sobota, 19 listopada 2016

ROZDZIAŁ 13

Witam was po bardzo długiej nieobecności. Wybaczcie że nie dawała znaku życia, ale niestety ostatnio działo się w moim zyciu za dużo. Jednak teraz obiecuje że postaram się dodawać częściej rozdziały. Mam nadzieję że nie macie mi tego za złe
A teraz zapraszam Was do kolejnego rozdziału. Wiem że krótki ale to wstęp do kolejnych rozdziałów które będą dłuższe.


To nie był pierwszy raz, kiedy Lucjusz Malfoy wracał do domu późną nocą. Po ostatnich tygodniach potrzebował relaksu, a Narcyza...cóż na miała już swoje lata i nie spełniała już jego fantazji. Czy domyślała się o jego nocnych? Nie zaprzątał sobie tym głowy. Gdy przekraczał próg domu to zegar w salonie wybijał godzinę trzecią nad ranem. Lucjusz rozpiął płaszcz i położył go na stojącym w przedsionku niewielkim stoliku. Nie zmieniając butów skierował się w strone sypialni. Nie doszedł nawet do schodów, gdy usłyszał drżący głos:
-Panie...
Lucjusz niechętnie odwrócił się obrzucił spojrzeniem stojaca przy wyjściu z jadalni skrzatke.
-Co znowu?-warknął blondyn
Służka odruchowo cofnęła się
-W gabinecie czeka na pana jakiś mężczyzna-wyjąkała jeszcze bardziej spuszczając wzrok
-Powiedz mu, że nie mam teraz czasu na wizyty.
-Mówi że to sprawa niecierpiąca zwłoki Panie
Lucjusz przewrócił oczami i postawił stopę na pierwszym ostatnim
-Odejdź-rzucił przez ramię
-Ale Panie. To podobno związane jest z Harrym Potterem
Malfoy gwałtownie odwrócił się i szybki krokiem podążył do swojego gabinetu. Otworzył drzwi i ujrzał stojącego przy kominku brązowowłosego mężczyzne.
-Vilgefortz- powiedział gospodarz na co przybysz odwrócił się i obdarzył go krytym uśmiechem
-Witaj przyjacielu. Jak dobrze Cię widzieć.
-Mów po co przyszedłeś. Mam nadzieję ze to coś ważnego bo nie mam wiele czasu-Lucjusz usiadł na swoim fotelu starając się nadac głosu groźny ton.
-To po co marnowałeś go w burdelu-odparł Vilgefortz również siadając- Ale przejdźmy do rzeczy. Przedwczoraj do świetego Munga zostali przyniesieni dość interesujący pacjenci. Chyba wiesz o kogo chodzi...
-Aż za dobrze-odburknął blondyn.
-Nie zostaną oni zbyt długo lecz jedna z rannych niejaka Hermiona Granger ma dość interesujące obrażenia...
-Może umrze-warknął Lucjusz- Gadaj do rzeczy.
-Otóż ma dość ciężki przypadek zaniku pamięci. Nie pamięta ona absolutnie niczego, nawet najbliższych przyjaciół- powiedział Vilgefortz, a z każdym słowem uśmiech na jego twarzy poszerzał się.
- Po co mi to mówisz?- spytał chłodnym tonem Malfoy. Przybysz pochylił się do niego nad blatem stolika i przyciszonym tonem mówił do niego przez kilka dobrych minut. Gdy skończył, wyraz twarzy Lucjusza był całkowicie inny niż na początku jego wypowiedzi.
- To bardzo dobry plan- stwierdził.
- Wiem- potwierdził Vilgefortz, wstając- Wybacz, ale muszę cię już opuścić. Przemyśl to i daj mi znać, kiedy zaczniemy.
Gość aportował się z rezydencji cichym pyknięciem. Po jego odejściu gospodarz jeszcze chwilę wpatrywał się niewidzącym wzrokiem w tańczące płomienie w kominku, po czym przeniósł wzrok na portret swoich rodziców.
- Matko, ojcze- odezwał się- Szkoda, że nie dożyliście tego dnia. Dnia, w którym ród Malfoyów w końcu usiądzie na tronie

czwartek, 25 lutego 2016

ROZDZIAŁ 12

George wpadł do sali bliźniaka by powiedzieć co z szatynką. Jakie było jego zdziwienie gdy go tam nie zastał. Pobiegł do sali obok gdzie zauważył Freda na podłodze,a na łóżku przerażoną szatynkę.
-Lekarza! -krzyknął i podbiegł do nieprzytomnego bliźniaka
-K..Kim wy jesteście? Gdzie ja jestem? -zaczęła panikować
-Spokojnie. Nic się nie dzieje.
Do sali wpadł lekarz a szatynka pisnęła spanikowana.
-Nie krzycz. Naprawde nie zrobimy ci krzywdy. Jesteś w szpitalu. Dostałąś poważnym zaklęciem w głowę i straciłaś pamięć.
Hermiona spojrzała spanikowana na rudzielca.
-Nie. Nie. Nie. Gdzie sa moi rodzice!? -krzyknęła
-Tego nikt nie wie. -powiedział spuścił głowę i wyszedł zostawiając ją samą.
Gdy tylko usłyszała trzaśnięcie drzwiami zamknęła oczy. "Jak się nazywam. Kim jestem. Gdzie są moi rodzice" Te pytania krążyły jej w głowie. Po sali rozległo się ciche skrzypnięcie i do sali weszła Ginny.
-Hermiono. Wiem że nic nie pamiętasz. Ale zrobimy wszystko byś sobie przypomniała-szepnęła ruda
-Hermiona. Tak mam na imię? -spytała -Opowiedz mi o mnie.
-No to nazywasz się Hermiona Jean Granger. Jesteś moją najlepszą przyjaciółką. Masz 18 lat i rok temu powinnaś skończyć Hogwart, ale z powodu Wojny nie dokonałaś tego. Urodziłąś się 19 września 1979, a teraz mamy maj. Który to nawet sama nie wiem-zaśmiała się pod nosem
-Ale.. Skąd ja się tu wziełam kim byli ci dwaj bliźniacy. Tak  przypuszczam bo wyglądali identycznie.
-Moi bracia. Chociaz może jak nie pamiętasz mogłam się do tego nie przyznawać. Mniejsza. No to ratowałaś jednego z nich bo ci się podoba-Hermiona wybuchła śmiechem-Daj dokończyć. Dziękuję. A więc podczas ratowania jednego z nich dostałaś zaklęciem jakims tam w głowe i nic nie pamietasz.
-Podoba? Niemożliwe. -odetchnęła szatynka
-Czemu?
-On jest... Nie w moim typie-skwitowała szybko
-Ja pójde do Harry'ego. twojego najlepszego przyjaciela.
-A kiedy będe miała wypis?
-Podobno dzisiaj będą chcieli cię wypuścić, ale zalezy od tego czy będzie z Tobą lepiej. -mrugnęła do niej rudowołosa porozumiewawczo.
-Dziękuję.
-Spoko. A teraz śpij.
Kiedy szatynka usłyszała trzask drzwiami zamknęła oczy i nawet nie wie kiedy zmorzył ją sen.

