sobota, 31 października 2015

HALLOWEEN!!!!

Z góry chce bardzo przeprosić za to że nie ma rozdziału tyle czasu. Ale sami wiecie... NAUKA  ;-;
Yrgh... Masakra jakaś. Mam nadzieję ze zrozumiecie i się nie odwrócicie ode mnie z tego powodu i jak będe coś dodawać będziecie czytać.
A teraz zapraszam do czytania
MINIATURKI HALLOWEENOWEEEEJ :D

Był 31 października, a za oknem księżyc w pełni oświetlał mury Hogwartu. 17-letnia Hermiona Granger, uczennica 7 roku w Hogwarcie szykowała się na organizowany po raz pierwszy w tej szkole bal halloweenowy. Dyrektor Mcgonagall że na bal mogą przyjść wszyscy uczniowie od 5 klas wzwyż plus ci którzy w ciagu ostatnich 3 lat odeszli ze szkoły. Oczywiście nie każdy mógł przyjść bo się już niektórzy poumawiali… Bo kto zapowiada bal 3 dni przed nim?! Wracając do Hermiony. Siedziała wraz ze swoją przyjaciółką Ginny Weasley w swoim pokoju i szykowała dla siebie przebranie. Postanowiła przebrać się za czarną kotkę. Oczywiście sama by się na to nie zgodziła gdyby nie  jej ruda przyjaciółka. Poszła do łazienki szybko się przebrać, a gdy wyszła Ginny potrafiła tylko powiedzieć ciche „Wow”
-Wiem. Może nie wyglądam super ale nic innego teraz nie wymyślisz-powiedziała Hermiona a Ruda od razu zaczęła niwelowac jej słowa.
-WYGLĄDASZ ZJAWISKOWO! Chłopcy oszaleją na twój widok. Mówię ci! –krzyczała podekscytowana Ginny
-Lepiej się przebierz. Za 20 minut zaczynamy.
Przyjaciółka szybko poleciała do łazienki, by zmienić się w „czarną wdowę”. Hermiona tyle jej naopowiadała na temat świata mugoli i tych wszystkich bajkach że postanowiła to wykorzystać. Jak wyszła z łazienki Hermiony już nie było, a na łóżku leżała kartka.
„Wybacz ja już poszłam. Mam nadzieję że się nie obrazisz.
Hermi :* „
-Cała Hermiona –mruknęła ruda pod nosem i zeszła do Wielkiej Sali gdzie miał się odbyć owy bal.

Szatynka w przebraniu kota stanęła w drzwiach Wielkiej Sali. Bal się zaczął niedawno, ale goście już tańczyli i popijali napoje. Jak schodziła po schodach widziała jak głównie ta męska część wzdycha na jej widok. Uśmiechnęła się pod nosem i pewnym krokiem podeszła do stolika z napojami.  Wzięła do ręki butelke piwa kremowego i zaczęła powoli sączyć. Nagle usłyszała głos jakiegoś chłopaka.
-Hej piękna. Jestem Kyrian. –chłopak przebrany za wampira, trochę wyższy od niej, wydawał się miły wiec Hermiona wdała się z nim w dyskusje.
-Hej. Przykro mi nie zdradzę ci mojego imienia-szepnęła i się zaśmiała pod nosem.
-O jaka szkoda. Z którego roku jesteś? A może.. może już skończyłaś szkołę? –spytał przybliżając się o krok do niej
-Strasznie ciekawski jesteś-wybuchła śmiechem-Żartowałam. Jestem Hermiona i jestem na 7 roku. A ty który rok?
-Ja… Ymm. Skończyłem tą szkołę. –powiedział zmieszany.
Szatynka chciała coś dodać, ale poczuła ciepły oddech na szyi. Odwróciła się szybko i ujrzała brązowe tęczówki wpatrzone w jej twarz.
-Zatańczymy? –spytał mężczyzna w masce, ale ona po głosie poznała kto to jest.
Odwróciła się jeszcze szybko do Kyriana
-Wrócę niebawem. –i poszła tańczyć z brązowookim.
Położył ręke na jej talii, a ona dopiero teraz spojrzała za kogo się przebrał jej partner.
-Skąd pomysł na przebranie za Batmana? –spytała
On nachylił się do niej i szepnął
-Pewna, śliczna dziewczyna duzo opowiadała mi o nim. Postanowiłem nim zostać chociaż na tą jedną noc.-odwrócił ja do siebie tyłem tak że była oparta o niego plecami.
-Zafascynował cię Batman? –zapytała kołysząc się do muzyki
-No nie tylko on. Widzisz tego Spider-Mana? –pokazał w kierunku mężczyzny który skakał po stole
-Trudno nie zauważyć-zaśmiała się-To co z nim?
-Zabrał mi strój. Mogłem być nim ale Batman tez jest fajny. Nie uważasz? –odwrócił ja z powrotem do siebie.
-Ładnie pachniesz-powiedział a ona się zarumieniła czego oczywiście nie było widac pod maską.
-Dziękuję… Ty też jak na Batmana-po czym wybuchła śmiechem
-Bardzo śmieszne. Wiem kim jesteś-powiedział na tyle cicho że ona ledwo to usłyszała
-Oo… Ja też wiem kim ty jesteś.-zaczęła jeździć palcem po jego klacie
Przybliżył się do niej jeszcze bardziej i musnął szybko jej usta.
-Chodźmy na błonia-po czym złapał ją za rękę i zaczęli biec w stronę wyjścia.
Po chwili dotarli na błonia, gdzie Batman zdjął swoją maskę.
-Fred. Ja wiem że to ty-zaśmiała się
Spojrzała na niego a on delikatnie zsunął jej maskę.
-Kocham Cię-szepnął i pocałował ją czule.

