy ujrzałem Hermionę... Leżała ona na podłodze. Nie wiem jak ale wyrwałem się z tych łacuchów... Najwyraźniej nie były przyczepione zaklęciem i padłem na podłogę. Potrząsłem lekko Szatynką z moiuch oczu popłynęły łzy...
Tak Fred Weasley, następca Huncwotów w Hogwarcie i wiecznie uśmiechnięty chłopak płakał. Chciałem aby ona się obudziła... Żyła to wiem. Ale czemu do jasnej cholery nie chce się obudzić??
-Obudź się skarbie-szepnąłem i przytuliłem do niej.
PRZEPRASZAM
Nigdy nie myślałam że wrzesień może być aż tak ciężki ;-;
MASAKRA JAKAŚ...
Druga klasa a my nadrabiamy 1 dlatego tak wyszło :/
Postaram się częściej dodawać ale nwm.... Zależy od szkoły ;-;
PS: Ja jako ja nie moge się powstrzytmac i musze się pochawlić że mam zdjęcie z najzaebistszym zespołem R5 <3 <3 <3 <3 <3
Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz przepraszam :*

Zdjęcie super, chociaż zespołu osobiście nie słucham :) Rozdział inny od wszystkich, dlatego taki wyjątkowy, ale chyba jednak wolę perspektywę Hermiony, tak jakoś ;)
OdpowiedzUsuńTak, znam to uczucie... szkoła i te sprawy.
OdpowiedzUsuńPodobał mi się ten rozdział, chociaż... strasznie krótki.
No proszę, Fred też potrafi płakać ^^
Zapraszam do mnie... rozdziały w produkcji ;* hahah
Fajny pomysł, żeby napisać z perspektywy Fred'a... I to przekleństwo... szalejesz XD !
OdpowiedzUsuńZdjęcie cudownee <3 !
Good idea my friend <3 pedze dalej
OdpowiedzUsuń~ Kate