W sali obok Fred rozmawiał ze swoim bratem George'm.
-Ona nie pamięta-pojedyncza łza spłynęła po policzku
-Ty płaczesz? -zdziwił się George
-Co.. Nie nie. Skądże. Wydawało ci się.
-Na pewno.
-George. Musimy coś zrobić żeby ją odzyskała!
-Wiem wiem. Wiesz co nawet mam pewien pomysł
Nachylił sie do bliźniaka i wyszeptał do ucha cały plan, a twarz rudzielca rozpromienił uśmiech.
-TO MUSI ZADZIAŁAĆ!
-No a kto na to wpadł. Ja! -powiedział dumny z siebie George
-Gdyby nie ja to by tego nie było-mruknął
-W sumie masz racje. Ale nieważne.
Do sali wpadli Państwo Weasley.
-FREDZIE WEASLEY! CO ZNOWU ZROBIŁEŚ!-krzyknęła Molly
-M..Mama? Co ty tutaj robisz?
-Ja może już pójdę-próbował się wywinąć George
-SIEDZISZ. Co ja tu robię!? Myślałam że nie żyjesz! A nagle dzwonią mi ze szpitala że Fred Weasley jest ranny. Myślałam że to jakieś żarty! A JEDNAK NIE! WIĘC NIE PYTAJ CO JA TU ROBIĘ TYLKO DLACZEGO NIE ODZYWAŁEŚ SIĘ PRZEZ TEN CZAS! BYŁAM ŚWIĘCIE PRZEKONANA ŻE CIEBIE NIGDY NIE ZOBACZĘ.-pojedyncza łza spłynęła jej po policzku na co Fred lekko się uśmiechnął, bo stwierdził że skoro mama zaczyna mięknąć to znaczy że nie będzie kary-CO SIĘ UŚMIECHASZ! NIE MASZ POWODU. KARA I TAK CIEBIE CZEKA.
-Molly. Spokojnie
-JAKIE SPOKOJNIE! TWÓJ SYN UZNANY ZA ZMARŁEGO ŻYJE A TY SPOKOJNIE. NA DODATEK WYLĄDOWAŁ W SZPITALU. DOBRZE ŻE PRZYNAJMNIEJ NIKOMU INNEMU NIC SIĘ NIE STAŁO PRAWDA!? -krzyczała
-No.. Wiesz no...
-A z Wami się dogadać. Sama się dowiem. A z Tobą George chciałabym pogadać. TERAZ! Na osobności.
Wspomniany bliźniak wstał i wyszedł za matką, a ojciec zajął jego miejsce.
-Tato. Pomożesz mi-zaczął od wejścia Fred.

-Dlaczego on jest w szpitalu i kto jeszcze wylądował przez Was.
-Mamo. Naprawde nie wiesz jak było wiec dlaczego od razu na nas wszystko spada.
-Zawsze wasza wina. Ale co się działo bo ty pewnie wiesz.
-No to Fred został porwany i uwięziony w Malfoy Manor. Hermiona starała się go ratować i oberwała. W sensie ona sama wleciała do tamtej sali i zostawiła nas byśmy zajęli śmierciożerców. I potem Harry wleciał tam i zobaczył Freda  nad Hermiona. A zresztą to niech oni ci opowiedzą bo ja nie wiem jaka prawda. Tylko z opowieści.
-Gdzie leży Hermiona?
-Tutaj-wskazał na drzwi-Ale mamo
-Żadne mamo.-otworzyła drzwi
-Hermiona. Jak dobrze Cię widzieć- zerwana ze snu krzyknęła przerażona
-Kim pani jest ?
-Nie pamiętasz mnie? Jestem Molly. Matka tych... och. Nie pamiętasz?
-Niestety. -uśmiechnęła się smutno szatynka
W tym momencie George wiedział zeby uciekać. Jego mama zaczęła się powoli odwracać w jego stronę co oznaczało że będzie krzyczała.  Nie zdążył dobiec do drzwi gdy usłyszał głos swojej matki.
-George'u Weasley. Dlaczego Hermiona mnie nie pamięta!
-Normalnie jak Fred.-szepnął i odwrócił się w stronę matki która gdyby mogła zabijać wzrokiem już dawno leżałby martwy.


Wiem. Wiem. W takim momencie. PRZEPRASZAM! Ale ja w te ferie nawet nie miałam czasu dla siebie więc...Dopiero teraz znalazłam chwilę *CHOROBA ZAWSZE SPOKO*
A więc... Mam nadzieję że się podoba :) Bo wymyślałam na bieżąco w sumie bo pomysł mam na ciut dalej :|
Ale wytrzymam xD
Wiec no nie powiem kiedy kolejny ale postaram się szybko

PS: DZISIAJ URODZINY OBCHODZĄ BLIŹNIACY JAMES I OLIVER PHELPS <3
Tak dla przypomnienia :)
<3
Pozdrawiam :*

środa, 6 stycznia 2016

ROZDZIAŁ 11

"W poprzednim rozdziale"

-Zostaw mnie! -krzyknął
Spojrzał na nią, a w jego oczach zauwazyła nadzieje
-Hermiona-szepnął.
Usmiechnęła się delikatnie i gdy tylko chciała go uwolnić poczuła ból z tyłu głowy i ujrzała ciemność.