Jeśli myślicie że to koniec to się mylicie. Przeczytajcie dalej i próbujcie się nie przestraszyć (i tak się nie będziecie bali ale mniejsza ~ od aut.)

 Zakochani po paru minutach wrócili do Sali gdzie już w maskach tańczyli. Do momentu aż Fred musiał wyjść na chwile z Sali. Hermiona podeszła do stolika z piwem kremowym i po chwili znowu podszedł do niej Kyrian. Spojrzała w jego oczy… Czerwone.
„Nie to niemożliwe. Musiało mi się wydawać”  Zobaczyła jak pstryka palcami a światła w Hogwarcie zaczynają gasnąć
-Co tu się dzieje?! –usłyszała przerażony głos, a po chwili wrzask jednej z uczennic.
Ludzie chcąc uciec z Sali zaczęli tłoczyć się do wyjścia.. które było zamknięte. Szatynka zaczęła się nerwowo rozglądać, gdy nagle poczuła szarpniecie za nadgarstek. Ktoś ją złapał i wybiegli z Wielkiej Sali rozwalając drzwi. Hogwartczycy zdziwieniu zaczęli uciekać rozbiegajac się po całym zamku. W międzyczasie Hermiona była ciągnięta przez szkolne korytarze. Mogła użyć różdżki… Ale taki szczególik  że leży ona gdzieś w zamku i być może zostanie zaraz staranowana przez innych. Nagle poczuła zimną posadzkę na plecach. Teraz uświadomiła sobie że przez cały czas miała zamknięte oczy i teraz jak je otworzyła zdziwiła się. Nad nią stał… a raczej leżał na niej Kyrian. Spojrzała ze strachem w jego oczy … znowu czerwone.
-Wreszcie Cię dopadłem-szepnął i pokazał szereg białych zębów przy czym dwa były jakoś wyjątkowo długie
-Zostaw mnie! –zaczęła krzyczeć ale nikt jej nie słyszał
Byli na korytarzy na który nikt od dawna nie wchodzi, więc szanse na to że ktoś ją uratuje są nikłe. Zaczęła się wyrywać, lecz Kyrian trzymał ją mocno przyszpilając ją do posadzki. Poczuła ukłucie w szyję… To on wbił swe ostre niczym brzytwy kły w jej tętnice.  Próbowała go odepchnąć lecz on nadal sączył krew z jej szyi. Nagle poczuła ulgę. Była już ledwo przytomna, ale zobaczyła jakiegoś nietoperza który odciąga Kyriana z jej ciała i podbiega do niej.
-Kocie. Nic ci nie jest?
-Fred… -szepnęła po czym straciła przytomność
Rudzielec wziął szatynkę na ręce i pobiegł z nią do skrzydła zostawiając George’a wraz z owym wampirem.
-I co? Warto było? Wiedz że jak się kiedykolwiek do niej zbliżysz ponownie Fred cię zgładzi-warknął mu do ucha rudzielec.
Po chwili przybiegł Filch i widząc Wampira przeraził się lecz sam wezwał pomoc.
W tym samym czasie Fred biegł z Hermioną do pani Pomfrey. Wpadł do skrzydła niczym byskawica i położył ją na pierwszym wolnym łóżku.
-Niech ją pani ratuje. Błagam-krzyczał zrozpaczony
-CO SIĘ STAŁO. Czy… Czy to wampir ją tak załatwił? W naszej szkole wampir? –zapytała zdezorientowana pielęgniarka
-Niech ją pani ratuje.-powtórzył rudzielec a pani Pomfrey wyprosiła go z Sali by mogła na spokojnie zająć się pacjentką
On jednak nie dawał za wygraną, wiec musiała wygonić absolwenta już Hogwartu ze skrzydła.  Chodził wiec on zdenerwowany po korytarzu i był przerażony. Co jeśli z nia coś będzie nie tak? Widział tam tyle osób, z mały dziurkami w szyi, a jedna z nich jest Hermiona. Jego Hermiona. Usiadł zrozpaczony  pod drzwiami i czekał… 10 … 15….20 minut. Aż w końcu wyszła Pani Pomfrey. Fred nie słuchając jej wpadł do pokoju i od razu podbiegł do łóżka szatynki. Ona lekko uchyliła oczy.
