Witam was po bardzo długiej
nieobecności. Wybaczcie że nie dawała znaku życia, ale niestety
ostatnio działo się w moim zyciu za dużo. Jednak teraz obiecuje że
postaram się dodawać częściej rozdziały. Mam nadzieję że nie
macie mi tego za złe
A teraz zapraszam Was do kolejnego
rozdziału. Wiem że krótki ale to wstęp do kolejnych rozdziałów
które będą dłuższe.
To nie był pierwszy raz, kiedy Lucjusz
Malfoy wracał do domu późną nocą. Po ostatnich tygodniach
potrzebował relaksu, a Narcyza...cóż na miała już swoje lata i
nie spełniała już jego fantazji. Czy domyślała się o jego
nocnych? Nie zaprzątał sobie tym głowy. Gdy przekraczał próg
domu to zegar w salonie wybijał godzinę trzecią nad ranem. Lucjusz
rozpiął płaszcz i położył go na stojącym w przedsionku
niewielkim stoliku. Nie zmieniając butów skierował się w strone
sypialni. Nie doszedł nawet do schodów, gdy usłyszał drżący
głos:
-Panie...
Lucjusz niechętnie odwrócił się
obrzucił spojrzeniem stojaca przy wyjściu z jadalni skrzatke.
-Co znowu?-warknął blondyn
Służka odruchowo cofnęła się
-W gabinecie czeka na pana jakiś
mężczyzna-wyjąkała jeszcze bardziej spuszczając wzrok
-Powiedz mu, że nie mam teraz czasu na
wizyty.
-Mówi że to sprawa niecierpiąca
zwłoki Panie
Lucjusz przewrócił oczami i postawił
stopę na pierwszym ostatnim
-Odejdź-rzucił przez ramię
-Ale Panie. To podobno związane jest z
Harrym Potterem
Malfoy gwałtownie odwrócił się i
szybki krokiem podążył do swojego gabinetu. Otworzył drzwi i
ujrzał stojącego przy kominku brązowowłosego mężczyzne.
-Vilgefortz- powiedział gospodarz na
co przybysz odwrócił się i obdarzył go krytym uśmiechem
-Witaj przyjacielu. Jak dobrze Cię
widzieć.
-Mów po co przyszedłeś. Mam nadzieję
ze to coś ważnego bo nie mam wiele czasu-Lucjusz usiadł na swoim
fotelu starając się nadac głosu groźny ton.
-To po co marnowałeś go w
burdelu-odparł Vilgefortz również siadając- Ale przejdźmy do
rzeczy. Przedwczoraj do świetego Munga zostali przyniesieni dość
interesujący pacjenci. Chyba wiesz o kogo chodzi...
-Aż za dobrze-odburknął blondyn.
-Nie zostaną oni zbyt długo lecz
jedna z rannych niejaka Hermiona Granger ma dość interesujące
obrażenia...
-Może umrze-warknął Lucjusz- Gadaj
do rzeczy.
-Otóż ma dość ciężki przypadek
zaniku pamięci. Nie pamięta ona absolutnie niczego, nawet
najbliższych przyjaciół- powiedział Vilgefortz, a z każdym
słowem uśmiech na jego twarzy poszerzał się.
- Po co mi to mówisz?- spytał
chłodnym tonem Malfoy. Przybysz pochylił się do niego nad blatem
stolika i przyciszonym tonem mówił do niego przez kilka dobrych
minut. Gdy skończył, wyraz twarzy Lucjusza był całkowicie inny
niż na początku jego wypowiedzi.
- To bardzo dobry plan- stwierdził.
- Wiem- potwierdził Vilgefortz,
wstając- Wybacz, ale muszę cię już opuścić. Przemyśl to i daj
mi znać, kiedy zaczniemy.
Gość aportował się z rezydencji
cichym pyknięciem. Po jego odejściu gospodarz jeszcze chwilę
wpatrywał się niewidzącym wzrokiem w tańczące płomienie w
kominku, po czym przeniósł wzrok na portret swoich rodziców.
- Matko, ojcze- odezwał się- Szkoda,
że nie dożyliście tego dnia. Dnia, w którym ród Malfoyów w
końcu usiądzie na tronie