Leżała nieprzytomna na brudnej posadzce, a twarz rudzielca wiszącego nad nią była zalana łzami. Do sali wpadł George i widzac leżącą przyjaciółkę, a nad nią płaczącego Freda wpadł w furię. Rzucił szybko w smierciożerce który zaatakował Gryfonkę Avadę i pomógł bliźniakowi się uwolnić. Ten od razu rzucił się na ziemię obok Hermiony nadal płacząc.  Usłyszeli kroki zbliżające się do drzwi i ujrzeli Potter'a.
-Harry pomóż! -powiedział Fred zalany łzami
Czarnowłosy szybko podbiegł i podniósł szatynkę powoli wyprowadzając ją z sali. Fred chciał sie rzucić za nimi ale George złapał go w pasie.
-Bracie. Rozumiem że to Twoja przyjaciółka i chcesz jej pomóc ale ona teraz nie potrzebuje Twojej pomocy. Ona musi do Świetego Munga. Ty zresztą też. -powiedział rudzielec
-Boję się... bracie ja naprawdę nie wiem co się dzieje. Pomóż mi.
Nagle Fred zaczął tracić kontrolę nad sobą i wybiegł z sali. Gdy tylko bliźniak go dogonił leżał bezprzytomny na podłodze. Bliźniak złapał Freda i teleportowali się do Św. Munga.  Rudzielec zaczął coś majaczyć.
-Już spokojnie. Nie martw się. Zaraz wszystko będzie dobrze-szeptał George
-Do sali z nim. Teraz-krzyknęła jakaś pielęgniarka nie pytając nawet co się stało.
Weasley pobiegł za nimi i gdy tylko zobaczył Harry'ego tulącego jego młodszą siostrę zatrzymał się.
-Co z nim? -spytała ruda
-Nie wiem. Zabrali go od razu. Nic nie powiedzieli. A co z Ronem i Hermiona?
-Ron przeżyje... Hermiona też ale wbrew pozorom nieźle oberwała. -powiedział Harry
Bliźniak usiadł obok i zaczął beznamiętnie gapić się w ścianę.
-Czy życie zawsze musi być takie do dupy? Wojna... Porwanie Freda... CO DALEJ? Niech kurde ktoś zginie to w ogóle będzie super! -wrzasnął rudy a ludzie w korytarzu sie na niego spojrzeli.
-Nie martw się bracie. Nie dopuścimy do tego.-poczuł łzy na swojej brudnej koszulce (od walki... Nie zeby chodził w brudnych koszulkach... BROŃ BOŻE XD ) Przytulił sie mocniej do siostry.
-Trzeba powiadomić rodziców-zauważyła.
-Łatwo mówić... -szepnął
Po chwili drzwi do jednej z sal sie uchyliły a z nich wyszedł Ron.
-Boże. Jak ty wyglądasz! Jakby cię piorun trzasnął!
-Nic nie pamiętam. W sensie wiem że poszedłem za Wami a potem dostałem zaklęciem i tyle. Pustka aż do momentu aż się obudziłem w szpitalu. Co się stało? Uratowaliśmy tego debila?
George lekko zdenerwowany że jego młodszy braciszek wyzwał jego bliźniaka zacisnął pięści.
-"Ten debil" -zrobił cudzysłów siląc się na miły ton- Leży teraz w szpitalu i nie wiadomo co mu robią ani co sie z nim dzieje. -W tym momencie mina Rona zrzedła.
-Ja nie chciałem. Przepraszam.-szepnął -Wracam do domu. -teleportował się zostawiając ich samych na korytarzy pogrążonych w myślach.
-Kiedy oni wyjdą? -zaczął się niepokoić Harry po 3 godzinach.
W sumie miał powód. Zazwyczaj jak ktoś był w szpitalu to nie dłużej niż godzinę czy dwie. W sensie po tym czasie informowali jaki jest stan pacjenta.
-Nienawidzę szpitali-szepnęła ruda z bratem.
Była godzina... Nie wiadomo która. Pewnie gdzieś około 1 w nocy gdy już George przysnął a Ginny oparła się o ramię Harry'ego z sali wyszedł lekarz.
-Państwo z rodziny?
-Co? To nie ja!? Zostawcie mnie?- przebudził się blźniak ale szybko się zorientował gdzie jest i podszedł do lekarza prawie się wywalając.
-Spokojnie. Pan z rodziny bo podobni. Mam w sumie dobrą wiadomość.
Harry z Ginny od razu sie zerwali z siedzeń.
-Pacjent nie jest w stanie krytycznym i będzie  z nim dobrze. Czasami może mieć zawroty głowy pod wpływem zdenerwowania czy jakiegokolwiek nadmiaru emocji. Jutro... -spojrzał na zegarek-No nawet dzisiaj będę mógł go już wypisać.
-A co z Hermioną? Z tą dziewczyną co przyniosłem? -zapytał czarnowłosy
-No tu będą większe komplikacje. Wiem że to dziwne że ten mężczyzna ma mniej obrażeń ale czasem tak bywa,
-Niech pan przejdzie do rzeczy
-Spokojnie... Wiec z panienką nie jest dobrze. Dostała mocnym zaklęciem w głowę... I może przez jakiś czas niczego nie pamiętać. -powiedział -Jak się obudzi damy znać. A teraz jesli chcecie możecie wejść do pacjenta-Nagle z sali wydobył się wrzask.
Lekarz pobiegł w tamtą strone.
-To Hermiona krzyczała-przerażona Ginny wtuliła sie w swojego chłopaka
-Ja pójdę najpierw do niego. A potem dajcie z nać co z Mioną-rzucił George i po chwili zniknął za drzwiami za którymi leżał bliźniak.

W sali panował półmrok. Jedna czy dwie lampki świeciły a reszta była pogaszona. Na łózko szpitalnym leżała szatynka z burzą włosów na głowie. Przed chwilą wyszedł od niej lekarz najprawdopodobniej by powiadomić rodzinę o jej stanie... Albo nie rodzinę lecz przyjaciół. Nagle dziewczyna zaczęła się niespokojnie poruszać. Najpierw gwałtownie drgnęła jej ręka, potem noga a na koniec szeroko otworzyła oczy a z jej ust wydobył się wrzask. Nie wiedziała co sie z nią dzieje. Gdzie jest? Co tutaj robi? Co się stało? Chociaż chyba najpierw musi się dowiedzieć kim jest. Nic nie pamięta. Wie tylko że chodziła do szkoły z czarami. Niektóre momenty, postacie, rzeczy przemykały jej w umyśle ale nic nie składało się w całość.
Przez szpitalne drzwi wpadł mężczyzna w białym kitlu.
-Kim pan jest? Co pan tutaj robi? Gdzie ja jestem? -zaczęła zadawać pytania przerażona
-Nic nie pamiętasz?
-Kim jestem? -nie zwróciła uwagi na jego słowa.
-No to mamy problem. -szepnął po czym zawołał kolegów po fachu by mogli stwierdzić co dalej zrobić z pacjentką.

George wszedł do pomieszczenia. Świeciły sie z dwie lampki które dawał trochę więcej światła niż w sali obok.
-George? -spytał zachrypniętym głosem Fred
-Witaj bracie. Jak się czujesz?  -podszedł do skraju łóżka i usiadł
-No... Nie wiem. Czuję pustkę i głowa mnie nawala. Co sie właściwie stało? Co z Hermioną?
-Nie mam pojęcia jak ci to powiedzieć ale z nią nie jest najlepiej-wyznał brat
Rudzielec chciał się zerwać ale ponownie został powstrzymany rzez George'a.
-Spokojnie. Mówiłem Ci że ona potrzebuje pomocy lekarzy. Ty nic nie możesz zrobić.
-Ja tutaj nie wytrzymam. Chcę stąd wyjść. Błagam. -spojrzał mu w oczy
-Dzisiaj i tak wyjdziesz. Ja zaraz wrócę bo idę się dowiedzieć co z Mioną.
Freda skręciło na samą myśl o tym że ktoś inny niż on mówi do niej zdrobniale. Usłyszał trzask drzwi i powoli ruszył sie z łóżka. W głowie nadal mu huczało ale wymknął się z sali i przemknął obok. Dobrze myślał... Tu leżała Hermiona. Podszedł do niej delikatnie dotknął jej policzka.
-Kim jestem? Co ty tu robisz? Kim TY jesteś? -zapytała i otworzyła oczy spoglądając wprost na twarz Freda.
Poczuł strach... Obawę... Bał się że nigdy więcej przez to jej nie odzyska. Nie pamięta go. Ogrpmny ból uderzył w niego i po chwili opadł na podłogę.