-Kim… kim ty jesteś?
-Nie żartuj sobie skarbie. Nie pamiętasz mnie? –zapytał z lekkim uśmieszkiem na ustach jaki często u niego bywał, ale kiedy widział jej wzrok posmutniał.
Pokręciła przecząco głową.
-Przepraszam.  Ja naprawdę nic nie pamiętam. –szepnęła
-Niemożliwe. –wyszeptał.
Pocałował ją delikatnie i wyszedł z pokoju.
-Odzyskam ją-szepnął i pobiegł na błonia gdzie miał na niego czekać George.
-I jak Hermiona? –spytał „Spider-man”
-Nie pamięta… -szepnął i pobiegł w stronę Hogsmeade by po chwili teleportować się do swojego sklepu.
Rzucił się na łóżko aż zaskrzypiało i zaczął myśleć… Jak przywrócić Hermione pamięć. NO TAK! Przecież jakiś czas temu podarował jej naszyjnik… W sensie wysłał jej pocztą jako tajemniczy adorator, ale pokazywała mu że wie że to on jej wysłał. Czemu by nie spróbować rozkochać jej w sobie od początku? Zbiegł szybko na dół nadal w stroju Batmana i przeszukał ulotki… JEST! Znalazł tą gdzie zamawiał naszyjnik. Tyle że naszyjnik…? Nie. Przejrzał je i zauważył to czego szukał. Idealna bransoletka z wygrawerowanym napisem „Me & You Forever” . Niby takie proste ale on wiedział że zrobi to na niej wrażenie. Zamówił szybko owa błyskotkę i poszedł z nadzieją na lepsze jutro spać. Wstał mega wcześnie ja na kogoś kto poszedł spać o 3 w nocy bo o 7 rano. Bliźniak jeszcze spał węc zszedł na dół i zrobił sobie kawę. Usłyszał dzwonek do drzwi, a tam stał kurier.
-Ludzie. Wczoraj było halloween a wy po 4 godzinach przywozicie przesyłkę-zaśmiał się Fred
-Taka robota-powiedział z niesmakiem gościu w czapeczce –Widzę że pan nadal Haloween obchodzi-i wskazał na jego strój.
No tak. Zapomniał wczoraj przebrac się i nadal paraduje w stroju Batmana. Zresztą George też śpi jak Spider-Man.
-Taa.. Zapomniałem się przebrać. No to dziękuję bardzo. Aaa jeszcze zapłata-rzucił kurierowi garść galeonów wcześniej już odliczonych z napiwkiem i wrócił do pokoju.
Jeszcze tego dnia postanowił podbic Hermionie serce po raz drugi, wiec zjadł szybko śniadanie i przebrany już wyruszył w drogę do Hogwartu. Znalazł się pod murami zamku to usłyszał śmiech ukochanej.
-Ginny. Ja naprawdę muszę skontaktować się z Fredem.
-Hermiono. On cię udusi.
-Za co? –spytałem wychodząc im naprzeciw
-Bo ja.. Ja chciałam ci to powiedzieć jak wybiegałeś ze skrzydła. –podeszła do niego i pocałowała go
-Ja wszystko pamiętam-szepnęła
I teraz każdy pomyślałby że Fred będzie zły… Nie. On nie należy do takich typów faceta. Usmiechnął się delikatnie po czym na złość Hermionie dał bransoletkę Ginny.
-Ooo… Jaka piękna. –powiedziała ruda a gdy spojrzała na napis spojrzała na brata spode łba- No owszem ejstem Twoja siostrą. Ale chyba nie liczysz na to że będę się Do Ciebie przyznawała ZAWSZE?
-Miała być dla takiej wyjątkowej dziewczyny… ale no. Musiałem ci ją dać –uśmiechnął się czarująco w stronę Hermiony i zaczął uciekać.
Nagle potknął się i upadł a szatynka która biegła za nim poleciała na niego. On wykorzystując to przewrócił ja na plecy i pocałował.
-Nie rób więcej takich żartów. Przestraszyłem się że będę musiał się starać od początku. –szepnął
-Od tego jest Halloween. Od straszenia-odpowiedziała i zaczęła się śmiać.