WRESZCIE NAPISAŁAM! WIERZYCIE?
Ja też nie...
Jakiś dziwny mi wyszedł..
Ale noo... zmotywowałam się komentarzem od "Lestrange" Nie spodziewalam się aż tylu fantastycznych słów nt. tego bloga

Postaram się dodawać cześciej rozdziały a co do blogów to czytam ale nie komentuje...
Po prostu Nauka ;-;..
Teraz diagnostyczne mn czekają wiec no... Trzymajcie kciuk :)
Rozdział postaram się dodać w tym miesiacu a jak się nie uda (postaram się by sie jednak udało) na pewno będzie w 1 poł. lutego (FERIE YAY *-* )
Pozdrawiam
Spóźnionych Wesołych Świąt i Nowego Roku ;p :)
Do następnego <3

sobota, 31 października 2015

HALLOWEEN!!!!

Z góry chce bardzo przeprosić za to że nie ma rozdziału tyle czasu. Ale sami wiecie... NAUKA  ;-;
Yrgh... Masakra jakaś. Mam nadzieję ze zrozumiecie i się nie odwrócicie ode mnie z tego powodu i jak będe coś dodawać będziecie czytać.
A teraz zapraszam do czytania
MINIATURKI HALLOWEENOWEEEEJ :D

Był 31 października, a za oknem księżyc w pełni oświetlał mury Hogwartu. 17-letnia Hermiona Granger, uczennica 7 roku w Hogwarcie szykowała się na organizowany po raz pierwszy w tej szkole bal halloweenowy. Dyrektor Mcgonagall że na bal mogą przyjść wszyscy uczniowie od 5 klas wzwyż plus ci którzy w ciagu ostatnich 3 lat odeszli ze szkoły. Oczywiście nie każdy mógł przyjść bo się już niektórzy poumawiali… Bo kto zapowiada bal 3 dni przed nim?! Wracając do Hermiony. Siedziała wraz ze swoją przyjaciółką Ginny Weasley w swoim pokoju i szykowała dla siebie przebranie. Postanowiła przebrać się za czarną kotkę. Oczywiście sama by się na to nie zgodziła gdyby nie  jej ruda przyjaciółka. Poszła do łazienki szybko się przebrać, a gdy wyszła Ginny potrafiła tylko powiedzieć ciche „Wow”
-Wiem. Może nie wyglądam super ale nic innego teraz nie wymyślisz-powiedziała Hermiona a Ruda od razu zaczęła niwelowac jej słowa.
-WYGLĄDASZ ZJAWISKOWO! Chłopcy oszaleją na twój widok. Mówię ci! –krzyczała podekscytowana Ginny
-Lepiej się przebierz. Za 20 minut zaczynamy.
Przyjaciółka szybko poleciała do łazienki, by zmienić się w „czarną wdowę”. Hermiona tyle jej naopowiadała na temat świata mugoli i tych wszystkich bajkach że postanowiła to wykorzystać. Jak wyszła z łazienki Hermiony już nie było, a na łóżku leżała kartka.
„Wybacz ja już poszłam. Mam nadzieję że się nie obrazisz.
Hermi :* „
-Cała Hermiona –mruknęła ruda pod nosem i zeszła do Wielkiej Sali gdzie miał się odbyć owy bal.

Szatynka w przebraniu kota stanęła w drzwiach Wielkiej Sali. Bal się zaczął niedawno, ale goście już tańczyli i popijali napoje. Jak schodziła po schodach widziała jak głównie ta męska część wzdycha na jej widok. Uśmiechnęła się pod nosem i pewnym krokiem podeszła do stolika z napojami.  Wzięła do ręki butelke piwa kremowego i zaczęła powoli sączyć. Nagle usłyszała głos jakiegoś chłopaka.
-Hej piękna. Jestem Kyrian. –chłopak przebrany za wampira, trochę wyższy od niej, wydawał się miły wiec Hermiona wdała się z nim w dyskusje.
-Hej. Przykro mi nie zdradzę ci mojego imienia-szepnęła i się zaśmiała pod nosem.
-O jaka szkoda. Z którego roku jesteś? A może.. może już skończyłaś szkołę? –spytał przybliżając się o krok do niej
-Strasznie ciekawski jesteś-wybuchła śmiechem-Żartowałam. Jestem Hermiona i jestem na 7 roku. A ty który rok?
-Ja… Ymm. Skończyłem tą szkołę. –powiedział zmieszany.
Szatynka chciała coś dodać, ale poczuła ciepły oddech na szyi. Odwróciła się szybko i ujrzała brązowe tęczówki wpatrzone w jej twarz.
-Zatańczymy? –spytał mężczyzna w masce, ale ona po głosie poznała kto to jest.
Odwróciła się jeszcze szybko do Kyriana
-Wrócę niebawem. –i poszła tańczyć z brązowookim.
Położył ręke na jej talii, a ona dopiero teraz spojrzała za kogo się przebrał jej partner.
-Skąd pomysł na przebranie za Batmana? –spytała
On nachylił się do niej i szepnął
-Pewna, śliczna dziewczyna duzo opowiadała mi o nim. Postanowiłem nim zostać chociaż na tą jedną noc.-odwrócił ja do siebie tyłem tak że była oparta o niego plecami.
-Zafascynował cię Batman? –zapytała kołysząc się do muzyki
-No nie tylko on. Widzisz tego Spider-Mana? –pokazał w kierunku mężczyzny który skakał po stole
-Trudno nie zauważyć-zaśmiała się-To co z nim?
-Zabrał mi strój. Mogłem być nim ale Batman tez jest fajny. Nie uważasz? –odwrócił ja z powrotem do siebie.
-Ładnie pachniesz-powiedział a ona się zarumieniła czego oczywiście nie było widac pod maską.
-Dziękuję… Ty też jak na Batmana-po czym wybuchła śmiechem
-Bardzo śmieszne. Wiem kim jesteś-powiedział na tyle cicho że ona ledwo to usłyszała
-Oo… Ja też wiem kim ty jesteś.-zaczęła jeździć palcem po jego klacie
Przybliżył się do niej jeszcze bardziej i musnął szybko jej usta.
-Chodźmy na błonia-po czym złapał ją za rękę i zaczęli biec w stronę wyjścia.
Po chwili dotarli na błonia, gdzie Batman zdjął swoją maskę.
-Fred. Ja wiem że to ty-zaśmiała się
Spojrzała na niego a on delikatnie zsunął jej maskę.
-Kocham Cię-szepnął i pocałował ją czule.

Jeśli myślicie że to koniec to się mylicie. Przeczytajcie dalej i próbujcie się nie przestraszyć (i tak się nie będziecie bali ale mniejsza ~ od aut.)

 Zakochani po paru minutach wrócili do Sali gdzie już w maskach tańczyli. Do momentu aż Fred musiał wyjść na chwile z Sali. Hermiona podeszła do stolika z piwem kremowym i po chwili znowu podszedł do niej Kyrian. Spojrzała w jego oczy… Czerwone.
„Nie to niemożliwe. Musiało mi się wydawać”  Zobaczyła jak pstryka palcami a światła w Hogwarcie zaczynają gasnąć
-Co tu się dzieje?! –usłyszała przerażony głos, a po chwili wrzask jednej z uczennic.
Ludzie chcąc uciec z Sali zaczęli tłoczyć się do wyjścia.. które było zamknięte. Szatynka zaczęła się nerwowo rozglądać, gdy nagle poczuła szarpniecie za nadgarstek. Ktoś ją złapał i wybiegli z Wielkiej Sali rozwalając drzwi. Hogwartczycy zdziwieniu zaczęli uciekać rozbiegajac się po całym zamku. W międzyczasie Hermiona była ciągnięta przez szkolne korytarze. Mogła użyć różdżki… Ale taki szczególik  że leży ona gdzieś w zamku i być może zostanie zaraz staranowana przez innych. Nagle poczuła zimną posadzkę na plecach. Teraz uświadomiła sobie że przez cały czas miała zamknięte oczy i teraz jak je otworzyła zdziwiła się. Nad nią stał… a raczej leżał na niej Kyrian. Spojrzała ze strachem w jego oczy … znowu czerwone.
-Wreszcie Cię dopadłem-szepnął i pokazał szereg białych zębów przy czym dwa były jakoś wyjątkowo długie
-Zostaw mnie! –zaczęła krzyczeć ale nikt jej nie słyszał
Byli na korytarzy na który nikt od dawna nie wchodzi, więc szanse na to że ktoś ją uratuje są nikłe. Zaczęła się wyrywać, lecz Kyrian trzymał ją mocno przyszpilając ją do posadzki. Poczuła ukłucie w szyję… To on wbił swe ostre niczym brzytwy kły w jej tętnice.  Próbowała go odepchnąć lecz on nadal sączył krew z jej szyi. Nagle poczuła ulgę. Była już ledwo przytomna, ale zobaczyła jakiegoś nietoperza który odciąga Kyriana z jej ciała i podbiega do niej.
-Kocie. Nic ci nie jest?
-Fred… -szepnęła po czym straciła przytomność
Rudzielec wziął szatynkę na ręce i pobiegł z nią do skrzydła zostawiając George’a wraz z owym wampirem.
-I co? Warto było? Wiedz że jak się kiedykolwiek do niej zbliżysz ponownie Fred cię zgładzi-warknął mu do ucha rudzielec.
Po chwili przybiegł Filch i widząc Wampira przeraził się lecz sam wezwał pomoc.
W tym samym czasie Fred biegł z Hermioną do pani Pomfrey. Wpadł do skrzydła niczym byskawica i położył ją na pierwszym wolnym łóżku.
-Niech ją pani ratuje. Błagam-krzyczał zrozpaczony
-CO SIĘ STAŁO. Czy… Czy to wampir ją tak załatwił? W naszej szkole wampir? –zapytała zdezorientowana pielęgniarka
-Niech ją pani ratuje.-powtórzył rudzielec a pani Pomfrey wyprosiła go z Sali by mogła na spokojnie zająć się pacjentką
On jednak nie dawał za wygraną, wiec musiała wygonić absolwenta już Hogwartu ze skrzydła.  Chodził wiec on zdenerwowany po korytarzu i był przerażony. Co jeśli z nia coś będzie nie tak? Widział tam tyle osób, z mały dziurkami w szyi, a jedna z nich jest Hermiona. Jego Hermiona. Usiadł zrozpaczony  pod drzwiami i czekał… 10 … 15….20 minut. Aż w końcu wyszła Pani Pomfrey. Fred nie słuchając jej wpadł do pokoju i od razu podbiegł do łóżka szatynki. Ona lekko uchyliła oczy.
-Kim… kim ty jesteś?
-Nie żartuj sobie skarbie. Nie pamiętasz mnie? –zapytał z lekkim uśmieszkiem na ustach jaki często u niego bywał, ale kiedy widział jej wzrok posmutniał.
Pokręciła przecząco głową.
-Przepraszam.  Ja naprawdę nic nie pamiętam. –szepnęła
-Niemożliwe. –wyszeptał.
Pocałował ją delikatnie i wyszedł z pokoju.
-Odzyskam ją-szepnął i pobiegł na błonia gdzie miał na niego czekać George.
-I jak Hermiona? –spytał „Spider-man”
-Nie pamięta… -szepnął i pobiegł w stronę Hogsmeade by po chwili teleportować się do swojego sklepu.
Rzucił się na łóżko aż zaskrzypiało i zaczął myśleć… Jak przywrócić Hermione pamięć. NO TAK! Przecież jakiś czas temu podarował jej naszyjnik… W sensie wysłał jej pocztą jako tajemniczy adorator, ale pokazywała mu że wie że to on jej wysłał. Czemu by nie spróbować rozkochać jej w sobie od początku? Zbiegł szybko na dół nadal w stroju Batmana i przeszukał ulotki… JEST! Znalazł tą gdzie zamawiał naszyjnik. Tyle że naszyjnik…? Nie. Przejrzał je i zauważył to czego szukał. Idealna bransoletka z wygrawerowanym napisem „Me & You Forever” . Niby takie proste ale on wiedział że zrobi to na niej wrażenie. Zamówił szybko owa błyskotkę i poszedł z nadzieją na lepsze jutro spać. Wstał mega wcześnie ja na kogoś kto poszedł spać o 3 w nocy bo o 7 rano. Bliźniak jeszcze spał węc zszedł na dół i zrobił sobie kawę. Usłyszał dzwonek do drzwi, a tam stał kurier.
-Ludzie. Wczoraj było halloween a wy po 4 godzinach przywozicie przesyłkę-zaśmiał się Fred
-Taka robota-powiedział z niesmakiem gościu w czapeczce –Widzę że pan nadal Haloween obchodzi-i wskazał na jego strój.
No tak. Zapomniał wczoraj przebrac się i nadal paraduje w stroju Batmana. Zresztą George też śpi jak Spider-Man.
-Taa.. Zapomniałem się przebrać. No to dziękuję bardzo. Aaa jeszcze zapłata-rzucił kurierowi garść galeonów wcześniej już odliczonych z napiwkiem i wrócił do pokoju.
Jeszcze tego dnia postanowił podbic Hermionie serce po raz drugi, wiec zjadł szybko śniadanie i przebrany już wyruszył w drogę do Hogwartu. Znalazł się pod murami zamku to usłyszał śmiech ukochanej.
-Ginny. Ja naprawdę muszę skontaktować się z Fredem.
-Hermiono. On cię udusi.
-Za co? –spytałem wychodząc im naprzeciw
-Bo ja.. Ja chciałam ci to powiedzieć jak wybiegałeś ze skrzydła. –podeszła do niego i pocałowała go
-Ja wszystko pamiętam-szepnęła
I teraz każdy pomyślałby że Fred będzie zły… Nie. On nie należy do takich typów faceta. Usmiechnął się delikatnie po czym na złość Hermionie dał bransoletkę Ginny.
-Ooo… Jaka piękna. –powiedziała ruda a gdy spojrzała na napis spojrzała na brata spode łba- No owszem ejstem Twoja siostrą. Ale chyba nie liczysz na to że będę się Do Ciebie przyznawała ZAWSZE?
-Miała być dla takiej wyjątkowej dziewczyny… ale no. Musiałem ci ją dać –uśmiechnął się czarująco w stronę Hermiony i zaczął uciekać.
Nagle potknął się i upadł a szatynka która biegła za nim poleciała na niego. On wykorzystując to przewrócił ja na plecy i pocałował.
-Nie rób więcej takich żartów. Przestraszyłem się że będę musiał się starać od początku. –szepnął
-Od tego jest Halloween. Od straszenia-odpowiedziała i zaczęła się śmiać.