„Parę lat później”
To ich 5 wspólne Halloween. Od roku są małżeństwem  a ich 4-miesieczna córka Rose leży w kołysce i słodko spi. Fred przytulił do siebie Hermionę.
-Wszystkiego najlepszego z okazji Halloween kochanie-szepnął i pocałował czule żonę. 

piątek, 2 października 2015

ROZDZIAŁ 10

Trochę z innej perspektywy...


Od paru od tygodni podejrzewałem że to nastąpi... że zakocham się w Hermionie Granger. No i stało się. Byłem w niej szaleńczo zakochany i gdy tylko miałem odwagę jej to wyznać rozdzieliła nas wojna. Może nie dosłownie ale każdy martwił się głównie by przeżyć. No i oczywiście mi się udało... Ale nie tak jak to planowałem. Bo chciałem wygrać i po tym wszystkim odnaleźć Hermionę i wyznac jej to co czuje... Ale jak to w życiu bywa wylądowałem na glebie... W skrócie dostałem zaklęciem padłem na posadzkę i nad sobą słyszałem cichy szmer. Nie wiem co to było i chyba nie chce wiedzieć... Przebudziłem się w jakiejś starej zatęchłej piwnicy. Lekko się poruszyłem i od razu wpadł nie kto inny... Jak Lucjusz Malfoy w własnej osobie.
-Ooo.. Obudził się śpiący królewicz-zaśmiał się szyderczo
- ODWAL SIĘ! -Splunął mi w twarz
-Jak ty się do mnie odzywasz-warknął
-Jak nalezy do Ciebie. Moi przyjaciele na pewno mnie znajdą-odpowiedziałem niewzruszony tymże kapka śliny mojego wroga spływała mi po twarzy.
-Nie znajdą. Już ja tego dopilnuj. A teraz sobie tutaj siedź... I nawet nie próbuj uciekać.
Czy on jest jakiś głupi? On myślał że ja nie będe próbował się wydostać z tego piekła? Był w duużym błędzie.
Jak tylko Malfoy wyszedł z piwnicy podszedłem do pierwszej lepszej klapy w podłodze... Tak tez się dziwię skąd się tam wzięły. Otworzyłem i powoli zszedłem na dół. Stałem w ciemnym korytarzu bez różdżki, więc nic nie widziałem. Stąpałem powoli po ziemi.. Tak chyba to była ziemia. Idąc tak przed siebie straciłem rachubę czasu. Szedłem może 5 albo 20 minut. Nie wiem. najwazniejsze że dotarłem tam gdzie planowałem. Do końca tunelu. Wyszedłem na chłodne powietrze i dopiero teraz zoabczyłem w jakim jestem stanie... Mój stan w mugolskim swiecie zaliczałby się do krytycznych. Sam się dziwię że jeszcze stoję na nogach o własnych siłach. Ale nie to mnie teraz interesowało. Chciałem dostac się do najbliższego domu by tylko się uwolnić. Ruszyłem przed siebie i ujrzałem dym. Zacząłem się w szybszym tempie kierowac w stronę "zjawiska" Jak tam doszedłem okazało się że to była bardzo miła mugolska rodzina. Przyjęli mnie bardzo ciepło i przyjemnie dzięki czemu trochę lpeiej mi było. Opowiedziałem im wszystko... oprócz bitwy magii i tak dalej. Mężczyzna na oko 60-letni opatrzył moje liczne rany,a  znał się na tym bo sam pracował w szpitalu. Zostałem u nich na noc a kolejnego dnia chcieli mnie odwieźć do domu. Taaaa... Domu. Ciekawe jak ja im powiem że mojego domu nie będą mogli zobaczyć.  