„Parę lat później”
To ich 5 wspólne Halloween. Od roku są małżeństwem  a ich 4-miesieczna córka Rose leży w kołysce i słodko spi. Fred przytulił do siebie Hermionę.
-Wszystkiego najlepszego z okazji Halloween kochanie-szepnął i pocałował czule żonę. 

piątek, 2 października 2015

ROZDZIAŁ 10

Trochę z innej perspektywy...


Od paru od tygodni podejrzewałem że to nastąpi... że zakocham się w Hermionie Granger. No i stało się. Byłem w niej szaleńczo zakochany i gdy tylko miałem odwagę jej to wyznać rozdzieliła nas wojna. Może nie dosłownie ale każdy martwił się głównie by przeżyć. No i oczywiście mi się udało... Ale nie tak jak to planowałem. Bo chciałem wygrać i po tym wszystkim odnaleźć Hermionę i wyznac jej to co czuje... Ale jak to w życiu bywa wylądowałem na glebie... W skrócie dostałem zaklęciem padłem na posadzkę i nad sobą słyszałem cichy szmer. Nie wiem co to było i chyba nie chce wiedzieć... Przebudziłem się w jakiejś starej zatęchłej piwnicy. Lekko się poruszyłem i od razu wpadł nie kto inny... Jak Lucjusz Malfoy w własnej osobie.
-Ooo.. Obudził się śpiący królewicz-zaśmiał się szyderczo
- ODWAL SIĘ! -Splunął mi w twarz
-Jak ty się do mnie odzywasz-warknął
-Jak nalezy do Ciebie. Moi przyjaciele na pewno mnie znajdą-odpowiedziałem niewzruszony tymże kapka śliny mojego wroga spływała mi po twarzy.
-Nie znajdą. Już ja tego dopilnuj. A teraz sobie tutaj siedź... I nawet nie próbuj uciekać.
Czy on jest jakiś głupi? On myślał że ja nie będe próbował się wydostać z tego piekła? Był w duużym błędzie.
Jak tylko Malfoy wyszedł z piwnicy podszedłem do pierwszej lepszej klapy w podłodze... Tak tez się dziwię skąd się tam wzięły. Otworzyłem i powoli zszedłem na dół. Stałem w ciemnym korytarzu bez różdżki, więc nic nie widziałem. Stąpałem powoli po ziemi.. Tak chyba to była ziemia. Idąc tak przed siebie straciłem rachubę czasu. Szedłem może 5 albo 20 minut. Nie wiem. najwazniejsze że dotarłem tam gdzie planowałem. Do końca tunelu. Wyszedłem na chłodne powietrze i dopiero teraz zoabczyłem w jakim jestem stanie... Mój stan w mugolskim swiecie zaliczałby się do krytycznych. Sam się dziwię że jeszcze stoję na nogach o własnych siłach. Ale nie to mnie teraz interesowało. Chciałem dostac się do najbliższego domu by tylko się uwolnić. Ruszyłem przed siebie i ujrzałem dym. Zacząłem się w szybszym tempie kierowac w stronę "zjawiska" Jak tam doszedłem okazało się że to była bardzo miła mugolska rodzina. Przyjęli mnie bardzo ciepło i przyjemnie dzięki czemu trochę lpeiej mi było. Opowiedziałem im wszystko... oprócz bitwy magii i tak dalej. Mężczyzna na oko 60-letni opatrzył moje liczne rany,a  znał się na tym bo sam pracował w szpitalu. Zostałem u nich na noc a kolejnego dnia chcieli mnie odwieźć do domu. Taaaa... Domu. Ciekawe jak ja im powiem że mojego domu nie będą mogli zobaczyć.  Pozwolili mi u siebie przenocować. Nie wiedziałem jakie tego będa konsekwencje. Owszem udało mi się zasnąc ale nie na długo. Obudziłem się słysząc krzyki z dołu. Zerknąłem przez barierkę schodów...
-Gdzie ukrywanie tego rudzielca!? -wrzasnął Rookwood?
-My nikogo nie ukrywamy-zaczęli mówić z przerażeniem mugolacy
-Jak nie! Nie wolno nas oszukiwać! -wrzasnął Malfoy.
Szybko pobiegłem na góre i wyskoczyłem przez okno. Nie powiem bolało, jak się laduje w pokrzywach to czemu tu się dziwić?
-Avada Kedavra! -usłyszałem i tak nagle smutno mi się zrobiło na sercu.
 Przeze mnie ta rodzina teraz nie żyje.
-Tam jest! -usłyszałem krzyk za sobą
Nawet nie zdążyłem się ruszć bo Śmierciożercy już byli przy mnie.
-Puśćcie mnie!
-Masz byc przynętą na Harry'ego Potter'a.
-On wam się nie da złapać-plunąłem tym razem ja mu w twarz po czym poczułem ból na wyskoości klatki piersiowej,
Rzucili na mnie Cruciatusa... Ale ja nie mogłem się poddać. Nie mogłe zawieźć George'a Harry'ego Rona Ginny rodziców reszty rodzeństwa no i oczywiście Hermiony. Zbyt bardzo ją kocham by jakiś sukinsyn mnie torturował.  Zawlekli mnie z powrotem do Malfoy Manor i przypięli do krzesła. Nawet nie wiem kiedy przestałem kontaktować.
Pamiętam tylko że jak lekko otworzyłem oczy ujrzałem Hermionę... Leżała ona na podłodze.  Nie wiem jak ale wyrwałem się z tych łacuchów... Najwyraźniej nie były przyczepione zaklęciem i padłem na podłogę. Potrząsłem lekko Szatynką z moiuch oczu popłynęły łzy...
Tak Fred Weasley, następca Huncwotów w Hogwarcie i wiecznie uśmiechnięty chłopak płakał. Chciałem aby ona się obudziła... Żyła to wiem. Ale czemu do jasnej cholery nie chce się obudzić??
-Obudź się skarbie-szepnąłem i przytuliłem do niej.



PRZEPRASZAM
Nigdy nie myślałam że wrzesień może być aż tak ciężki ;-;
MASAKRA JAKAŚ...
Druga klasa a my nadrabiamy 1 dlatego tak wyszło :/
Postaram się częściej dodawać ale nwm.... Zależy od szkoły ;-;

PS: Ja jako ja nie moge się powstrzytmac i musze się pochawlić że mam zdjęcie z najzaebistszym zespołem R5 <3 <3 <3  <3 <3



Pozdrawiam Was serdecznie i jeszcze raz przepraszam :*


sobota, 5 września 2015

ROZDZIAŁ 9

-Witaj fretko-mruknął Harry do Draco, wyjmując różdżkę, a jego przyjaciele uczynili to samo.
W głowie szatynki kotłowała się tylko jedna myśl "Uratowac Freda. Uratowac Go". Nagle w ich stronę powędrowało zaklęcie zapewne rzucone przez Lucjusza. Na szczęście zdązyli odskoczyć i nikogo nie trafiło.
-Przyszliście uratować swojego przyjaciela? -zaśmiał się Draco i rzucił w stronę Ginny zaklęcię obezwładniające. Ruda bez trudu obroniła się przed nim a Harry za pomocą zaklęcia "Expelliarmus" wybił różdżkę Draconowi z ręki.
-Nie do mojej dziewczyny! -wrzasnął
Usłyszeli jak Lucjusz mówi nieznane im dotąd zaklęcie i błękitna błyskawica wystrzeliła w stronę George'a. Bliźniak szybko się uchylił przed nią, ale Ron który stał za nim nie zdążył i oberwał. Po chwili padł jak długi na ziemie. Hermiona pisnęła, ale jak zobaczyła że oddycha odwróciła sie i dalej walczyła. Zauważyła Narcyze która idzie w ich stronę. Rzuciła w jej stronę zaklęcie lecz tamta szybko sie teleportowała, a ono trafiło w drzwi.  Chciała podbiec do owych drzwi, lecz przeszkodził jej w tym Draco.
-Wybierasz się gdzieś szlamo? -powiedział przez zaciśniete zęby po czym złapał Hermionę i przycisnął jej różdżkę do gardła.
-Ojcze. Złapałem tą szlamę. Co z nią zrobić?
-Odwal się od niej! -wrzasnął George i rzucił zaklęcie w stonę chwilowo odwróconego Malfoya.
Ale jak na dobrego czarodzieja przystało Malfoy nie dał się tał łatwo zrobić w konia (czy jak to się tam mówi xD) i odbił zaklęcie. Trafiło w obraz wiszący obok George'a.
Kiedy Lucjusz chciał trafić bliźniaka jakimś zaklęciem Ginny pobiegła na pomoc przyjaciółce.
-Ginevra. Ładnie dzisiaj wyglądasz -zasmiał się Malfoy- Nie no żart. Zawsze tak samo wstrętna ruda..jędza. Tak dobre określenie.
Hermiona zdenerwowana że ktoś obraża jej przyjaciółkę kopnęła Malfoya w kostkę i szybko wyrwała się by stanąć naprzeciwko niego z różdżką wycelowaną prosto w jego twarz.
-WSTAŃ! -krzyknęła
Malfoy lekko przestraszony stanął na nogi.
-Gdzie... Jest... Fred? -spytała powoli
-A co Ron ci się znudził?
-Crucio-powiedziała Ginny
Draco zaczął zwijac się z bólu.
-Sorry nie chciałam. Ale już nie moge go słuchać.
Dziewczyny odwróciły zaklęcie.
-Harry! -Usłyszały za sobą krzyk George'a
Odwróciły się. Potter padł na ziemię a rózdżka lezała gdzieś dalej. Z jego nosa leciała cieniutka strużka krwi. Ginny szybko podbiega do niego i naprawiła mu okulary które przy okazji stłukły po czym pomogła George'owi pomagać pokonać ojca Draco. Hermiona chciała znaleźć Freda lecz znowu stanął jej na drodze szarooki.  Szatynka która miała przygotowaną już różdżke w reku rzuciła w niego Drętwotą a ten padł niczym trup. Podbiegła do drzwi które wcześniej naruszyła niechacy zaklęciem i przez nie przeszła. Od razu uderzyła ją ciemność tego pomieszczenia.
-Lumos. -szepnęła, a  z jej różdżki zaczęło wydobywac się małe światełko.  -Lumos Maxima.
Światło powiększyło się,a ona gotowa do walki rozejrzała się czy nikt nie czyha na nią w korytarzu. Nikogo nie było, więc ruszyła dalej. Doszła do kolejnych drzwi. Otworzyła je, ale tego pożałowała. Klimat tego pokoju przyprawiał o dreszcze. Ciemne ściany obdarte z tapet. Powoli ruszyła przed siebie a podłoga skrzypiała pod jej nogami. Na środku pokoju zauważłya wielki puchar przypominający Czarę Ognia. Bił od niej delikatny blask, który nie oświetlał całego pokoju. Usłyszała jak ktoś jęknął. Ścisnęła mocniej różdżkę i ominęła czaropodobne coś. Zauważyła ruch przy ścianie. Podeszła ostrożnie lecz szybko rzuciła się biegiem kiedy okazało się że to Fred przywiązany łańcuchami do ściany.  Dotknęła jego rozciętego policzka.
-Zostaw mnie! -krzyknął
Spojrzał na nią, a w jego oczach zauwazyła nadzieje
-Hermiona-szepnął.
Usmiechnęła się delikatnie i gdy tylko chciała go uwolnić poczuła ból z tyłu głowy i ujrzała ciemność.