Pozwolili mi u siebie przenocować. Nie wiedziałem jakie tego będa konsekwencje. Owszem udało mi się zasnąc ale nie na długo. Obudziłem się słysząc krzyki z dołu. Zerknąłem przez barierkę schodów...
-Gdzie ukrywanie tego rudzielca!? -wrzasnął Rookwood?
-My nikogo nie ukrywamy-zaczęli mówić z przerażeniem mugolacy
-Jak nie! Nie wolno nas oszukiwać! -wrzasnął Malfoy.
Szybko pobiegłem na góre i wyskoczyłem przez okno. Nie powiem bolało, jak się laduje w pokrzywach to czemu tu się dziwić?
-Avada Kedavra! -usłyszałem i tak nagle smutno mi się zrobiło na sercu.
 Przeze mnie ta rodzina teraz nie żyje.
-Tam jest! -usłyszałem krzyk za sobą
Nawet nie zdążyłem się ruszć bo Śmierciożercy już byli przy mnie.
-Puśćcie mnie!
-Masz byc przynętą na Harry'ego Potter'a.
-On wam się nie da złapać-plunąłem tym razem ja mu w twarz po czym poczułem ból na wyskoości klatki piersiowej,
Rzucili na mnie Cruciatusa... Ale ja nie mogłem się poddać. Nie mogłe zawieźć George'a Harry'ego Rona Ginny rodziców reszty rodzeństwa no i oczywiście Hermiony. Zbyt bardzo ją kocham by jakiś sukinsyn mnie torturował.  Zawlekli mnie z powrotem do Malfoy Manor i przypięli do krzesła. Nawet nie wiem kiedy przestałem kontaktować.
Pamiętam tylko że jak lekko otworzyłem oczy ujrzałem Hermionę... Leżała ona na podłodze.  Nie wiem jak ale wyrwałem się z tych łacuchów... Najwyraźniej nie były przyczepione zaklęciem i padłem na podłogę. Potrząsłem lekko Szatynką z moiuch oczu popłynęły łzy...
Tak Fred Weasley, następca Huncwotów w Hogwarcie i wiecznie uśmiechnięty chłopak płakał. Chciałem aby ona się obudziła... Żyła to wiem. Ale czemu do jasnej cholery nie chce się obudzić??
-Obudź się skarbie-szepnąłem i przytuliłem do niej.



PRZEPRASZAM
Nigdy nie myślałam że wrzesień może być aż tak ciężki ;-;
MASAKRA JAKAŚ...
Druga klasa a my nadrabiamy 1 dlatego tak wyszło :/
Postaram się częściej dodawać ale nwm.... Zależy od szkoły ;-;

PS: Ja jako ja nie moge się powstrzytmac i musze się pochawlić że mam zdjęcie z najzaebistszym zespołem R5 <3 <3 <3  <3 <3



Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz przepraszam :*