Noo to taki se rozdziaaaał. Podoba się?? Bo mi nawet :)
Dziękuję mojej przyjaciółce w pomocy w pisaniu i mam nadzieję że się nie obrazi że troche zmieniłam jej plan...
PRZEPRASZAM <3
Noo to co? Do nastepnego... Czyli pewnie w kolejny weekend albo w tygodniu jak się wyrobie :*

poniedziałek, 31 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ 8

"W poprzednim rozdziale"
George z siostrą i Hermioną stanęli jak wryci. Krzyk Rona oznaczał tylko jedno. Że nie ma ratunku i wpadli.


-Hermiona! George! Ginny! -krzyknął i podbiegł do nich.
-Odejdź stąd-powiedział rudy
-Oj tam. Chodź tu skarbie-mruknął i podszedł do Hermiony na to ta go odepchnęła
-Zerwałam z Tobą.
-Kiedy? Gdy uciekałaś szukać mojego po żal się boże brata? Pff... To pod wpływem emocji pewnie
Ginny stanęła między bracmi bo widziała jak George zaciskał już dłonie gdy słyszał Rona.
-Co on ci zrobił? -zapytała Ginny
-Od dziecka mnie dręczył! Ale kogo to obchodzi. Najlepiej udawać bohaterów i szukać zdrajcy! -wrzasnął
-ON NIE BYŁ TAKI! WIESZ DLACZEGO BYŁ DLA CIEBIE WREDNY!? - George odepchnął siostrę na bok i podszedł do Rona.-Bo go prowokowałeś. Nawet popieram to co ci robił... Chyba każdy by popierał gdyby jego młodszy braciszek co pół minuty wchodził do jego pokoju i zaczął wszystko wysypywać i wylewać... A no i na kogo spadała wina? NA NAS! Że niby my Ciebie wpuszczaliśmy do naszego pokoju i pozwalaliśmy ci to ruszać. A jak się broniliśmy to co? "Oj Ron jest taki mały". Uwierz... Po pewnym czasie to denerwuje! Dziwisz się że Fred raz się na Tobie odegrał? No ja też... POWINIEN WIĘCEJ RAZY ZA TO WSZYSTKO. OD POCZĄTKU NAM WSZYSTKO NISZCZYŁEŚ! -Wrzasnał
-George spokojnie. Przecież rodzice nas nakryją. -szepnęła Ruda
-I tak im powiem. -rzucił pewny siebie Ron-A ty Hermiono... I tak cię nie kochałem. -zaśmiał się szybko i pobiegł do Nory.
-Na miotły. SZYBKO!- krzyknął rudzielec.
Wzieli po jednej i wskoczyli na nie. Jak chcieli się wybijać usłyszeli za sobą Harry'ego.
-Czekajcie! Lecę z Wami.
-Nie możesz!
-Nie zostawię Was! Proszę. Mam dośc gawedzenia Rona. W kółko nawija o... nie wiem sam. Nie słucham go.
-10 sekund na wzięcie miotły.-powiedziała Ginny
-Accio miotła-mruknął Wybraniec a już po sekundzie miał ją w ręku.
-To lecimy. -powiedziała Hermiona i odbili się od ziemi.
-A właściwie... Gdzie lecimy?!  -spytał Harry
-Do dworu Malfoyów-powiedziała ruda uśmiechając się do Potter'a
-Ech znowu Draco-mruknął Harry-Jeżeli ma coś wspólnego z porwaniem Freda zatłukę go
-Oj nie martw się. George z Hermioną będą szybsi-szepnęła mu Ginny
-Hermiona? A  ona nie z Ronem? W domu rozpowiada że się jej oświadczył a ona rpzyjęła jego oświadczyny.
-CO!? -wrzasnęła aż Hermiona z bliźniakiem odwrócili się
-Czyli to nieprawda?

-Skąd! Słyszałas Miona. Wychodzisz za Rona-zaśmiała się Ginny
Szatynkę zatkało. Co jak co ale po Ronie nie spodziewała się takich głupot.
-Kto wam takich głupot naopowiadał? -spytał George
-Ron. Bo niby kto inny?
-Zabije gnojka. -mruknęła Hermiona i popędziła szybciej do dworu Malfoyów.
-Ej! Mionka wiemy że cię tak ciagnie do Freda ale zwolnij-zaśmiała się rudowłosa i razem z Harrym i George'm dogonili ją.
-Jakim prawem on nagadał takich głupot! Nienawidzę go!
-Spokojnie. Teraz uratujmy Freda a potem pomyślimy co zrobić-powiedział pokrzepiająco George
-Dobra. Teraz liczy się tylko Fred i tylko on.-powiedziała z wyczuwalnym smutkiem Hermiona
Nie mieli ochoty rozmawiać dlatego dalasza droga minęła im w ciszy. Nim się obejrzeli byli już pod Malfoy Manor.
-Teraz cisza. -szepnął George i powoli uchylił drzwi
O dziwo były otwarte wiec po cichu przemknęli dalej. Przycisnęli się do ściany gdy usłyszeli głosy Lucjusza.
-Draco. Podejdź i powiedz czy to jest ten przyjaciel tego Potter'a.
Usłyszeli echo kroków.
-Nie ojcze. To jeden z bliźniaków Weasley. Jak możesz nie pamiętać!
-Za dużo tych bachorów. Macie mi znaleźć tego no...
-Ronalda-podpowiedziała Narcyza
-Noo... tak no. Musimy tu zwabić Potter'a-syknął
George lekko wychylił głowę zza ściany i ujrzał swojego brata. Siedział związany na krześle i chyba był nieprzytomny lub spał. Jego klatka piersiowa lekko unosiła się więc musiał zyć.
-Żyje-poruszył wargami tak by Ruda z przyjaciółmi zrozumieli.
-Co robimy? -szepnęła Ginny
-Musimy jakoś go stamtąd wydostać.
-TU WAS MAM! -wrzasnął Ron
-Proszę proszę. Kogo my tu mamy. Toż to Harry Potter-zaśmiał się szyderczo Lucjusz
-Dzięki wielki Ron-burknęła wściekła Hermiona

Noo to taki se rozdzialik. Wiem...krótki i nudny ale no.../
W kolejnym będzie się działo <3
Kolejny dodam jak najszybciej się da :)

PS: Zaczyna się rok szkolny więc postaram się dodawac 1 rozdział tygodniowo. Czasami może mi nie wychodzić a czasami może mi sie udac więcej... Zalezy od czasu. Mam nadzieję że rozumiecie. :)
Pozdrawiam :*